1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Komentarz: Von der Leyen w ZDF - o jedno zdanie za daleko

Wypowiedź niemieckiej minister obrony wywołała oburzenie w Warszawie. W prawicowych mediach zawrzało. To dowód na to, jak napięte są polsko-niemieckie relacje. KOMENTARZ

Deutschland Hamburg Ursula von der Leyen (picture-alliance/dpa/D. Reinhardt)

Ursula von der Leyen (CDU)

Poszło o jedno zdanie wypowiedziane w dyskusji na żywo w trakcie talk show w telewizji ZDF. Paradoksalnie, pełniąca obowiązki minister obrony (Niemcy są w trakcie tworzenia nowego rządu) Ursula von der Leyen podjęła polemikę z krytykującymi Polskę i inne wschodnie kraje UE dyskutantami, którzy zarzucali im lekceważenie wspólnych wartości UE. Von der Leyen podkreśliła zasługi Polski w walce z komunizmem, wyrzeczenia  związane z transformacją i dojściem tych państw do członkostwa w UE.

Wspominała też, że jej dzieci studiowały w Polsce w ramach unijnego programu Erasmus, kiedy dokonała się zmiana władzy. „Ten zdrowy, demokratyczny opór młodego pokolenia w Polsce trzeba wspierać” – rzuciła. W Polsce zawrzało. Pojawiły się różne tłumaczenia i interpretacje. Niektóre sugerowały, że Niemcy chcą wspierać „ruch oporu” przeciwko demokratycznie wybranej władzy.

Ostro zareagował polski MON i MSZ. Mowa była o „ingerencji w wewnętrzne sprawy Polski”. Do MON wezwany został attaché obrony niemieckiej ambasady. Prawicowe media piszą o skandalu. Niemiecka strona natomiast jest zdumiona taką reakcją. Twierdzi, że zdanie zostało przeinaczone i wyrwane z kontekstu. To jednak za mało.

Za mało, ponieważ tak dwuznaczne zdanie wypowiedziane przez w końcu niezwykle wytrawną polityk, jaką jest Ursula von der Leyen, nie powinno było paść. Oczywiście, czym innym jest dyskusja na żywo, czym innym oficjalne stanowisko przedstawiane na przykład w przygotowanym wcześniej przemówieniu. Nie przystoi, by polityk sąsiedniego państwa mówił o wspieraniu oporu młodego pokolenia przeciwko demokratycznie wybranemu rządowi w innym kraju UE, nawet jeśli obecny rząd Polski jest na bakier z Brukselą. Trudno sobie wyobrazić, by polityk tej rangi co von der Leyen mówił na przykład o wspieraniu oporu młodego pokolenia w Wielkiej Brytanii przeciwko torysom i brexitowi. Dlatego sama von der Leyen powinna co najmniej wytłumaczyć, jeśli nawet nie przeprosić, za swoje niefortunne słowa.

Z drugiej strony wrzawa wokół wypowiedzianego bez namysłu zdania nie powinna przesłaniać faktu, że współpraca w dziedzinie obronności między Polską a Niemcami układa się dobrze i polityczne zawirowania na osi Warszawa-Berlin nie przekładały się jak dotąd na zakłócenia w tej dziedzinie. Duża jest w tym także zasługa zarówno strony polskiej, jak i samej minister von der Leyen, którą jak każdego polityka należy oceniać w szerszym kontekście. A ten szerszy kontekst jest taki, że pomimo wszelkiej krytyki rządu PiS w niemieckich mediach, zarówno von der Leyen, jak i jej szefowa Angela Merkel należą do najbardziej przyjaznych Polsce niemieckich polityków.  

Podsycanie napięć nie leży ani w interesie Polski ani Niemiec. Dlatego szczególnie niemieccy politycy, zważając także na tragiczne rozdziały historii, powinni zachować szczególny umiar i wyczucie wypowiadając się na tematy polskie. Podobnie jak robią to, ze słusznych względów, wobec Izraela. Burza wokół słów niemieckiej minister obrony uświadamia, jak delikatne i napięte są relacje polsko-niemieckie. I jak łatwo jednym, niepotrzebnym zdaniem, wywołać ogromne emocje.

Bartosz Dudek