1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Komentarz: Polityka dokucza faworytowi inwestorów

Niska ocena stabilności politycznej i społecznej oraz nieprzewidywalność polityki gospodarczej osłabiają atrakcyjność Polski w oczach inwestorów zagranicznych. [OPINIA]

Zachwianie stabilności politycznej budzi niepokój inwestorów. To jest główne przesłanie najnowszej ankiety koniunkturalnej AHK. W konsekwencji Polska traci – tym bardziej, że na drugim od końca miejscu jest przewidywalność polityki gospodarczej. A raczej – jak wynika z tak niskiej oceny – jej brak. Zmiany następują w wielkim tempie i wywołują liczne pytania, na przykład, o kolejne podatki sektorowe. Skąd bowiem brać pieniądze na realizację obietnic wyborczych? Jako pierwszy, nowy, został wprowadzony podatek bankowy. Nie jest to wyjątek w państwach europejskich; ale najwyższe obciążenia są dziś w Polsce. W odróżnieniu jednak od innych krajów, wpływy z tego źródła nie są przeznaczane na wsparcie całego systemu społeczno - gospodarczego, lecz na wydatki socjalne. Podatek handlowy to sprawa przesądzona, choć wciąż nie wiadomo, jaką przybierze formę - od powierzchni, sieci, obrotów? Na cenzurowanym są odnawialne źródła energii. Inwestorzy zagraniczni raczej będą zwijać wiatraki niż rozwijać biznes.

Paleta jasnych kolorów

Spójrzmy na jasną stronę życia inwestycyjnego. Wysokimi ocenami cieszy się kondycja gospodarki polskiej. Szef AHK, Michael Kern, wskazuje, że na liście koloru różowego pojawiły się dwie pozycje, do niedawna wyróżniające się ciemnym odcieniem. Pierwsza to – w szerokim sensie – infrastruktura. A więc nie tylko drogi i autostrady, ale też telekomunikacja, sprawny i bezpieczny przesył danych, coraz lepsza sieć internetowa. Drugą stanowi moralność płatnicza. Mówiąc ludzkim językiem, dłużnicy spłacają zobowiązania jak nigdy dotąd. Ponad 70% należności z tytułu faktur i rachunków trafia do wierzycieli w terminie. Starzy inwestorzy pamiętają czasy, gdy proporcje były niemal odwrotne.

Jednakże dla inwestorów zagranicznych niezmiennie największym atutem Polski jest członkostwo w Unii Europejskiej. Zapewnia sprawdzone ramy gospodarczo – prawne, one zaś ułatwiają poruszanie się nie tylko partnerom z ekskluzywnego klubu, ale też inwestorom zza Atlantyku. Druga pozycja to HR (human resources), zasoby ludzkie, czyli, jak to się kiedyś mówiło, kadry. Zdecydowana większość respondentów wysoko oceniła polskich pracowników – zwłaszcza z wykształceniem akademickim – ich kwalifikacje, produktywność i zmotywowanie. Kompanie, które w Krakowie i Wrocławiu prowadzą centra obsługi biznesu, mają problem z rekrutacją pracowników. Zachęceni sukcesem tego sektora, inwestorzy z Niemiec i Wielkiej Brytanii badają szanse startu w Łodzi; Lublinie, Szczecinie, nawet w Radomiu. Magnes dla inwestorów wszystkich branż wspólny i od kilku lat na fali dynamicznie wznoszącej to sieć poddostawców, gęsta i elastyczna.

Z ekonomicznego punktu widzenia obraz jest całkiem przyjemny. Niestety, studium AHK dowodzi, że pojawiły się nad nim ciemne chmury polityczne. Jak w tej sytuacji będą reagować inwestorzy? Najwięcej jest tradycyjnie firm niemieckich. Ulokowały tu ciężkie pieniądze, utworzyły z górą 300 000 miejsc pracy i nie zamierzają się wycofywać. Niejedna z nich rozwija działalność w Polsce. Czyni tak, na przykład, Volkswagen, który wciąż poszukuje nowych pracowników. I to pomimo faktu, że Polska przestała być krajem niskich kosztów siły roboczej. Odpadł więc argument „wybieram Polskę, bo tam jest tanio”. Ale pojawiła się rekompensata – rosnąca jakość pracy.

Sygnały, napływające do AHK wskazują, ze zmalał zapał firm, które rozważają kwestię ulokowania kapitału w Polsce. Ludzie odpowiedzialni za takie decyzje przejmują strategię „wait and see’. Poczekaj, obserwuj rozwój sytuacji. Tak czy inaczej stan niepewności osłabia pozycję faworyta inwestorów.

Michał Jaranowski