Kompozytor muzyki filmowej Hans Zimmer: ″Zawsze chowałem się w studiu″ | Kultura | DW | 24.03.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Kompozytor muzyki filmowej Hans Zimmer: "Zawsze chowałem się w studiu"

Lista filmów, do których muzykę napisał Hans Zimmer, jest długa. Kompozytor ze swym zespołem po raz pierwszy odbywa tournee po Europie. Dlaczego dopiero teraz, zdradza w wywiadzie dla Deutsche Welle.

Hans Zimmer - występy to coś wspaniałego, choć wciąż mam tremę

Hans Zimmer - występy to coś wspaniałego, choć wciąż mam tremę

Hans Zimmer jest jednym z najpopularniejszych i odnoszących największe sukcesy współczesnych kompozytorów muzyki filmowej. Od 6 kwietnia br. po raz pierwszy przebywa ze swym muzycznym zespołem studyjnym i chórem na tournée po Europie. Urodzony we Frankfurcie nad Menem Hans Zimmer mieszka obecnie w Los Angeles. Napisał muzykę do ponad 100 filmów. Został wyróżniony Oscarem, dwoma Złotymi Globami i czterema nagrodami Grammy. Do jego największych sukcesów należą takie przeboje filmowe jak „Piraci z Karaibów”, „Król Lew”, „Gladiator”, „Incepcja”, „Mroczny rycerz” i „Kod da Vinci”. Melodie z tych filmów Zimmer, jako kompozytor, producent i muzyk w jednej osobie, zaprezentuje europejskiej publiczności jako wielki, sceniczny spektakl dźwiękowy w ciekawej oprawie wizualnej.

DW: Kiedy uświadomił Pan sobie, że chciałby zostać kompozytorem muzyki filmowej?

Hans Zimmer: Gdy miałem dwanaście lat i udało mi się zakraść na dozwolony od lat 16-tu western „Pewnego razu na Dzikim Zachodzie”, do którego muzykę napisał Ennio Morricone. Pomyślałem wtedy, że też bym tak chciał! Później założyłem z paroma przyjaciółmi zespół i spotkałem kompozytora muzyki filmowej Stanley'a Myersa. Przez kilka lat byłem jego asystentem. Myers pokazał mi, jak się pracuje z orkiestrą. Sam nie mam żadnego formalnego wykształcenia muzycznego.

DW: Czy to znaczy, że wszystko opanował Pan jako samouk?

Hans Zimmer: Nie wiem, kiedy zaczęło się moje muzyczne życie. Gdy jakiś znany muzyk mówi, że w jego przypadku było to w szóstym roku życia, nie mówi prawdy, bo nasze obcowanie z muzyką zaczyna się w chwili, w której słyszymy pierwsze dźwięki. Gdy sam miałem mniej więcej sześć lat, mama spytała mnie, czy chciałby nauczyć się gry na fortepianie. Pomyślałem wtedy, że nauczyciel gry sprawi, że to, co słyszymy, od razu potrafimy zagrać. Nie miałem pojęcia, że wymaga to wielogodzinnych ćwiczeń i opanowania czytania nut. To wszystko było bardzo niemieckie, bardzo autorytarne.

W dalszym ciągu jest tak, że gdy ktoś rozłoży przede mną nuty, wszystko rozpływa mi się przed oczami. Po dwóch tygodniach mój pierwszy nauczyciel muzyki powiedział mojej matce: „Albo on, albo ja". Na szczęście dokonała wtedy słusznego wyboru i zdecydowała się na mnie.

DW: Ale później spotkał Pan przecież innych ludzi, od których mógł się Pan czegoś nauczyć?

Hans Zimmer: Zawsze uczymy się czegoś od innych muzyków. Dla muzyka najważniejsze jest nauczyć się słuchać, a nie opanować grę na jakimś instrumencie. Inspiracja pochodzi od innych. To rodzaj rozmowy, ale prowadzonej na zupełnie innym poziomie.

DW: Ennio Morricone wciąż jest dla Pana wzorem do naśladowania. Dlaczego właśnie on tak bardzo Pana fascynuje?

Hans Zimmer: Ponieważ potrafi komponować melodie jak nikt inny. Jest tak dobry jak Bach, Beethoven czy Mozart. W westernie wymyślił nowy rodzaj muzyki, wniósł do niego wdzięk i humor. Uczynił ze swej muzyki własny język, zrozumiały dla wszystkich ludzi. Jego muzyka nie jest podporządkowana filmowi, do którego ją napisał, tylko wznosi ten film na wyższy poziom. Morricone ma dziś 87 lat i wciąż jest aktywny.

DW: Skomponował Pan ścieżkę dźwiękową do ponad 100 filmów różnych gatunków: filmów akcji, dramatów a także filmów rysunkowych. Czy te tak różne gatunki wzbogacają w jakiś sposób Pańską twórczość muzyczną?

Hans Zimmer: Muzykę do filmów „Wożąc panią Daisy" i "Czarny deszcz" napisałem w tym samym miesiącu, a stylistycznie obie ścieżki dźwiękowe są skrajnie różne. W przeciwnym razie byłoby to nudne. Nie mogę długo robić tego samego. Potrzebuję zmiany. Po filmie akcji muszę od razu zająć się jakąś komedią. Po dużym filmie fabularnym chcę skomponować muzykę do jakiejś krótkiej formy. Zawsze starałem się wymyśleć coś nowego. W gruncie rzeczy najbardziej interesuje mnie zawsze opowiadanie jakiejś ciekawej historii przy pomocy muzyki. Dlatego film i ja tak dobrze pasujemy do siebie. Uwielbiam robić to, co robię. Mogę na tym spędzić całe życie.

