Krzysztof Czabański: ″Politycy zawsze będą chcieli ingerować w świat dziennikarski″ | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 22.02.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Krzysztof Czabański: "Politycy zawsze będą chcieli ingerować w świat dziennikarski"

Rząd nie zamierza wywłaszczać zagranicznych mediów w Polsce, aby zmniejszyć ich udział w rynku - zapewnia wiceminister kultury i autor reformy mediów K. Czabański.

Polen Warschau Pro-Demokratie Demonstration

Protesty w Warszawie przeciwko ograniczaniu wolności mediów

DW: Reforma medialna nowego rządu wywołała dużą falę krytyki i protestów w kraju, i za granicą. A jest to dopiero tzw. "mała reforma". Liczył się Pan z taką reakcją?

Krzysztof Czabański: Nie, tak dużej krytyki się nie spodziewałem. Cieszy mnie jednak pobudzenie obywatelskie w sprawie wolnych mediów. Trochę żałuję, że nie nastąpiło to wcześniej np. gdy Tusk, jako premier, zapowiadał osłabienie albo wręcz zlikwidowanie mediów publicznych. Albo, gdy wzywał, by nie płacić abonamentu. Szkoda, że wtedy obywatele, którzy protestują przeciwko naprawie mediów publicznych, nie zgłosili protestu.

Jakie refleksje budzą w Panu te aktualne protesty?

Media publiczne były jedną z najgorętszych spraw, z jakimi się spotykałem w kampanii wyborczej. Wyborcy prosili, aby naprawić media. Trzeba zbudować silne media - kadrowo i finansowo. Dziś abonament płaci tylko 7,5 proc. obywateli, a media publiczne żyją ze ściągania zaległości w abonamencie. Media publiczne nie będą miały w przyszłym roku pieniędzy na przeżycie. TVP może sobie poradzić dzięki reklamodawcom, bo 80 proc. jej budżetu to reklama, a 20 proc. abonament. Ale w radiu jest dokładnie odwrotnie.

Duża reforma medialna ma być tym ratunkiem?

Tak. Składka audiowizualna obowiązuje w całej cywilizowanej Europie, bo wszędzie chcemy mieć media publiczne. Te 20 tys. protestujących przeciwko naszym zmianom też chce mieć silne i pluralistyczne media. My je chcemy uratować przez krachem. Bez dużej reformy w przyszłym roku Polskie Radio staniee się bankrutem, a TVP jest mocno osłabiona. Na przełomie marca i kwietnia chcemy mieć gotowy projekt ustawy o finansowaniu mediów do tej pory zwanych publicznymi, a które wkrótce chcemy nazwać narodowymi. Chcemy to przegłosować w pakiecie, nie później niż w maju.

Dlaczego rząd nie zaczął naprawiać mediów od zmian w finansowaniu?

Obecna nowela jest tymczasowa i obowiązuje tylko do końca czerwca 2016. Chcieliśmy mieć kierownictwo mediów, które chce współpracować przy przekształceniach, a nie wrogie tym zmianom. Chcemy też obejrzeć te spółki od środka, coś w rodzaju audytu, aby sensownie je przekształcić. To będzie trudny proces.

A dlaczego media mają się nazywać narodowe, a nie jak dotychczas publiczne?

A co w tym złego? DlaczegoTVP SA, PR, Agencja mają się nie nazywać narodowymi, skoro są polskie? Dlaczego mają się nazywać publiczne?

Ale po co zmieniać, skoro już się tak nazywają?

Żeby się odciąć od złej przeszłości. To nie wystarcza?

Wielu postrzega gorzej przyszłość, niż przeszłość, zwłaszcza dlatego, że wielu pada ofiarą czystek w mediach.

Nie lubię tak ostrych słów, bo sam byłem ich ofiarą w stanie wojennym; wtedy to były prowadzone prawdziwe czystki. Parę lat temu TVP zaczęła pozbywać się swoich pracowników merytorycznych, głównie dziennikarzy - wysyłać ich do firmy leasingowej albo zmuszać do tzw. samozatrudnienia, by korzystać z ich usług na innych zasadach. My chcemy, żeby oni wrócili - wszyscy, którzy są wartościowi dla programu.

Czyli będą same dobre zmiany po kolejnej reformie?

Medien Polen

Od przejęcia rządu w Polsce przez PiS jeszcze bardziej zaostrzył się ton pomiędzy polskimi mediami

Parlament powoła radę mediów narodowych na wzór KRRiTV, a ta powoła i będzie nadzorować zarządy mediów. Będzie też oceniać realizację misji i decydować w sprawach personalnych, finansowych, programowych i organizacyjnych. Obecnie KRRITV musi corocznie składać w Sejmie i u prezydenta sprawozdanie, które potrzebuje zatwierdzenia, czyli co roku musi zabiegać o akceptację polityków. Rada mediów narodowych będzie miała 6-letnią kadencję i nie musi składać żadnych sprawozdań poza finansowymi, czyli świat polityki przez 6 lat nie ma dostępu do mediów, tylko rada.

