1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

„Ksenofobia w Europie Wschodniej to pokłosie systemu sowieckiego”

Temat ksenofobicznej Europy Wschodniej wypłynął ze względu na spory toczone wewnątrz UE, przy czym chętnie sięga się po stereotypy. Ale nasilanie się ksenofobii zauważamy w całej Europie - mówi Juliana Roth*.

Tschechien Protest gegen Flüchtlinge

Protesty w Czechach, 26.06.2015

DW: W Europie Wschodniej obserwuje się rosnącą wrogość wobec obcych. Skąd bierze się taki trend?

Juliana Roth*: Pojęcie „Europy Wschodniej” to twór mający dłuższą historię. Rodzi się on w zachodniej Europie w XVIII wieku i od zarania nacechowany jest wyobrażeniem o wschodnich częściach kontynentu europejskiego jako „odmiennych”, „obcych”, „niesamowitych”, często także „zacofanych”. Te wyobrażenia do dziś właściwie się nie zmieniły. A społeczeństwa, które się zalicza do „Europy Wschodniej”, niewiele mają ze sobą wspólnego. Różne są ich religie, języki, tradycje, kultury i ich historyczne dzieje. Natomiast ich elementy wspólne są dość nowe: przede wszystkim jarzmo sowieckiego systemu i wynikające z tego polityczne i mentalne konsekwencje. Jedną z tych konsekwencji jest nasilająca się obecnie ksenofobia. Jest ona ściśle związana z czasami sowieckimi.

Prof. Dr. Juliana Roth

Prof. Juliana Roth: Przy zachodnich analizach postsocjalistycznej Europy Wschodniej często wychodzi się od przestarzałych paradygmatów

Te społeczeństwa były odseparowane od świata zewnętrznego, były niemobilne, nie miały za wiele kontaktów ze światem zewnętrznym, ani z „bratnimi narodami”. Ich spojrzenie było skierowane tylko do wewnątrz, na własne sprawy. Obcych właściwie tam nie było. Nawet kontakty z zagranicznymi studentami z Afryki czy Ameryki Łacińskiej były zakazane. Internacjonalizacja w pełnym słowa tego znaczeniu i spojrzenie poza brzeg własnego talerza były czymś zupełnie nieznanym.

Głębokie przemiany, jakie dokonały się po rozpadzie systemu sowieckiego, wywołały niepewność w wielu dziedzinach życia. Cała energia ludzi szła w walkę z przeciwnościami dnia codziennego. Nikt nie miał głowy do poszerzania swoich horyzontów i wyrabiania poczucia obywatelskiego.

W poszukiwaniu nowej tożsamości odgradzano się od innych, dokonując podziału na „my" i "oni”. W krajach bałtyckich np. odgradzano się tak od Rosjan, w Słowacji od Węgier, w Rumunii od Romów. W społeczeństwach homogenicznych etnicznie zawsze istniał podskórny nacjonalizm, który dziś, na skutek napływu imigrantów, znów się pobudza i pogłębia.

Czy odnosi się to tylko do Europy Wschodniej?

Temat ksenofobicznej Europy Wschodniej wypłynął ze względu na spory toczone wewnątrz Unii Europejskiej, przy czym chętnie sięga się po opisane już stereotypy Europy Wschodniej. Ale jednocześnie zauważamy nasilanie się ksenofobi w całej Europie, czyli jak tu mówić o specyficznym, wschodnioeuropejskim strachu? Lęk przed obcymi jest czymś bardzo ludzkim. Jest subiektywną, emocjonalną reakcją na coś nieznanego, nieoczekiwanego i groźnego. Nawet, jeżeli strach przed obcymi i wrogość wobec nich są jedną z cech ludzkiej psychiki, spotykaną na całym świecie, to jednak różnie podchodzi się do niego w różnych społeczeństwach.

Tschechien Protest gegen Flüchtlinge

Demonstracja przeciwko przyjmowaniu imigrantów w Czechach

Generalizując można powiedzieć, że w „starych” europejskich demokracjach ksenofobia ma negatywną konotację i znajduje się pod polityczną kontrolą. W „nowych” demokracjach jest to zjawisko, które politycznie i społecznie jeszcze nigdy nie było pod kontrolą.

Próbuję śledzić aktualny dyskurs na temat migrantów w mass mediach Europy Wschodniej i jestem przerażona tym, z jaką swobodą, uogólniając, dyskredytuje się tam migrantów. Politycy i komentatorzy, ale także zwykli ludzie, z oczywistością posługują się językiem wrogości wobec cudzoziemców.

We wschodnioeuropejskich społeczeństwach, które - jak Pani zaznacza - mają mniej doświadczeń z obcymi i mają krótszą historię własnej demokracji, nad liberalizmem biorą górę tradycjonalizm i paternalizm. Czy także to odgrywa jakąś rolę?

Nie zgadzam się z takim sformułowaniem pytania, ponieważ czuję w nim pewną wartościującą postawę. Zachodnie modele społeczne - demokracja i liberalizm - mają w nim pozytywną konotację, podczas gdy Wschodowi przypisuje się mniej sympatyczne wartości, jak tradycjonalizm, familizm i patriarchalizm. Żyjemy w czasach, w których jednoznaczność takich przyporządkowań się zachwiała. Globalizacja zmieniła wiele w ładzie społecznym, przede wszystkim ukazując, że wszelkie czarno-białe porównania na nic się nie zdają. Wydaje mi się, że przy zachodnich analizach postsocjalistycznej Europy Wschodniej często wychodzi się od przestarzałych paradygmatów.

Zupełnie inaczej niż Pan sądzi, w odróżnieniu od Niemiec wszystkie społeczeństwa w Europie Wschodniej miały historyczne doświadczenia koegzystencji z obcymi. W swojej historii były one częściami większych tworów państwowych: rosyjskiego, osmańskiego czy habsburskiego imperium.

Wielokulturowość tych dawnych imperiów – w porównaniu z narodzonymi z nich państwami narodowymi – była ogromna: występowała tam mnogość języków, religii, tradycji i kultur – dziś właściwie niewyobrażalna. Jedynie zarządzano tą różnorodnością w zupełnie inny sposób, niż ten, który nam się dziś podoba. Istniała tam pewna hierarchia w uregulowanej, etnicznej różnorodności. Nie odpowiadała ona zupełnie naszym dzisiejszym wyobrażeniiom o integracji.

Jak ocenia Pani działania polityków w państwach Europy Wschodniej w kwestiach polityki imigracyjnej?

Politycy Europy Wschodniej są w sytuacji "sandwiczowej". Z jednej strony muszą zważać na nastroje swoich narodowych elektoratów, a te zdecydowanie odrzucają obcych. Poza tym muszą zadowolić swoje wewnątrzpolityczne sojusze. Z innej strony są zobowiązani do przestrzegania wspólnych unijnych uchwał. W kwestii imigrantów obserwujemy, jak coraz bardziej rozchodzą się kwestie narodowe i europejskie. Obecnie zaznaczają się trzy orientacje: otwartej konfrontacji z europejskimi wymogami, przybierania jakichś mglistych postaw i dwulicowości. Wspólny dla tych trzech wariantów jest brak woli podporządkowania się brukselskiej dominacji.

Rozmawiał Aleksander Andrejew / tł. Małgorzata Matzke

*Prof. Juliana Roth jest wykładowcą w Instytucie Komunikacji Interkulturowej Uniwersytetu im. Ludwika Maksymiliana w Monachium.