Gospodarka 2016. Trudny rok dla wolnego handlu | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 29.12.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Gospodarka 2016. Trudny rok dla wolnego handlu

2016 rok nie sprzyjał wolnemu handlowi. Takie wnioski wysnuli autorzy raportu o globalnych zagrożeniach, wskazując na Donalda Trumpa i europejskich populistów.

Jak co roku World Economic Forum 750 przepytuje swoich ekspertów na temat zagrożeń dla globalnej gospodarki. Jeszcze nigdy w czasie jedenastoletniej tradycji tych badań, ryzyko nie miało tak szerokiej skali, stwierdzili autorzy Global Risk Report 2016. A od czasu zimnej wojny nie odnotowano jeszcze tak wielkiego braku politycznej stabilności – podkreślili.

A przecież eksperci nie mieli wtedy jeszcze pojęcia o tym, co teraz całemu światu zapiera dech w piersiach: o tym, że Brytyjczycy zagłosują za wystąpieniem z Unii Europejskiej, a Amerykanie wybiorą Donalda Trumpa prezydentem USA. A do tego projekt europejski chwieje się w posadach za sprawą populizmu we Włoszech, Francji, Holandii czy Niemczech,, gdzie tzw. zatroskani obywatele skupiają się wokół populistycznej i ksenofobicznej Alternatywy dla Niemiec.

Nie tylko w Niemczech i w Europie, lecz na całym świecie wydaje się, że osłabła wiara w postęp, że ostygł optymizm, że komplikują się sprawy wokół wolnego handlu a otwarte rynki i proces globalizacji obwiniane są za wszystkie zmory tego świata. Coraz bardziej powszechne stają się protekcjonizm i nacjonalizm.

Protekcjonizm błędem ekonomicznym

 - My ekonomiści być może źle komunikowaliśmy to, że suma wszystkich rynków przynosi w ostatecznym rachunku więcej korzyści niż strat – powiedział w rozmowie z DW Jürgen Matthes, kierownik działu badań nad międzynarodowym ładem gospodarczym i koniunkturą w Instytucie Niemieckiej Gospodarki w Kolonii.

Wenkel Rolf Kommentarbild App

Rolf Wenkel: Handel chroni przed konfliktami

Jeszcze przed dziesięciu laty powszechne było myślenie, że otwarte rynki i wolny handel są koniecznym warunkiem dla tworzenia nowych miejsc pracy i dla dobrobytu – a tu nagle ma to być nieprawdą? – Nadal jest to słuszne – uspokaja Rolf Langhammer, dawny wiceszef kilońskiego Instytutu Gospodarki Światowej. – Tylko że w USA z pojawieniem się Trumpa pojawił się bardzo merkantylny pogląd, w którym dominuje przekonanie, że import nas obciąża, gdyż ceną za to jest zmiejszenie liczby miejsc pracy w naszym kraju.

W krótkiej perspektywie zmniejszenie ilości importowanych produktów może przynieść pozytywne efekty – ocenia Longhammer w rozmowie z DW. - Jednakże w długiej perspektywie amerykańska gospodarka ucierpi na tym, jeżeli zostaną zniszczone transgraniczne łańcuchy kreacji wartości. Nie pozostaje nam nic innego, jak mieć nadzieję, że w otoczeniu Trumpa pojawią się mądrzy doradcy, którzy przekonają go, że są to szkodliwe działania – podkreśla wiceszef kilońskiego instytutu.

Jednak już teraz w czołówkach niemieckich gazet pojawiają się takie tytuły jak: „Regres handlu światowego jest sygnałem ostrzegawczym". Na portalu rozgłośni Deutschlandfunk postawiono pytanie: „Czy globalizacja osiągnęła granice możliwości?. Zaś tygodnik „Focus” zapowiada „Powrót protekcjonizmu”. Analitycy przewidują koniec globalizacji, a Fundacja Bertelsmanna publikuje badania, których wyniki niemieckie dzienniki opatrzyły tytułem: „Strach przed globalizacją wzmacnia prawicowych populistów”.

Światowy handel rośnie ciągle wolniej

Infografik Top Ten der Globalisierung

Ranking państw najbardziej zglobalizowanych - kolor niebieski - pod względem głębokości procesu, kolor szary - pod względem rozległości

Podstawy gospodarki w bieżącym roku nie są faktycznie wiele obiecujące. To skłoniło Światową Organizację Handlu do obniżenia swojej prognozy wzrostu handlu światowego na bieżący rok z 2,8 na 1,7 proc.

W tym samym stopniu słabnie stopniowo wzrost gospodarki światowej: w 2016 roku wskaźnik wzrostu wynosił wg DZ Banku z Frankfurtu 2,7 proc. Jest to najniższy wskaźnik wzrostu od kryzysu finansowego w 2009 roku.

