1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Grecja w punkcie zwrotnym [KOMENTARZ]

Grecki rząd chce zrzucić na barki wyborcy odpowiedzialność za fiasko negocjacji z międzynarodowymi kredytodawcami. To stanowi zagrożenie dla greckiej demokracji, uważa Spiros Moskovou.

Referendum jest w najnowszej historii Grecji cezurą. Przede wszystkim dotyczy ono ostatnich propozycji oszczędnościowych i reform kredytobiorców tego zrujnowanego kraju. Rząd Ciprasa odrzucił je i zerwał negocjacje. Teraz zaciąga greckich wyborców do urn, aby swoim „głośnym nie” wzmocnili pozycję rządzących wobec obcych potęg. Ponieważ jednak te oferty i plany już nie są przedmiotem jakichkolwiek negocjacji, w referendum tym chodzi w gruncie rzeczy o miejsce Grecji w strefie euro, o jej związki z Europą oraz o wytyczenie kierunku rozwoju kraju.

Dla europejskiej demokracji to, na co pozwala sobie lewicowo-populistyczny rząd w Atenach, jest skandalem najwyższej rangi. Aleksis Cipras na całe gardło odwołuje się do demokracji. W tym samym momencie prowadzi kraj do referendum ws. kwestii finansowych, czego wyraźnie zabrania grecka konstytucja. Aleksis Cipras odwołuje się do godności człowieka w tym samym czasie, kiedy banki są zamknięte a seniorzy w największe upały stoją w kolejce przez pustymi bankomatami, aby podjąć choćby trochę grosza ze swej emerytury. W gospodarce panuje zastój, polaryzacja w polityce, bezradność i rosnąca rozpacz w społeczeństwie.

Trauma dyktatury

Jeśli zawierzyć demoskopom, w niedzielę należy oczekiwać pełnej napięcia rywalizacji między dwoma obozami - tymi, którzy chcą porozumienia z zagranicznymi kredytodawcami i tymi, którzy akceptują nieugiętą postawę wobec tych instytucji. Prawie nikt z nich nie jest świadomy tego, że w pozostałej części Europy rząd Ciprasa a z nim niestety także cały jego kraj, całkowicie zaprzepaścili cierpliwość i wyrozumiałość. I tylko na pierwszy rzut oka wydaje się sprzecznością, że wyraźna większość, bo 80 procent społeczeństwa chce jeszcze zachować euro. Wielu Greków nauczyło się, że mocna wspólna waluta jest darem od Boga a nie wynikiem nieustannych wysiłków i produktywności.

Summa summarum Grecja wydaje się tuż przed referendum bardziej oddalona od reszty Europy niż kiedykolwiek: gospodarczo, politycznie i duchowo. Cały kraj jest załamany, wyczerpany bezprzykładnym kryzysem gospodarczym trwającym od pięciu lat, jest obcy w Europie, gdzie panuje inna kultura polityczna. W tym trudnym czasie, w którym sytuacja wydaje się absolutnie beznadziejna, znów ożywają zapomniane traumy straszliwej przeszłości. Czterdzieści lat po obaleniu dyktatury w greckim parlamencie zasiada neonazistowskie ugrupowanie, osławiony „Złoty Świt”. Co prawda rozmaite autorytarne idee kłębią się tymczasem także w głowach członków gabinetu Ciprasa. Raptem wczoraj Panos Kammenos, grecki minister obrony i szef AnEl, prawicowo-populistycznego partnera koalicyjnego Siryzy, powiedział w jaskrawej sprzeczności z grecką konstytucją, że armia jest zawsze gwarantem „wewnętrznego bezpieczeństwa”. Przysłuchujący się temu „lewicowy” minister uśmiechnął się tajemniczo pod nosem. Rząd Syrizy coś knuje.

Spiros Moskovou / tł. Barbara Cöllen