Komentarz: Typowy występ tyrana z Białego Domu | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 10.06.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Komentarz: Typowy występ tyrana z Białego Domu

Szczyt G7 w Kanadzie zakończył się fiaskiem, znów przez Donalda Trumpa. Ale może to i lepiej.

Czasami dobrze jest po prostu zerwać opatrunek. Amerykański prezydent Donald Trump dokładnie to zrobił, obwieszczając światu przez Twittera swój odwrót od już ustalonego wspólnego oświadczenia po szczycie G7. Załatwił to jednym tweetem w samolocie lecąc do Singapuru.

W tweecie obwinia kanadyjskiego premiera Justina Trudeau, że na konferencji prasowej podawał fałszywe informacje. Dlatego Trump nakazał przedstawicielom USA wycofanie amerykańskiego poparcia deklaracji końcowej. Ten odwrót nie jest pierwszym takim gestem, bo Trump rzeczywiście jest istnym mistrzem zrywania ustaleń. Wycofał on już Stany Zjednoczone z paryskiego porozumienia klimatycznego, z porozumienia nuklearnego z Iranem, z Partnerstwa Transpacyficznego TPP i z członkostwa w UNESCO. To tylko kilka przykładów.

Michael Knigge Kommentarbild App

Michael Knigge

Głęboki rozłam

W porównaniu z porozumieniem nuklearnym z Iranem, bezpośrednie następstwa jego odwrotu w obecnym przypadku są co prawda niewielkie, bo dokument podpisany w Quebecu nie jest ani wiążący, ani szczególnie obszerny. Ale symboliczna szkoda byłaby ogromna. Byłby to pierwszy przypadek, kiedy kraje G7 nie mogłyby uzgodnić wspólnego oświadczenia. Ale może to i lepiej, ponieważ trudno byłoby dłużej przemilczać fundamentalny rozłam w tej grupie.

Występ Trumpa w Quebecu unaocznia raz jeszcze, co myśli on o najbliższych sojusznikach Ameryki i o międzynarodowym powojennym ładzie, który Waszyngton w znacznej mierze współtworzył. Prezydentowi USA jest to kompletnie obojętne. A wręcz więcej: próbuje on go aktywnie niszczyć i torpedować. W oświadczeniu z Quebecu wszyscy sygnatariusze opowiedzieliby się za wolnym, sprawiedliwym i korzystnym dla obydwu stron handlem i zapowiedzieliby walkę z protekcjonizmem. Ale nici z tego.

Daremne pobożne życzenia

Zamiast tego zadeklarowany protekcjonista Trump w krótkim czasie swojego pobytu na szczycie pokazał bardzo wyraźnie, że obojętnie, co jest napisane w dokumencie końcowym, nie ma on zamiaru odejść od swojej polityki ‘America first', która tak bardzo dzieli USA i ich partnerów.

G7 Gipfel Kanada Merkel vs Trump (Reuters/Bundesregierung/J. Denzel)

Typowa poza amerykańskiego prezydenta, twierdzi komentator DW

Pobożnym życzeniem było oczekiwanie czegoś innego. Do tego jeszcze można było dokładnie odczuć pogardę Trumpa dla całego G7. Potraktował on to spotkanie przede wszystkim jako krótkie intermezzo z udziałem irytujących go partnerów przed jego ważną misję pokojową w Singapurze. Trudno byłoby przebić pychę, jaką demonstrował w Quebecu. Amerykański prezydent przyjechał późno i wcześniej wyjechał, w międzyczasie wygłaszając swoje typowe tyrady na zaimprowizowanej konferencji prasowej. Zrugał media, groził sojusznikom całkowitym wstrzymaniem handlu, jeżeli nie ustąpią w sporze o cła, chełpił się wzmocnieniem amerykańskiej gospodarki i atakował swojego poprzednika Baracka Obamę, by wreszcie powtórzyć, że Rosja powinna znowu brać udział w takim spotkaniu, co było oczywistym afrontem wobec innych szefów państw i rządów, którzy (z wyjątkiem Włoch) już przedtem oficjalnie odrzucili taką propozycję.

Trump lubuje się w roli twardziela

Potem jeszcze Trump rzucił na stół typową dla niego niespodziankę, proponując, że G7 mogłyby stać się strefa bezcłową. Bezradni partnerzy próbowali się połapać, o co mu może chodzić, i czy to propozycja na serio. Ale rzut oka wstecz pokazał, że raczej nie.

Kanada G7 Gipfel in Charlevoix Trump , Lagarde und Merkel (picture-alliance/dpa/M. Kappeler)

Wymowna ilustracja atmosfery szczytu G7: od l. Merkel, Lagarde i amerykański prezydent

Jest cały szereg bardzo wymownych zdjęć, ukazujących, jak Trump inscenizuje się na twardziela. Jedno z nich przedstawia go siedzącego z założonymi rękami, patrzącego z lekkim uśmieszkiem na niemiecką kanclerz Merkel i francuskiego prezydenta Macrona, którzy stoją za stołem próbując mu coś tłumaczyć. Na innym zdjęciu spóźniwszy się na śniadanie, gdzie chciano rozmawiać o równym statusie płci, Trump demonstracyjnie odwraca się plecami do kanclerz Merkel i szefowej IWF Lagarde. Wyraźnie widać, że słowa i pogrywki Trumpa nie są niczym nowym. Był to po prostu następny typowy występ tyrana z Białego Domu, tyle że teraz nie w USA, tylko w Kanadzie. Nie oznacza to, że te występy można bagatelizować, ale trzeba pogodzić się z myślą, że relacje między Trumpem i jego sojusznikami nie będą lepsze. Trump faktycznie wierzy – jak znów podkreślał w Quebecu – że Stany Zjednoczone przez dziesięciolecia były wykorzystywane i dłużej na to nie pozwolą. Partnerów USA nazwał kilkakrotnie ‘tak zwanymi sojusznikami'.

Trzeba przeczekać aż dostanie rachunek

Pozostałych sześciu szefów państw i rządów nie było w stanie ani wpłynąć na protekcjonistyczne impulsy Trumpa, ani skłonić go do zniesienia ceł. Tym ważniejsze było więc, że bronili swoich stanowisk. To nie rozwiązuje co prawda zasadniczych problemów. Lecz gdyby się ugięli, ośmieliłoby to Trumpa, by iść za ciosem. Ważne jest, że Europejczycy przynajmniej próbują bronić międzynarodowego ładu, opartego na regułach, tak długo, aż - miejmy nadzieję - w Waszyngtonie górę weźmie zdrowy rozsądek. Może to trochę potrwać, ale niekoniecznie. Rachunek Trump mógłby dostać już jesienią, kiedy Amerykanie pójdą głosować w wyborach uzupełniających. Jeżeli republikanie straciliby swoją większość w jednym czy nawet w dwóch izbach, nowy Kongres mógłby przynajmniej przyhamować niebezpieczną, protekcjonistyczną politykę handlową obecnego prezydenta.


 

 

Redakcja poleca