Ekspert: Ubóstwo dzieci to socjopolityczny skandal | Społeczeństwo | DW | 01.06.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Ekspert: Ubóstwo dzieci to socjopolityczny skandal

W Niemczech warunki rodzinne determinują szanse rozwojowe dziecka – edukacyjne i zawodowe. Ekonomista Stefan Sell ostrzega przed krótkowzroczną polityką oszczędności. "To podcina dzieciom skrzydła".

Deutsche Welle:Co siódme dziecko w Niemczech żyje z zasiłku socjalnego, ponieważ ich rodzina jest zdana na pomoc państwa. Ze statystyk wynika, że dotyczy to 1,5 mln dzieci i młodzieży do 15. roku życia. Niemcy są zamożnym krajem i ludzie żyjący z zasiłku nie muszą głodować. Co to oznacza dla dzieci w Niemczech, jeśli ich rodzina żyje z zapomogi?

Stefan Sell: To znaczy wzrastanie w warunkach, które w Niemczech określamy jako „ubóstwo dzieci”, co wcale nie jest słuszne. Właściwie mamy do czynienia z ubóstwem rodziców. Stawki, jakie w ramach zasiłku socjalnego przysługują dzieciom, są tak kalkulowane, że wprawdzie można z nich wyżyć, ale nie można sobie pozwolić na przykład na udział w życiu społecznym.

Czego konkretnie tym dzieciom brakuje?

Weźmy jako przykład naukę: szkoła jest nieodpłatna, ale cały czas wolny aż np. do balu maturalnego to dla rodziców niezmierne koszty! Dla tych, którzy żyją w dobrobycie, to żaden problem. Ale dla rodziny utrzymującej się z zasiłku Hartz IV niemożliwe jest, by dotrzymać kroku..

Wiele dzieci z rodzin utrzymujących się z zasiłku żyje w ciasnocie, w dzielnicach, zamieszkałych przez im podobnych czy przez imigrantów. W takim otoczeniu i w takich warunkach możliwości rozwojowe są mniejsze niż w rodzinie należącej do klasy średniej.

Mamy ponadto jeszcze wiele dzieci, których rodzice zarabiają niewiele więcej od ustawowej sumy uznawanej za granicę ubóstwa, którzy zresztą nie są objęci statystykami pomocy socjalnej, a przecież ledwo wiążą koniec z końcem. Ta grupa dzieci dotknięta ubóstwem z powodu niskich zarobków jest znacznie większa.

Ale są przecież w Niemczech zasiłki dla dzieci (Kindergeld) i programy wspierające rodziny z dziećmi. Na czym więc polega problem?

Stefan Sell Professor für Volkswirtschaftslehre, Sozialpolitik und Sozialwissenschaften

Prof. Stefan Sell: Skutki ubóstwa są dziedziczne

Mamy problem przy świadczeniach rodzinnych. 625 tys. osób samotnie wychowujących dzieci otrzymuje zapomogi socjalne. Ale nie otrzymują pewnych świadczeń, ponieważ świadczenia dla dzieci (Kindergeld) są wliczane w zasiłek Hartz IV, i nie otrzymują żadnych innych dodatków. Rodzinne świadczenia w Niemczech są raczej pomyślane w kontekście małżeństw i wspólnego opodatkowania małżonków. Na tym korzystają osoby o średnich i wysokich dochodach, nawet te, których dzieci już wyszły z domu, albo jeszcze się nie narodziły. Mamy więc bardzo nierównomierny rozdział świadczeń rodzinnych.

Jeśli mówi się, że co siódme dziecko żyje w rodzinie utrzymującej się z zasiłku, to trzeba powiedzieć, że w Bawarii takich dzieci poniżej 15. roku życia jest tylko 7,2 procent, w Badenii-Wirtembergii tylko 8,5 procent, za to w Berlinie czy w Bremie w tak trudnej sytuacji w dzielnicach dużych miast jest co trzecie dziecko. Z powodu nawarstwienia się problemów, musimy tam lepiej wyposażyć przedszkola i szkoły niż w bogatszych regionach, aby zrekompensować niekorzystną sytuację.

