Komentarz: żółta kartka dla ekologicznego prymusa | Felieton | DW | 27.02.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Felieton

Komentarz: żółta kartka dla ekologicznego prymusa

Federalny Sąd Administracyjny orzekł, że miasta i gminy mogą wydać zakaz jazdy dla samochodów z silnikami diesla. KOMENTARZ

Jak to kiedyś było? Dawno, dawno temu, na początku jej urzędowania, Angela Merkel chlubiła się tytułem "klimatycznej kanclerz". Angażowała się na rzecz międzynarodowej polityki klimatycznej, przekonywała do niej partnerów z grupy potęg gospodarczych G8, a potem G7. Zmiany w polityce energetycznej traktowała priorytetowo. Tyle, że w tę podróż ku przyszłości zapomniała, bagatela, zabrać ze sobą potężny niemiecki przemysł motoryzacyjny.

Ten z kolei przespał przestawienie się na elektromobilność, za to postawił na duże luksusowe samochody i silniki diesla, ponieważ emitują one mniej szkodliwych dla klimatu gazów od benzynowców. Za to o wiele więcej tlenku azotu. A do tego koncerny oszukiwały ile wlezie, by zataić przekraczanie dopuszczalnych norm.

Thurau Jens Kommentarbild App

Autor komentarza Jens Thurau

Teraz Federalny Sąd Administracyjny w Lipsku przychylił się do skargi ekologów. Jeśli nie da się inaczej, jeśli dopuszczalne granice emisji tlenku azotu nadal będą przekraczane, a tak właśnie jest w wielu niemieckich miastach, wtedy miasta i gminy mogą (a nawet muszą) zabronić poruszania się samochodów z silnikiem diesla. Sąd przeforsował to, co przespała polityka.

Prosimy do kasy

Rachunek za to zapłacą naiwni kupcy diesli, w tym wielu drobnych przedsiębiorców. Próby ze strony polityków i koncernów, by zapanować nad tym problemem za pomocą lepszego oprogramowania były tylko półśrodkiem. Droga, ale skuteczna wymiana katalizatorów kosztuje w przypadku pojedynczego samochodu kilka tysięcy euro. Koncerny nie są gotowe na pokrycie tych kosztów. W każdym razie jak do tej pory. Zakazy wjazdu mogą to zmienić. Politycy, którzy nie chcą jeszcze bardziej rozzłościć potężną branżę starają się obecnie rozwiązać problem za pomocą różnych dodatkowych środków. Rozważają np. wprowadzenie darmowej komunikacji miejskiej, z autobusami o napędzie elektrycznym. A przecież wiedzą, że tylko nowe, wyposażone w katalizatory najnowszej generacji diesle mogą obniżyć (i to szybko) niedopuszczalny poziom emisji tlenku azotu. Alternatywą są zakazy jazdy, może nie natychmiast, ale w nieco dalszej perspektywie. I to nie tylko w Düsseldorfie i Stuttgarcie, o których się mówi, ale i wielu innych miastach.

Dziwne pomysły polityków

Politycy prześcigają się tymczasem w dziwacznych wypowiedziach. Niektórzy twierdzą, że zakazy jazdy dla diesli są nie do wyegzekwowania, bo brakuje policjantów. Skończy się pewnie plakietkami dla nowszych diesli, które spełniają surowe normy Unii Europejskiej. Starsze pojazdy otrzymają plakietkę tylko wtedy, gdy ich właściciele wymienią katalizatory. Bez plakietki wjazd do miasta będzie zabroniony. Sęk w tym, że w Bundestagu nie ma większości do uchwalenia takiej regulacji. Kraje związkowe słusznie czują się tutaj zostawione samym sobie przez rząd federalny.

Czytaj także: Zakazy jazdy dla diesli? Naukowcy zabierają głos

A propos Unii Europejskiej – to coś nowego, że niemiecki rząd w przypadku spornego tematu, dotyczącego przemysłu motoryzacyjnego, nie jest w stanie przeforsować w Brukseli własnego stanowiska. Z drugiej strony Niemcy pożegnali się z energią atomową i zamienili ją na tysiące farm wiatrowych i słonecznych. Teraz kraj autostrad bez ograniczeń prędkości i błyszczących symboli statusu na kółkach musi przyzwyczaić się do ekologicznej mobilności. Z pomocą presji z Brukseli i niemieckich sądów.

Jens Thurau

 

Redakcja poleca