KOMENTARZ: Clinton i Trump - to muszą zrobić po wyborach | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 08.11.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

KOMENTARZ: Clinton i Trump - to muszą zrobić po wyborach

No i mamy wreszcie dzień wyborów! I dobrze, bo poprzedzająca go kampania wyborcza zaszkodziła amerykańskiej demokracji - uważa Miodrag Soric.

New York City Wahlkampf Kunst David Datuna (picture alliance/dpa/A. Filipov)

To są naprawdę bardzo nietypowe wybory prezydenckie w USA

Spór, także ostry, mieści się w amerykańskim modelu demokracji. Ba, jest jej nieodłącznym elementem. W USA kandydaci na urząd prezydenta zawsze ostro się ze sobą sprzeczali i zawsze walczyli o władzę tak, jak się dało. Raz uczciwie, a czasem, w razie potrzeby, trochę mniej uczciwie. Z tym wszakże, że po ogłoszeniu zwycięzcy w tej walce, pokonany zawsze mu gratulował sukcesu, a demokraci i republikanie ponownie stawali się Amerykanami.

Właśnie tego, tak ważnego dla demokracji, elementu po tych wyborach nie będzie. Niezależnie od tego, kto wprowadzi się do Białego Domu.

Screenshot Miodrag Soric DW Webvideo aus Washington: Wer wird der nächste US-Präsident?
DW Webvideo aus Washington: Wer wird der nächste US-Präsident?
(DW)

Autor komentarza, Miodrag Soric, ze zdjęciami obojga kandydatów

Nie będzie, bo walka wyborcza była tak brudna, personalne ataki tak zajadłe, brutalne i raniące osobę rywala, że mieliśmy wrażenie, że w szranki stają nie przeciwnicy polityczni tylko polityczni gladiatorzy, którzy tak jak ci prawdziwi gotowi są walczyć ze sobą na śmierć i życie, którzy nie widzą w przeciwniku nic godnego szacunku, za to są gotowi przypisać mu w każdej chwili wszystko, co najgorsze.

Na początku było to nawet zabawne, ale potem już tylko żenujące

Przyznajmy uczciwie: dla wielu Amerykanów wszystko to na początku walki wyborczej mogło wydawać się zabawne, ale w miarę jak nabierała ona rozpędu zaczynała budzić niesmak i coraz więcej wyborców przestawało ją śledzić. Kto dziś bierze udział w wyborach często wybiera nie tyle lepszego kandydata, tylko tego, którego uważa za "mniejsze zło".

Sposób, w jaki tym razem kandydaci walczyli o władzę zaszkodził amerykańskiej demokracji. Ucierpiała na tym także powaga urzędu prezydenta USA. Zmniejszyło się zaufanie Amerykanów do takich instytucji jak parlament, rząd i FBI. Co oznacza, że rządzenie USA stanie się teraz jeszcze trudniejsze. A to niewesoła perspektywa. 

Tymczasem, inaczej niż twierdzą ideolodzy TEA Party, kompromis wcale nie musi być czymś z gruntu złym. Zgoda, jest tylko połowicznym sukcesem, ale jednak sukcesem. Istotą każdej demokracji jest sztuka uzyskania tego, co w danych warunkach możliwe. Amerykańscy wyborcy naprawdę nie spodziewają się cudów po swych przedstawicielach w Waszyngtonie, ale chcą, żeby od czasu do czasu zrobili coś sensownego: profesjonalnie rządzili i zarządzali i troszczyli się nie tylko o swoje interesy, ale także interesy wyborców. Niestety elity polityczne w Waszyngtonie przez długie lata to ignorowały będąc zajęte bez reszty intrygami i zajadłą walką o wpływy i własne kariery. Donald Trump to wykorzystał, ale zamiast poddać ten stan rzeczy rzeczowej krytyce wybrał, jego zdaniem skuteczniejsze, obrzucenie go błotem.

USA Grand Rapids Donald Trump Wahlkampfveranstaltung (Reuters/C. Allegri)

Dolad Trump przemawia na wiecu wyborczym

Nie miało to nic wspólnego z mówieniem bez owijania w bawełnę. Bardzo wiele za to z odrzuceniem tych wszystkich, którzy są innego zdania. Teraz każdy już chyba dostrzegł, że amerykańskie społeczeństwo jest podzielone jak jeszcze nigdy. Tak było już wcześniej, ale jeśli nie udało się go zjednoczyć Barackowi Obamie, to jak ma tego dokonać Trump albo Clinton?

Nie tylko Trump jest nieuprzejmy; także Clinton obraża wyborców

To co najmniej nieostrożne, kiedy Donald Trump z góry mówi o "sfałszowanych wyborach" i zapowiada, że uzna ich wynik tylko wtedy, kiedy to on w nich zwycięży. I jest w najwyższym stopniu smutne, kiedy Hillary Clinton z taką pogardą mówi o tych wszystkich, którzy z tych czy innych pobudek gotowi są oddać swój głos na Trumpa. Byłoby lepiej gdyby zadała sobie pytanie, dlaczego tak chcą głosować górnicy z Kentucky czy mechanicy z Ohio? I co waszyngtońska elita, do której przecież należy rodzina Clintonów, zrobiła źle, że sprawy zaszły tak daleko?

North Carolina Hillary Clinton Wahlkampf Rede (Reuters/C. Keane)

Hillary Clinton w akcji, emocje ma wypisane na twarzy

Szkopuł w tym, że w tych wyborach zabrakło miejsca i czasu na odrobinę refleksji i samokrytyki. Obie strony do ostatniej chwili koncentrowały się na tym, żeby skłonić swych zwolenników do pójścia do urn. Jeśli wierzyć ośrodkom badania opinii publicznej lepiej udało się to Hillary Clinton, ale tylko trochę lepiej. A to oznacza, że niespodzianki są możliwe.

Kiedy wreszcie ucichną echa naładowanej emocjami kampanii wyborczej, kiedy wyborcy wrócą do domu po oddaniu głosu na swego kandydata, w USA nastanie nowy dzień. To dobry czas na wykorzystanie go przez amerykańskie elity polityczne na opamiętanie się i uprzytomnienie sobie, że władza nie może być celem samym w sobie. Powinna ona służyć dobru ogółu - w geście pokory przed suwerenem, przed narodem. 

Miodrag Soric / Andrzej Pawlak