DW: Jak Pan pracuje? Czy pisze Pan muzykę do gotowego filmu czy też opiera się ona na jego scenariuszu?

Hans Zimmer: Wszystko zawsze zaczyna się tak, że przychodzi do mnie reżyser, żeby opowiedzieć mi jakąś historię. Jeśli wydaje mi się ona ciekawa, a to się wie najpóźniej po trzecim zdaniu, od razu mam pomysł oprawy muzycznej tego filmu. Wiem, czy ma to być muzyka elektroniczna czy raczej klasyczna; rozpisana na wielką orkiestrę symfoniczną czy zespół kameralny. Bardzo lubię porozmawiać z kamerzystą przed rozpoczęciem zdjęć do filmu. Pytam go, w jakich barwach chce utrzymać obraz. Mówiliśmy tygodniami o kolorach z Johnem Tollem, autorem zdjęć do „Cienkiej czerwonej linii“. Barwa i dźwięk są dla mnie tym samym. Stanowią jedność. Często pytam też aktorów, jak zamierzają oddać charakter postaci, którą grają. Chodzi przecież o to, w jaki sposób celnie wyrazić przy pomocy muzyki to wszystko, czego widz nie zobaczy na ekranie, ani nie usłyszy z ust aktorów.

DW: Używa Pan najrozmaitszych dźwięków, na przykład tych, wydawanych przez instrumenty afrykańskie, a nie tylko nowoczesnych syntetyzatorów czy klasycznych instrumentów, które znajdziemy w każdej orkiestrze symfonicznej. Dlaczego?

Hans Zimmer: Pisząc muzykę do „Króla Lwa“ współpracowałem z Lebohangiem Morake, który wtedy, gdy go spotkałem, zarabiał na życie myjąc samochody. Ktoś mi powiedział, że ma świetny głos i zna się na muzyce, zwłaszcza afrykańskiej, bo pochodzi z RPA. To on był moim przewodnikiem po muzyce afrykańskiej.

Muzykę do drugiego filmu, którego akcja rozgrywa się w Afryce, napisałem w USA i nic z tego nie wyszło. Poszedłem do dyrekcji firmy Warner Brothers i powiedziałem: „Wydałem wszystkie wasze pieniądze, a to, co napisałem to czysty knot”. Odpowiedzieli mi wtedy, że to dlatego, że pracowałem w Ameryce, a nie w Afryce. To było w czwartek, a już w następny poniedziałek pracowałem w RPA z chórem Zulusów i wszystko grało jak w szwajcarskim zegarku. Można powiedzieć wiele złego o studiach filmowych w Hollywood, ale trzeba im przyznać, że potrafią stanąć za tobą, gdy czasem nie uda ci się coś, na czym im zależy.

DW: "Rain Man" był Pana pierwszym, wielkim sukcesem. Jak Pan dostał to zlecenie?

Hans Zimmer: Napisałem muzykę do brytyjskiego filmu „Świat na uboczu“ ("A World Apart"), który bardzo lubię, ale który jest mało znany. Poza moją matką i żoną Byrry’ego Levinsona, reżysera filmu „Rain Man”, chyba nikt go nie widział. Jego żona uwielbia „Świat na uboczu“ i jego ścieżkę dźwiękową i podarowała mu CD z tym nagraniem. Pewnego dnia stanął w drzwiach mojego mieszkania w Londynie i powiedział: “Nazywam się Barry Levinson i jestem reżyserem". Potem spytał mnie, czy miałbym coś przeciw temu, żeby popracować trochę w Hollywood? Nie miałem i dlatego mogę tu śmiało powiedzieć, że wszystko, co osiągnąłem w życiu jako kompozytor muzyki filmowej, zawdzięczam Barry’emu Levinsonowi, jego żonie Dianie Levinson, która podarowała mu CD z moją muzyką do filmu „Świat na uboczu”.

DW: Przybył Pan do Europy, żeby dać tu cykl koncertów. Dlaczego dopiero teraz?

Hans Zimmer: Długo chowałem się w studiu nagraniowym. Zawsze miałem lęk przed występami publicznymi. Gdy dostałem Oscara, wygłosiłem chyba najkrótszą mowę w historii tej uroczystości. Wszyscy moi przyjaciele z branży muzycznej od dawna namawiali mnie, żebym dał cykl koncertów. Nie byłem jednak pewny, czy ktoś zechce na nie przyjść. Z drugiej strony, zawsze chciałem zrobić coś innego, nie tylko wciąż komponować muzykę do filmów. Chciałem zająć się bliżej rock and rollem. Dałem zatem dwa takie koncerty z zespołem w Londynie i to było coś wspaniałego. Powiedzieliśmy sobie wtedy, że teraz pora na dużą trasę koncertową. Nadal mam lęk przed występowaniem na scenie, ale postanowiłem, że nie będę tchórzem i wyjdę na scenę, choć wciąż na samą myśl o tym drżą mi kolana.

Z Hansem Zimmerem rozmawiała Regina Roland

Tłum. Dagmara Jakubczak

Redakcja poleca