1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

NRS-Import

Komentarz: Włoski populizm wstrząśnie Europą

Włosi nie zdają sobie chyba sprawy z tego, jakie trzęsienie ziemi wywołali w Europie, twierdzi Bernd Riegert.

Matteo Renzi to już drugi szef rządu w UE, który w tym roku musiał pożegnać się ze swoim urzędem. Pierwszym był brytyjski premier Cameron, a teraz szef rządu Włoch. Do klęski obydwu polityków przyczyniły się koalicje rozzłoszczonych obywateli, lewicowych i prawicowych populistów i ludzi blokujących reformy. W całej Unii Europejskiej rozdzwoniły się alarmowe dzwonki, bo jak na dłoni widać było, że następne, fatalne w skutkach zwycięstwo odnieśli populiści. Marine Le Pen we Francji, Matteo Salvini z włoskiej Lega Nord wiwatowali na prawym skrzydle, Beppe Grillo i jego fundamentalna opozycja spod znaku 5 gwiazdek triumfowała na lewej flance. "Viva Trump, viva Putin, viva Le Pen"-  napisał na Twitterze Włoch Salvini, który chciałby odseparować północne Włochy od zacofanego jego zdaniem południa. Niewiarygodne jest, do jak głębokiego parteru zszedł polityczny dyskurs.

Oczywiście, że odrzucenie reformy konstytucji przez 60% Włochów, i to przy nadspodziewanie wysokiej frekwencji wyborczej, jest demokratyczną decyzją, zasługującą na respekt. Tyle, że trudno jest zrozumieć powody, które doprowadziły do takiej postawy. Nie tylko wszyscy wściekli, sfrustrowani i zubożali ludzie, ale także wielu beneficjentów dotychczasowego, po części skorumpowanego systemu, odprawiło Renziego z kwitkiem. Czy zastanawiali się nad konsekwencjami? Czy mają lepsze propozycje? I tak nie za mocna włoska gospodarka jeszcze tylko bardziej ucierpi przez powstającą obecnie niepewność. Który inwestor będzie topił pieniądze w kraju, w którym w następnych wyborach może zwyciężyć jakiś antypolityk pokroju komika Grillo?

Riegert Bernd Kommentarbild App

Bernd Riegert: W najgorszym przypadku Włochy dostaną na rok gabinet technokratów

Chciał chociaż spróbować

Matteo Renzi właściwie sam nawarzył sobie tego piwa. To polityczny gracz, który nie boi się ryzyka. Kiedy w roku 2014 wygrał wybory do PE czuł się na tyle mocny, by przystąpić do większego dzieła: reformy państwa. Z reformą tą powiązał swój polityczny los i zapytał właściwie włoski naród o votum zaufania. Kiedy sondaże zaczęły wskazywać, że to nie wypali, zaczął się wycofywać i nagle nie miało chodzić o niego samego tylko o Włochy. Ale wyborcy nie dali się nabrać. Opozycja a przede wszystkim populista Grillo dostrzegli w tym swoją szansę. Także oni poszli na całość i wmawiali Włochom, że Renzi chce ich oszukać i okraść z demokracji. Co jest kompletnym nonsensem, podobnie jak cały groteskowy program tego komika. Renzi próbował, lecz niestety w zbyt arogancki i megalomański sposób, odchudzić nieco włoski aparat polityczny i uczynić go bardziej skutecznym. Był to bardzo szczytny cel, lecz zdaniem ekspertów i politologów nie w każdym punkcie. Renzi chciał przejść po tym systemie jak buldożer i chciał chociaż pokazać, że możliwe są zmiany skostniałego i po części skorumpowanego systemu. Ale na razie nic z tego nie będzie i włoski demokrata musi wypić teraz to piwo, i to nie tylko on sam!

Stagnacja nic nie pomoże

Świat finansjery i inwestorzy i tak odwrócą się od włoskiej gospodarki, która zastygła w stagnacji i nikt nie będzie kwapił się ratować chwiejących się banków. Włochy mogą znów popaść w recesję. Ich gigantyczne długi będą dalej rosły, co sprawi, że Włochy staną się europejskim problemem.

Tyle, że tego akurat Unii Europejskiej potrzeba najmniej po Brexicie i wciąż leżącej na łopatkach Grecji.

W najgorszym przypadku Włochy dostaną na rok rząd technokratów, co oznacza rok stagnacji aż do chwili regularnych wyborów. Jeżeli rozpisane zostałyby one wcześniej, możliwe, że do steru władzy dorwałaby się populistyczna trupa Grillo. Komik o politycznych ambicjach, który ciągle wykorzystuje gniew ludzi i ich frustrację, chce wystąpienia Włoch z eurogrupy. To oznaczałoby przypuszczalnie także jej koniec, ponieważ Włochy są trzecim co do wielkości krajem w eurogrupie i płatnikiem netto do budżetu i programów pomocowych.

Populistom we Włoszech, w odróżnieniu od innych państw, nie chodziło w pierwszym rzędzie o ksenofobię, kryzys uchodźczy czy nacjonalizm. Pomimo tego czerwona kartka, jaką Włosi pokazali swojemu rządowi, jest wiatrem w żagle Geerta Wildersa w Holandii czy Mariny Le Pen we Francji, którzy już wiosną przyszłego roku powtarzać będą swoje hasła na wyborczych wiecach. Istnieje niebezpieczeństwo, że za ich sprawą wirus populizmu mógłby także dalej szerzyć się w Niemczech. Na jesieni samozwańcza „Alternatywa dla Niemiec” będzie mobilizować niezadowolonych Niemców. Włosi nie zdają sobie może nawet sprawy z tego, że teraz pośrednio jej pomogli. Mamma mia!

Bernd Riegert / tł.: Małgorzata Matzke