Niektórzy ekonomiści przepowiadają koniec globalizacji. Wskazują na nowy protekcjonizm inwestycyjny w gospodarce światowej, który w niektórych państwach sprzyja rodzimej gospodarce: otwarte lub utajone dotacje, cła eksportowe jak i zasada niedopuszczania do rodzimego rynku pracy wysoko wykwalifikowanych pracowników z zagranicy. Od początku kryzysu finansowego nie minął prawie dzień, żeby jakiś kraj nie wprowadził środków w celu ochrony własnych przedsiębiorców i utrudniania biznesu zagranicznym przedsiębiorcom.

Światowa Organizacja Handlu WTO skrupulatnie to wszystko dokumentuje. Państwa członkowskie organizacji wprowadziły od 2008 r. blisko 3 tys. różnych restrykcji handlowych i w tym samym czasie wycofały 740. Zatem w chwili obecnej obowiązuje w ramach WTO ponad 2 tys. różnych barier handlowych.

WTO aktualizuje swoje dane co pół roku – mówi w rozmowie z DW Matthes. – Zaraz po kryzysie finansowym można było ze zrozumieniem potraktować to czy inne działanie protekcjonistyczne. Martwi nas jednak, że od tamtych czasów nie zmniejszyła się ich liczba.

Handel chroni przed konfliktami

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk powiedział przy okazji podpisania unijno-kanadyjskiej umowy wolnohandlowej CETA, co myśli o wolnym handlu: „Postfaktyczna rzeczywistość i polityka w czasach postprawdy są wielkimi wyzwaniami po obu stronach Atlantyku.

Infografik Überschätzte Globalisierung

Opinie (kolor szary) i prawda (niebieski) o globalizacji na polu eksportu towarów i usług, bezpośrednich inwestycji, zakupu akcji przez zagranicznych inwestorów, rozmów telefonicznych z zagranicą, zagranicznych turystów, zagranicznych studentów, migrantów

Wolny handel i globalizacja ochroniły setki milionów ludzi przed ubóstwem i głodem. Ale niewielu w to wierzy. Wolny handel i globalizacja chronią ludzi przed konfliktami. Ale niewielu to rozumie. Alternatywą do wolnego handlu jest tylko izolacja, protekcjonizm, narodowy egoizm i jako skutek tego zagrożenie konfliktami z użyciem siły”.

Lęki przed globalizacją mają decydujący wpływ na sukcesy prawicowych, populistycznych partii w Europie. Zbadała to Fundacja Bertelsmanna.

Większość ludzi sympatyzujących z partiami nacjonalistycznymi i populistycznymi odczuwa międzynarodowe powiązania jako zagrożenie – taka jest konkluzja ankiety przeprowadzonej w całej Europie.

Najsilniej w skali europejskiej procesy globalizacyjne odczuwają jako zagrożenie przede wszystkim sympatycy Alternatywy dla Niemiec (78 proc.), francuskiego Frontu Narodowego (76 proc.) oraz Wolnościowej Partii Austrii (69 proc.).

Powodowani strachem

Osobisty kompas wartości nie odgrywa, jak wynika z przeprowadzonego badania, znaczącej roli: To, czy respondenci są we własnej ocenie liberałami, konserwatystami czy osobowością autorytarną, nie wpływa istotnie na to, czy populistyczne partie ich przyciągają – taki wniosek wysnuli autorzy badań „Lęk przed globalizacją czy konflikt wartości?”

W ocenie Isabell Hoffmann, jednej z autorek badania, czynnik lęku jest wręcz czymś pozytywnym: – To jest cień nadziei dla polityki, ponieważ lęki łatwiej jest rozproszyć niż przekonać twardy beton.

–  W procesie globalizacji dokonały się zmiany – zaznacza Rolf Langhammer z instytutu w Kilonii. – W miejsce obrotu towarami nastąpił handel usługami, od handlu było przejście do przepływu kapitału a od przepływu kapitału do migracji, czyli wędrówki siły roboczej. I zarówno handel usługami jak i wędrówka ludzi – są kwestiami, które są tak newralgicznymi punktami, że wielu ludzi mówi: Dziękujemy, nie chcemy. 

Badania przeprowadzone przez Fundację Bertelsmanna miały na celu zbadanie, z jakich konkretnych powodów ludzie odczuwają lęk przed globalizacją. Takie zagadnienia jak wojna, ochrona środowiska, bieda, kryzys gospodarczy czy terroryzm wszyscy respondenci uważają za równoważne.

Tylko w kwestii migracji opinie respondentów różnią się od siebie diametralnie. Ludzie, którzy obawiają się globalizacji, mają także zastrzeżenia do migracji. 54 procent tych, którzy oceniają globalizację jako zagrożenie, czuje się bardzo wyobcowanych w swoim własnym kraju. Jednocześnie większość (55 procent) nie ma żadnego kontaktu z cudzoziemcami. Wśród respondentów, którzy w globalizacji widzą szansę, te odsetki są znacznie mniejsze.

 

Rolf Wenkel / Barbara Coellen