Ekspert: Zakaz samochów spalinowych musi przyjść w 2030 roku | Gospodarka | DW | 12.10.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Ekspert: Zakaz samochów spalinowych musi przyjść w 2030 roku

Poruszenie wywołało zalecenie Bundesratu, by od 2030 r. nie rejestrować samochodów o napędzie spalinowym. Co to dokładnie oznacza, wyjaśnia ekspert ds. komunikacji samochodowej Ferdinand Dudenhoeffer. WYWIAD

Deutschland Auto Autoexperte Ferdinand Dudenhöffer (Imago)

Ferdinand Dudenhöffer

Deutsche Welle: W ubiegły weekend zalecenie Bundesratu wywołało wielkie poruszenie. Druga izba niemieckiego parlamentu, będąca przedstawicielstwem krajów związkowych, opowiada się za zakazem dopuszczania do ruchu samochodów z silnikami benzynowymi i diesla od roku 2030. Czy to oznacza, że właściciele wszystkich starych samochodów muszą wtedy pojechać z nimi na złom?

Ferdinand Dudenhoeffer: Nie, nikt nie musi oddawać swojego samochodu na złom. Ale kiedy ktoś będzie chciał kupić nowy samochód, musi być to samochód o napędzie elektrycznym. Już teraz produkuje się pojazdy elektryczne o zasięgu ponad 350 km, co do roku 2030 będzie już standardem. Dla klientów oznacza to, że w przyszłości będą mogli równie wygodnie jeździć tymi samochodami, jak obecnie, tyle że z większą korzyścią dla środowiska i dla zdrowia oraz dla miast, w których znacznie poprawią się warunki życia.

Jeżeli pomysł ten poprą wszystkie siły polityczne w Bundesracie, także SPD i chadecja, czy propozycja ta będzie mogła zostać bez przeszkód zrealizowana?

Uchwała Bundesratu nie ma oczywiście mocy ustawy, ale byłoby dobrze, gdyby się do niej przychylono, ponieważ w innym wypadku będziemy mieć problemy. Około roku 2030 z Niemiec pochodzić będzie tylko 2 proc. wszystkich sprzedawanych pojazdów. Na rynku światowym będzie to więc prawie bez znaczenia.

Najważniejszym rynkiem są Chiny. Chińczycy już teraz mają na nim 25 proc. i w pełni stawiają na samochody o napędzie elektrycznym. Kto chce tam sprzedawać samochody, ten musi oferować napęd elektryczny. Kto będzie się temu opierać, nie ma szans.

Minister transportu RFN Alexander Dobrindt  (CSU) odrzuca ten pomysł, twierdząc, że całkowita rezygnacja z silników spalinowych po roku 2030 jest kompletnie nierealna. Czy ma rację?

Nie, minister Dobrindt jest w błędzie. CDU/CSU i SPD zwalczają ten zakaz w myśl źle pojmowanej sympatii dla producentów samochodów, klubu motorowego ADAC i związków zawodowych IG Metall, które oczywiście też są przeciwne. Poza tym politycy w swoich decyzjach są często wsteczni, ponieważ sądzą, że w ten sposób uzyskają poparcie wyborców, w myśl zasady, że co się sprawdziło w przeszłości, to będzie funkcjonować dalej. Ale kto chce powstrzymać postęp techniczny, ten nikomu nie wyświadcza przysługi.

Klub ADAC odrzuca ideę krajów związkowych, argumentując, że zakaz silników spalinowych kosztowałby utratę tysięcy miejsc pracy w niemieckim przemyśle samochodowym. Jakie jest pana zdanie?

Moim zdaniem będzie zupełnie odwrotnie. Jeżeli Niemcy nie przeforsują tego zakazu, będzie to oznaczało utratę setek tysięcy miejsc pracy. Niemcy należą do niewielkiego grona tych, którzy nic nie robią w kierunku takiego zwrotu. Jeżeli tak będzie dalej, niemiecki rynek samochodowy za 20 - 30 lat będzie tak mało znaczący jak np. rynek samochodowy w Chile. Mamy więc wybór, czy chcemy razem z ADAC siedzieć na samotnej wyspie, albo czy chcemy stawić czoła przyszłości i tworzyć nowe, interesujące miejsca pracy.

Jakie bodźce musiałaby stworzyć polityka, żeby można było przeforsować ten zakaz?

W pierwszym rzędzie należałoby zmodyfikować opodatkowanie pojazdów z silnikami diesla, żeby, podobnie jak w przypadku benzynowców, paliwo nie było sztucznie subwencjonowane 18 centami.  Kierowcy wciąż odbierają błędny sygnał, że olej napędowy jest tani.

Czy Chiny w tym względzie mogą być wzorcem dla Niemiec?

Oczywiście! Już od lat obowiązuje tam w wielu miastach zakaz dla dwutaktów, bardzo wielu ludzi jeździ skuterami elektrycznymi. W roku 2050 powietrze będzie tam lepsze niż w Zagłębiu Ruhry, jeżeli nic się nie zmieni. Chińczycy są nieporównywalnie szybcy we wdrażaniu innowacji i Niemcy powinni wziąć z nich przykład.

Jakim samochodem sam pan jeździ?

Tesla Model S München (picture alliance/dpa/S.Hoppe)

Ekspert: Tesla kosztuje około 35 tys. euro i jest porównywalny z mercedesem, tyle że znacznie przyjaźniejszy dla środowiska.

Jeszcze jeżdżę dieslem, ale chcę go sprzedać i w przyszłym roku kupić teslę. Ten samochód z napędem elektrycznym kosztuje około 35 tys. euro i jest porównywalny z mercedesem, tyle że znacznie przyjaźniejszy dla środowiska.

Ferdinand Dudenhoeffer jest ekspertem ds. transportu samochodowego na uniwersytecie Duisburg-Essen

rozmawiała Hanna Puetz / tł. Małgorzata Matzke

 

Redakcja poleca