Gdzie podziała się solidarność? Gdzie jest europejski duch? | Prasa | DW | 28.08.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Gdzie podziała się solidarność? Gdzie jest europejski duch?

Po wiedeńskiej konferencji ws. Zachodnich Bałkanów niemiecka prasa nie pozostawia suchej nitki na europejskiej polityce wobec uchodźców.

West Balkan Konferenz Gruppenfoto Wien Österreich

Uczestnicy konferencji we Wiedniu

Ekonomiczny dziennik "Handelsblatt" zauważa:

"Jak często już, kiedy chodziło o Europę, nic nie wychodzi. Na wiedeńskiej konferencji ws. Zachodnich Bałkanów, z udziałem Angeli Merkel i wszystkich szefów państw i rządów krajów bałkańskich, też nie było inaczej. Wspaniałe ramy konferencji na wiedeńskim Hofburgu nie potrafiły zatuszować tego, jak bezradna jest Europa wobec dramatu uchodźców. Wciąż jeszcze nie ustalono żadnego sprawiedliwego rozdziału imigrantów. Przestępcze bandy przemytników, dla których życie ludzkie nie ma żadnej wartości, robią na przemycie żywego towaru milionowe interesy. Nie ma żadnych widoków na rychłą poprawę ochrony zewnętrznych granic UE. Wciąż jeszcze nie uznano wszystkich państw zachodnich Bałkanów za tak zwane bezpieczne kraje pochodzenia. Nie pozostaje to bez następstw: jeżeli górę weźmie węgierski model wyalienowanych, narodowych działań, Europę czeka jeden z najcięższych kryzysów tożsamości".

"Westfafelische Nachrichten" także krytykuje:

"W zakresie polityki wobec uchodźców Europa jest naprawdę godna pożałowania. Można odnieść wrażenie, że dramat, jakim było ratowanie Grecji kompletnie wycieńczył polityków. Wielu szefów unijnych państw zdaje się mieć tylko jedno zmartwienie: rosnące rzesze wyborców idących na lep prawicowych populistów, którzy przy urnach wyborczych mogą wystawić im rachunek za zbytnie zaangażowanie na rzecz uchodźców.

Gdzie podziała się solidarność, gdzie jest duch europejski, by uregulować ten problem z poszanowaniem ludzkiej godności, ale też z odpowiednią dozą realizmu?"

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze:

"Rząd RFN nie bez racji domaga się sprawiedliwego rozdziału napływających imigrantów, ale wszyscy pozostają na to głusi. A przecież uporanie się z tym problemem nie jest zadaniem tylko dla Niemiec, nawet jeżeli ci, którzy w kółko mówią o potrzebie solidarności, to właśnie mają na myśli. Prawdą jest, co powiedział kanclerz Austrii: Jeżeli każdy zacznie działać w pojedynkę albo jeden przeciwko drugiemu, nie uda się uporać z tym wyzwaniem. A wyzwanie to, co widać było podczas rozróby w Heidenau, prowadzi do toksycznych politycznych wynaturzeń. Tyle, że kryje się za tym przede wszystkim wielka ludzka tragedia. Dziesiątki śmiertelnych ofiar w ciężarówce przemytników znalezionej pod Wiedniem, są dobitnym ostrzeżeniem, by nie tylko oburzać się na przestępczy proceder przemytników ludzi, ale ukrócić ten proceder".

"Frankfurter Rundschau" twierdzi:

"Większość przemytników ludzi to bez wątpienia przestępcy. Odnosi się to nie tylko do kierowców ciężarówki, którzy dopuścili do tego, żeby w samochodzie chłodni udusiły się dziesiątki ludzi, a potem uciekli. Kto chce z czystym sumieniem oburzać się na takie bestialstwo, ten powinien także zapobiec naganianiu ludzi w ramiona tych przestępców. Przemytnicy działają tylko tam, gdzie ludzie nic nie mogą osiągnąć legalną drogą. Jeżeli w dalszym ciągu obowiązywałaby konwencja dublińska mówiąca, że każdy imigrant jest rejestrowany tam, gdzie po raz pierwszy postawił nogę na terytorium Schengen, imigranci mogliby spokojnie poruszać się między Węgrami i Portugalią. Można by ich w awaryjnych sytuacjach zawsze odesłać do kraju, gdzie otrzymali azyl. Ale ponieważ Konwencja Dublińska nie funkcjonuje, na obszerze Schengen wszyscy w końcu docierają tam, dokąd chcą. O ile przeżyją".

Tabloid "Bild" pisze bez ogródek: "Czy to przypadek? Czy zrządzenie losu? Podczas gdy szefowie państw i rządów dyskutują we Wiedniu nad tym, jak zapanować nad napływem imigrantów, policja znajduje ciężarówkę pełną ludzkich zwłok. Odległość między salą obrad a miejscem, gdzie znaleziono zwłoki wynosi 50 kilometrów. Za daleko, żeby do pięknych sal Hofburga dotarł odór trupów. Ale zbyt blisko, żeby dalej rozmawiać na temat uchodźców, jako sprawie kłopotliwej z administracyjnego punktu widzenia. Czy jest to znak z niebios? Może jest to wezwanie: przestańcie wreszcie debatować w komisjach i prowadzić jakieś gry. Dojdźcie do porozumienia! Natychmiast! Zacznijcie coś robić!. Śmierć, bieda, strach zastukały do drzwi sali obrad - i do drzwi wszystkich z nas. Dzień w dzień w Morzu Śródziemnym toną ludzie. Teraz także u nas".

opr. Małgorzata Matzke