Europa Wschodnia: migrant znaczy terrorysta | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 25.03.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Europa Wschodnia: migrant znaczy terrorysta

Tuż po zamachach w Brukseli z państw Europy Wschodniej nadeszły kondolencje i współczucie. Lecz nikt nie widzi tam różnicy między migrantami i terrorystami. Fakty nie mają większego znaczenia.

Warszawa, Praga i inne stolice państw Europy Środkowej i Wschodniej były najpierw wstrząśnięte zamachami w Brukseli.

- Wszystkie wartości przez nas uznawane jako fundamenty budowania wspólnoty legły w gruzach - powiedziała premier Szydło. Brzmiało to trochę tak, jakby nie było to jeszcze jej ostatnie słowo.

Faktycznie, następnego dnia premier polskiego rządu oświadczyła, że obecnie nie widzi możliwości przyjęcia przez Polskę żadnych migrantów. Do końca marca miało przyjechać pierwszych 100 Syryjczyków, w ciągu całego roku Polska miała przyjąć 400 migrantów. Rząd Ewy Kopacz zobowiązał się do przyjęcia w roku 2015 łącznie do 11,5 tys. osób (w czerwcu 2015 zobowiązano się do przyjęcia 4 tys., a w październiku 7,5 tys.). Nowy rząd zapowiadał, że dotrzyma obietnicy, choć publicznie mowa była już tylko o 7,5 tys. migrantów. Premier Szydło zapewniała o dotrzymaniu zobowiązań także w czasie swojej wizyty u kanclerz Angeli Merkel w Berlinie.

Polen Premierministerin Beata Szydlo

Beata Szydło: Polacy są bezpieczni

Obecna odmowa przyjęcia kogokolwiek to - zdaniem ekspertów - brak solidarności.

- Wobec tak skromnej liczby, jaką jest 400 migrantów rocznie, nie ma mowy o obawie, iż mogłoby powstać tam jakieś równoległe społeczeństwo - uważa Kai-Olaf Lang, ekspert Fundacji Nauka i Polityka w Berlinie. - To że Polska tak szybko wrzuciła wsteczny bieg, wygląda jego zdaniem tak, jakby zamachy posłużyły za pretekst do wycofania się ze zobowiązań.

Odmienny sposób myślenia

- Polska nie jest tu żadnym wyjątkiem, ponieważ dla mieszkańców Europy Wschodniej zamachy w Brukseli są tylko potwierdzeniem ich przekonania, że istnieje związek między imigracją a zagrożeniem terrorystycznym - podkreśla ekspert berlińskiej fundacji. Reakcje z państw Grupy Wyszehradzkiej oraz innych krajów regionu potwierdzają to przekonanie.

W Budapeszcie minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó oświadczył przez państwową Węgierską Agencję Prasową, że „zagrożenie terrorystyczne wzrosło ze względu na niekontrolowaną, nielegalną imigrację”. Nawet w oficjalnym oświadczeniu frakcji FIDESZ napisano: „Europa płaci teraz życiem swoich obywateli za swoją politykę”.

- Takie stwierdzenia z jednej strony służą polityce wewnętrznej, z drugiej strony są sygnałem w kierunku Berlina i Brukseli - uważa Jakob Woellenstein z Fundacji im. Konrada Adenauera w Berlinie.Dodaje: - Węgrzy są przekonani, że już zawsze mieli rację.

Woellenstein podkreśla, że Budapeszt od samego początku wskazywał na wymiar bezpieczeństwa w debacie imigracyjnej i teraz odbiera aktualne wydarzenia jako potwierdzenie własnych przewidywań. Jego zdaniem "rządy Europy·Środkowo-Wschodniej nie przyjmują w ogóle do wiadomości, że nie ma żadnego związku między migrantami a zamachami w Brukseli - pomimo, że już wiadomo, iż wszyscy brukselscy zamachowcy byli urodzeni w Belgii".

Bulgarien Bojko Borissow Premierminister beim EU Flüchtlingsgipfel in Brüssel

Bojko Borisow: Niemożliwością jest zintegrowanie terrorystów

Cios w samo serce

Także w Czechach i Słowacji nikt nie rozróżnia między migrantami a terrorystami, podobnie jest w Bułgarii. W Sofii premier Bojko Borisow po zamachach mówił wręcz, że „niemożliwością jest zintegrowanie terrorystów”. Jak twierdzi on „nie jest w porządku, że Europa płaci miliardy na tych ludzi, a oni zadają jej cios prosto w serce”.

Tak silną reakcję Bułgarii można częściowo tłumaczyć faktem, że ten kraj ma własne doświadczenia z islamistycznym terrorem. Latem 2014 jeden zamachowiec-samobójca, Libańczyk, wysadził się w powietrze w autobusie wiozącym na lotnisko w Burgas izraelskich turystów. W wyniku zamachu zginęło 7 osób a ponad 30 było rannych.

Również z tego powodu Sofia, która zabiega właściwie o wejście do obszaru Szengen wprowadziła szczegółowe kontrole graniczne i zwiększyła patrole policji. Inne kraje – bez jakichkolwiek doświadczeń z terrorem i bez obcej ludności napływowej – także wdrożyły liczne przedsięwzięcia zwiększające bezpieczeństwo. Na Węgrzech i w Czechach ogłoszono podwyższony stopień zagrożenia. Praga zwiększyła obecność patroli policji w pobliżu elektrowni atomowych Templin i Dukovany, wspierając je nawet siłami wojskowymi. W Polsce, Rumunii i Słowacji w ciągu kilku godzin pojawiło się znacznie więcej patroli policji, przede wszystkim na lotniskach, dworcach, w metrze i w pobliżu przedstawicielstw dyplomatycznych.

W ten sposób rządy państw Europy Środkowej i Wschodniej chciały wysłać przede wszystkim sygnał do własnego narodu. Ich przesłanie brzmi: państwo dba o bezpieczeństwo swoich obywateli.

- Wielu polityków w tym regionie przedstawia to w ten sposób, jakby możliwe było rozwiązanie wszystkich problemów na poziomie narodowym, co jest nierealistyczne - uważa Jakob Woellenstein z fundacji Adenauera. - Przejście między polityką wewnętrzna i zagraniczną w tej kwestii jest zawsze bardzo płynne - podkreślił.

Jedna Europa, dwa światy

- Krytyczne reakcje na Wschodzie wynikają z dwóch zupełnie przeciwstawnych narracji, uważa Kai-Olaf Lang. - Na Zachodzie Europejczycy są zdania, że ich społeczeństwo powinno pozostać otwartym i nie chcą dopuścić do tego, by poczynania terrorystów zbytnio ograniczały ich wolność - są gotowi zaakceptować pewne ryzyko - podkreśla Lang. - W Europie Wschodniej robi się za to wszystko, by w ogóle nie doszło do takiej sytuacji - uważa ekspert. Tam rządy są absolutnie przekonane co do słuszności swojego stanowiska, tym bardziej że mają poparcie wielu sceptycznych obywateli.

Widoczne jest to nie tylko w portalach społecznościowych tych państw, ale także w parlamentach, jak niedawno w Słowacji. Tam od kilku dni wśród 150 posłów zasiada także po raz pierwszy 14 skrajnych prawicowców. Nowy-dawny słowacki premier Fico, znany dobrze ze swojego wrogiego nastawienia do muzułmańskich migrantów, zamierza już wkrótce położyć nowe akcenty w debacie imigracyjnej. Słowacja przejmie od lipca 2016 prezydencję Unii Europejskiej.

Róża Romaniec / Małgorzata Matzke