A czy w jej składzie będzie też opozycja?

To zależy od prezydenta, Sejmu i Senatu.

Ile jest więc miejsca na pluralizm?

Jak najwięcej. A co będzie, to zobaczymy. Jeżeli pani myśli, że ja nie mam obaw, to się pani myli. Politycy zawsze będą chcieli ingerować w świat dziennikarski. Niezależność dziennikarską zawsze można obudowywać prawnie, finansowo, ale gwarancje leżą tylko w pani sumieniu i nigdzie indziej.

Ale co myśleć o niezależności mediów narodowych, gdy ich prezes sam nazywa się „bulterierem prezesa”?

Rozumiem te emocje, ale myślę, że mówił o sobie przesadnie i wcale aż takim bulterierem nie jest. Jest długoletnim dziennikarzem. Nie zawsze się z nim zgadzałem, ale doceniam jego sprawność.

W Niemczech duża reforma medialna interesuje także ze względu na plany repolonizacji mediów. Jak wygląda ten plan?

Nie ma takiego planu. Mówiłem to też ambasadorowi Niemiec. Nie ma takiego planu w rządzie. Pojawiają się głosy publicystyczne, w przestrzeni publicznej, co wynika z poważnego udziału niemieckich koncernów w polskim rynku medialnym, ale rząd żadnych prac w tej sprawie nie prowadzi. Jest plan wzmocnienia polskich inicjatyw wydawniczych, albo raczej pomysł. Ale nie ma żadnych planów ani prac nad tym, żeby kogokolwiek wywłaszczać z własności, to w ogóle nie wchodzi w rachubę.

Za granicą wielu się zastanawia, skąd się w Polsce wziął ten głęboki podział społeczny, widoczny także w mediach. Jak Pan - niegdyś członek PZPR, a dziś PiS - tłumaczy ten rozłam?

Rücktrittswelle im öffentlich-rechtlichen Fernsehen Polens

TVP, PR oraz agencja prasowa PAP zostaną wkrótce przemianowane z mediów publicznych na narodowe. "Aby odciąć się od złej przeszłości"

Owszem, przeszedłem dosyć krętą drogę - od PZPR, przez podziemie, potem rok 1989 i III RP. Gdy odzyskaliśmy wolność i mogliśmy robić niezależne media, nagle okazało się, że duża część moich przyjaciół z podziemia opowiedziała się po innej stronie, niż ja. To się zdarza w polityce. „Gazeta Wyborcza” opowiedziała się za Mazowieckim, a „Gazeta Solidarność”, gdzie byłem zastępcą Jarosława Kaczyńskiego, za Wałęsą. Był więc spór polityczny, ale oni zerwali ze mną wszelkie kontakty, także prywatne. W całym środowisku nie było już wspólnych rozmów. Kto się opowiadał za Wałęsą, był dla innych wrogiem. Ten mechanizm zaczął potem działać w dwie strony, a część społeczeństwa czuła się wykluczona - w skrócie nazywano ją „moherem” i uważano, że jej poglądy są przestarzałe. To wykluczenie przenosiło się na różne środowiska, także medialne. Jedni byli światli, a inni ciemni. I w pewnym momencie zostały wykopane takie rowy, że nawet nie warto ich zasypywać.

Mówi Pan o instrumentalizacji mediów w przeszłości, przez poprzednią ekipę, ale dzisiaj nie wygląda to inaczej…

Czas pokaże, czy instrumentalizujemy media. Oni na pewno to robili. Jaki by nie był konkurs, to zawsze wygrał przedstawiciel PO, SLD, PSL.

Ale teraz nie ma żadnych konkursów…

Nie ma, ale może będą. Zobaczymy po dużej ustawie medialnej. W wielu krajach europejskich jest system wskazywania przez polityków, bo innego nie wymyślono. We Francji chyba do 2013 roku prezydent osobiście wyznaczał kierownictwo mediów publicznych, nawet się nie dzielił tym ze Zgromadzeniem Narodowym. Nie na tym polega nieszczęście, że jakaś większość wygrywająca wybory ma dużo do powiedzenia przy kształtowaniu władzy mediów publicznych, bo potem jest przez wyborców rozliczana. Chodzi o to, by nie wyrzucać z tych mediów tych, którzy mają inne poglądy, żeby zachować pluralizm. I po tym poznamy, kto jakie robi media.

Dziękuję za rozmowę.

Fragment wywiadu przeprowadzonego przez Różę Romaniec dla telewizji Deutsche Welle 11 stycznia 2016.