1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Komentarz: Czarny dzień dla UE. Przegranymi są Polacy

Komisja Europejska chce kar. Polska przyjęła rolę outsidera w UE. W efekcie szkodzi sobie, uważa Bernd Riegert. Jego zdaniem, w stosunkach z UE Polska osiągnęła punkt krytyczny.

8 grudnia, głosowanie nad projektem ustawy o SN. Szef PiS Jarosław Kaczyński (w śr.) popycha Polskę na skraj przepaści (picture alliance/dpa/AP Photo/C. Sokolowski)

8 grudnia, głosowanie nad projektem ustawy o SN. Szef PiS Jarosław Kaczyński (w śr.) popycha Polskę na skraj przepaści

To smutny dzień dla Unii Europejskiej. Artykuł 7., najostrzejsza broń w traktacie o UE, został ukuty właściwie po to, by nigdy po niego nie sięgać. Swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem narodowo-konserwatywny rząd w Polsce popycha Unię w następny kryzys sięgający rdzenia wspólnoty. Swoim uporem w kontrowersyjnej przebudowie wymiaru sprawiedliwości polski rząd zmusza Komisję Europejską do tego drastycznego kroku.

Jest to nowość i krytyczny punkt w stosunkach Polski z resztą UE. Jeżeli tę przewlekłą procedurę zgodnie z art. 7 miałaby zakończyć najsurowsza ze wszystkich kar, mianowicie odebranie Polsce prawa głosu, byłoby to równoznaczne z zawieszeniem członkostwa w UE. Byłoby to wystąpienie Polski z UE na raty, P-exit, którego tak naprawdę nikt nie chce.

Komisja Europejska jasno wskazała, że zagrożony jest też udział Polski w rynku wewnętrznym UE. Bo także ten funkcjonuje tylko w państwie prawa. Konsekwencje odczułaby każda Polka i każdy Polak. Bezpośrednio po kieszeni i pośrednio w związku ze swobodą osiedlania się i wykonywania zawodu.

Korespondent DW w Brukseli Bernd Riegert

Korespondent DW w Brukseli Bernd Riegert

Polski rząd, który wprawdzie klnie na Brukselę jak szewc, ale mimo to zgarnia ogromne dotacje, może temu zapobiec. Idąc na ustępstwa może w każdej chwili zatrzymać procedurę przewidzianą art. 7 i sprawić, że stanie się ona zbyteczna. Nic jednak na to nie wskazuje. Lider partii rządzącej PiS Jarosław Kaczyński najwyraźniej chce dać przykład i do ostateczności doprowadzić swój narodowy opór przeciwko rzekomemu dyktatowi Brukseli.

Zaostrzone postępowanie wobec Polski odbije się także na reszcie UE. O ile Węgry, tak jak zapowiedziały, staną po stronie krnąbrnych, przepaść między wschodem i zachodem UE będzie się pogłębiała. Przepaść ta już istnieje, bo Polska, Węgry, Czechy i Słowacja jako „nowy Blok Wschodni” w łonie UE i tak już wzbraniają się przed zaakceptowaniem przyjętego głosami większości rozdzielnika uchodźców. Jest to oczywiste naruszenie prawa, stwierdzone przez Trybunał Sprawiedliwości UE. Swoim postępowaniem wymienione kraje podważają podstawy Unii Europejskiej bazującej na przestrzeganiu prawa. Ukoronowaniem tej całej nędzy jest obstawanie Polski przy demontażu państwa prawa we własnym kraju.

Co właściwie powiedzieliby Polacy, gdyby płatnicy netto tacy jak Niemcy lub Włochy wzdragali się przez spełnianiem swoich obowiązków w UE i skończyłyby się pieniądze dla polskich rolników i polskiej infrastruktury?

W marcu 2017, przy okazji 60 urodzin UE, w imię wspólnej odpowiedzialności za Europę Polska jeszcze raz opowiedziała się w Rzymie za filarami UE. Jest to dziś bez wartości. Polska po raz ostatni ma teraz jeszcze trzy miesiące wytchnienia. W końcu 2017 Komisja Europejska musiała podjąć decyzję, żeby ratować podstawy UE. Dzisiejsza środa jest czarnym dniem, na nadchodzący rok nie zapowiada niczego dobrego.

Bernd Riegert

tł. Elżbieta Stasik

 

Redakcja poleca