„Flanka wschodnia“ zadowolona, ale i nerwowa | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 20.02.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

„Flanka wschodnia“ zadowolona, ale i nerwowa

Administracja amerykańska starała się w Monachium uspokajać partnerów w NATO. Także kraje tworzące wschodnią flankę Sojuszu. Tam natowskie czołgi służą odstraszaniu Rosji. Lecz nastroje w tych krajach są podzielone.

Jeszcze przed rokiem na konferencji bezpieczeństwa w Monachium obecność amerykańskich i europejskich żołnierzy NATO na Wschodzie pozostawała w sferze życzeń. Teraz, po szczycie NATO w Warszawie i jego decyzjach o wzmocnieniu wschodniej granicy Sojuszu, do Polski i krajów bałtyckich przerzuca się czołgi, sprzęt i żołnierzy; wkrótce amerykańska brygada rozpocznie ćwiczenia wojskowe w Bułgarii i Rumunii.

-To paradoks – powiedział szef polskiej dyplomacji. – Nie można powiedzieć, że sytuacja na wschodniej flance jest bezpieczniejsza, ale teraz Polacy czują się bezpieczniejsi - zaznaczył podczas panelu. Jego wypowiedź trafnie opisuje ambiwalencję sytuacji na Wschodzie.

Wiele się więc zmieniło, przez co goście ze wschodnioeuropejskich państw członkowskich NATO przyjechali w tym roku na doroczną konferencję do Monachium w lepszym nastroju niż w przed rokiem. Polska delegacja nieustannie podkreślała, że „wreszcie jest pełnoprawnym członkiem Sojuszu, a nie członkiem drugiej kategorii”.

Interview mit Witold Waszczykowski (MSZ)

Nie można powiedzieć, że sytuacja na wschodniej flance jest bezpieczniejsza, ale teraz Polacy czują się bezpieczniejsi - zapewniał w Monachium szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski (na zdjęciu z Różą Romaniec)

Oczekiwania wobec NATO

Tak optymistycznie jak polska delegacja, nie wypowiadali się jednak wszyscy obecni w Monachium przedstawiciele państw Europy Wschodniej. Litewska prezydent Dalia Grybauskaite wprawdzie chwaliła zwiększenie obecności NATO, ale i domagała się od Stanów Zjednoczonych „dalszego wojskowego wsparcia dla flanki wschodniej".

Grybauskaite powiedziała w Monachium do dziennikarzy, że ustalenia z 2016 r. „już nie wystarczają”. W jej opinii, trzeba też wziąć pod uwagę, że amerykańskie wojska stacjonują głównie w Europie Zachodniej, zamiast na najbardziej zagrożonej granicy wschodniej Sojuszu. Kraje bałtyckie uważają bezpośrednie zaangażowanie USA za „konieczne” – podkreśliła prezydent Litwy.

Takich żądań nie stawiali tak stanowczo przedstawiciele innych państw Europy Wschodniej. Polska delegacja dostała najwięcej możliwości do zaprezentowania swojej pozycji na panelach w obecności głów państw z całego świata i międzynarodowych ekspertów. Lecz zamiast mówić o ważnych kwestiach strategicznych, poruszano raczej sprawy marginalne, skierowane do publiczności krajowej a nie do myślącej globalnie.

Litauen Deutsche Soldaten erreichen Rukla (Getty Images/AFP/P. Malukas)

Litewska prezydent Dalia Grybauskaite wprawdzie chwaliła na Konferencji bezpieczeństwa zwiększenie obecności NATO, ale i domagała się od Stanów Zjednoczonych dalszego wojskowego wsparcia dla „flanki wschodniej".

Na europejskie troski dotyczące relacji transatlantyckich szef polskiej dyplomacji reagował jednoznacznie - dla niego nie ma żadnych powodów, by się o to troszczyć. - Wypowiedzi przedstawicieli amerykańskiej administracji w Monachium rozwiały przecież wszelkie wątpliwości i sprawiły, że interpretacje są zbędne – powiedział Witold Waszczykowski w rozmowie z DW.