Widoczny jest też związek między sytuacją ekonomiczną poszczególnych krajów związkowych i liczbą dzieci z rodzin utrzymujących się z zasiłku Hartz IV. Tam, gdzie sytuacja na rynku pracy jest dobra, mamy najniższe liczby dzieci zdanych na pomoc państwa.

Organizacje społeczne wytykają rządowi federalnemu, że dzieci zamożniejszych rodziców otrzymują większe wsparcie. Dlatego postulują wprowadzenie w Niemczech podstawowej ochrony socjalnej (Grundsicherung) w wysokości od 250 do 300 euro miesięcznie. Minister pracy Andrea Nahles jest sceptyczna wobec podwyższania zasiłków socjalnych i traktowania ich jako narzędzia w walce u ubóstwem dzieci. Kluczowe jest dla niej, aby rodzice mieli pracę. Czy zgadza się pan z opinią minister Nahles?

Prawda leży po środku. Ja ostrzegam przed lekceważeniem postulatu wprowadzenia podstawowej ochrony socjalnej dla dzieci, co w efekcie doprowadzi do tego, że niższe grupy uposażeniowe dostaną więcej.

Wiemy przecież że sytuacja majątkowa rodziny jest decydująca o uczestnictwie w życiu społecznym. Wsparcie, jakie najbardziej potrzebujące dzieci już dzisiaj otrzymują, jest z politycznego punktu widzenia o wiele za niskie, aby cokolwiek zaoszczędzić.

Absolutnie popieram podwyższenie wsparcia dla dzieci, ale tylko czysto materialna poprawa sytuacji to za mało. Będzie ona skuteczna, jeśli rodzice dzieci będą mieli własne dochody z pracy. A dzieci będą czerpać ogromne korzyści, jeśli ich przedszkola będzą tak dobrze wyposażone, jak przedszkola, do których chodzą dzieci z rodzin średnio- lub bardzo zamożnych. Musimy te dwie sprawy realizować jednocześnie, jeśli zależy nam na poprawie perspektyw życiowych dzieci.

„Socjopolityczny skandal“

Organizacje społeczne domagają się sprawiedliwości. Pan jako ekonomista obserwuje skutki: co stanie się, jeśli zignorujemy ubóstwo dzieci jako skutek ubóstwa ich rodziców?

Wnioski są jednoznaczne i alarmujące. Wiemy z długookresowych badań, że wzrastanie w złej sytuacji materialnej odbija się na całym życiu. Dzieci te, pomimo tych samych możliwości, jakie mają ich lepiej sytuowani rówieśnicy, mają wyraźnie trudniejszy start w życiu i później najczęściej muszą zmagać się z trudnymi warunkami, jak bezrobocie. Mamy tu do czynienie z rodzajem dziedziczenia skutków ubóstwa, które nie wystąpiłyby, gdyby we właściwym momencie bardziej zajęto się tymi dziećmi. Jest to wielki socjopolityczny skandal, za który płaci się wysoką cenę. Ale kosztów tych nie bilansuje żaden z politycznych decydentów. Patrzy się tylko na to na przykład, czy w danej dzielnicy miasta zatrudnić więcej przedszkolanek czy nauczycielek. Zupełnie nie dostrzega się niewymiernach korzyści, ponieważ będą one dopiero widoczne w przyszłości.

Czy z punktu widzenia ekonomicznego, uważa pan za błąd i za krótkowzroczność nieangażowanie się w większym stopniu w zwalczenie ubóstwa dzieci?

Jak najbardziej. Nie tylko wieloletnie badania potwierdzają, że to będzie się mścić. Problemy, z jakimi zostaniemy skonfrontowani z powodu zbyt małych inwestycji w dzieci, odczujemy boleśnie w późniejszym życiu: niskie zarobki i wysoką stopę bezrobocia. Politycy muszą już dzisiaj inwestować ze świadomością, że przyniesie to pozytywne korzyści dla budżetu państwa dopiero po jakimś czasie. Ale tak duża zwłoka utrudnia polityczne działania.

Prof. Stefan Sell jest wykładowcą nauk ekonomicznych i społecznych w Wyższej Szkole w Koblencji. Jednym z głównych zagadnień prowadzonych przez niego badań jest m.in. pomoc dla dzieci i młodzieży.

Rozmawiała Andrea Grunau

tł. Barbara Cöllen