Nieco bardziej powściągliwy w wypowiedziach niż obecny szef MSZ był, też obecny w Monachium, jego poprzednik Radek Sikorski. Zdaniem Sikorskiego w Polsce - która ma już historyczne doświadczenia z sojusznikami - nie jest obecnie tak bardzo potrzebne zaufanie do USA co test przyjaźni.

Oczekiwania wobec Niemiec

Jeden temat jednak był wspólny dla przedstawicieli z różnych krajów i politycznych ugrupowań z Europy Wschodniej, jak żaden inny: Niemieckie wydatki na obronę. Wydatki Polski i Estonii na wojskowość już dawno utrzymują się na poziomie ustalonych 2 proc, PKB. Na Litwie, Łotwie, w Bułgarii, Rumunii i Chorwacji utrzymują się poniżej tego poziomu, lecz kraje te wydają na obronność proporcjonalnie więcej do PKB niż np. Berlin (Niemcy wydają rocznie na ten cel niespełna 1,2 proc. PKB, co jednak nominalnie oznacza 40 mld euro).

Jeśli Berlin i inne państwa nie przeznaczają więcej na cele obronne, to zagraża to naszemu bezpieczeństwu – tak brzmi zarzut z Europy Wschodniej. Zwłaszcza, że  Mike Pence powiązał w swojej wypowiedzi w Monachium zapewnienia o dalszym zaangażowaniu USA w NATO i na kontynencie europejskim z większymi wydatkami Europy na obronność. Takie postawienie sprawy zwiększa nieco nerwowość w krajach środkowo- i wschodnioeuropejskich.

Debata na ten temat w Niemczech nie ma jednak większego sensu, przynajmniej do tegorocznych wrześniowych wyborów do Bundestagu. Merkel wprawdzie zapewniła w Monachium, że Niemcy „są świadome swojej odpowiedzialności" i osiągną dwuprocentowy poziom wydatków na obronność, ale zaznaczyła też, że nastąpi to dopiero w 2024 roku. Obecnie zwiększają swój budżet na ten cel o 8 proc. rocznie.

Nowy szef niemieckiego MON Sigmar Gabriel (SPD) dał natomiast w Monachium do zrozumienia, że kolejne miliardy zamiast na czołgi mogłyby być inwestowane w pomoc rozwojową i integrację imigrantów - to w końcu też są działania na rzecz pokoju.

Podróż na Wschód

Było to dość nietypowe przesłanie w przededniu jego podróży na Wschód Europy. Gabriel zamierzał dzisiaj (20.02.) udać się z wizytą do krajów bałtyckich i Szwecji – w swoją pierwszą podróż zagraniczną do Europy Wschodniej jako szef MSZ. Chciał też odwiedzić od niedawna stacjonujących na Litwie żołnierzy Bundeswehry. Podróż została jednak odwołana – z powodów zdrowotnych, jak poinformował MSZ i ma się odbyć w późniejszym terminie.

Zadziwiające z polskiego punktu widzenia może być trasa podróży. Tradycyjnie szefowie niemieckiej dyplomacji najpierw udawali się do Polski. Teraz mieliby ją najpierw ominąć. Witold Waszczykowski nie dostrzega w tym żadnej symboliki. - Rozmawialiśmy już z Sigmarem Gabrielem na spotkaniu w Brukseli, a niedawno była tu pani kanclerz - uspokajał w rozmowie z DW. – Kraje bałtyckie są bardziej zagrożone - bo mniejsze i bardziej wysunięte na Wschód, w związku z czym bardziej potrzebują uwagi i politycznego wsparcia – powiedział Waszczykowski. Brzmi to dość pragmatycznie. Niekoniecznie jednak tak, jak serdeczne zaproszenie. Ale kto wie, może zmianie ulegnie jeszcze nie tylko termin, ale i plan podróży.

Róża Romaniec