1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Ekspert: Matura nie jest wejściówką do elity

Politycy wszystkich partii zgodni są co do tego, że niemiecki system edukacji wymaga reform. DW rozmawia ze znawcą problemów oświaty Rainerem Boellingiem.

DW: Dlaczego w Niemczech jest 16 różnych systemów oświatowych?

Rainer Boelling: Jest to zaszłość historyczna jeszcze rodem z XIX w.  Wtedy Niemcy były zlepkiem księstw, z których każde miało swój własny system oświatowy. Dopiero w roku 1871 r. powstały Niemcy jako twór państwowy. W czasie rządów Hitlera były próby wprowadzenia centralnego sterowania w oświacie, ale w ten sposób centralizm systemu edukacji został zdyskredytowany politycznie. Po drugiej wojnie światowej władze okupacyjne przywróciły strukturę federalną. 

DW: Czy można więc powiedzieć, że edukację w Niemczech cechuje szczególna różnorodność, bogactwo? 

Można by mówić o bogactwie. Ale osobiście jestem przekonany, że różnice powstałe w ostatnich latach trudno jest ocenić pozytywnie jako bogactwo.

Rainer Bölling - Bildungsforscher (Privat)

Rainer Boelling: Kraje z wysokim odsetkiem młodzieży uprawnionej do studiów mają większe problemy ekonomiczne

Zbyt dużo maturzystów

DW: Czy matura w dalszym ciągu jest jeszcze wejściówką do edukacji elit?

Jeśli maturę zdaje 40 proc. jednego rocznika, a 50 proc. ma prawo do podjęcia studiów na wyższych uczelniach bez egzaminu dojrzałości, nie można już mówić o elitach. Trend idzie w kierunku powszechnej matury czyli matury dla wszystkich, która będzie dyplomem ukończenia szkoły.

DW: W roku 1964 10 proc. rocznika przystąpiło do egzaminów maturalnych, w roku 2016 znacznie ponad 50 proc. Czy Niemcy wypuszczają ze szkół zbyt wielu maturzystów?

Nikt nie może powiedzieć, jaki odsetek maturzystów jest korzystny dla jakiegoś kraju. Problemem jest jednak to, że OECD od lat już domaga się od Niemiec jeszcze większej liczby maturzystów, podkreślając, że w przeciwnym razie Niemcom grozi zapaść gospodarcza. To żądanie zwiększenia liczby maturzystów i ludzi z dyplomami wyższych uczelni – w międzynarodowym porównaniu - nie jest w ogóle uzasadnione. W krajach Europy południowej, jak Francja, Włochy, Grecja ponad 70 proc. roczników szkolnych uzyskuje uprawnienia do podjęcia studiów, ale nie równa się to maturze. Ludzie ci mogą iść na studia, pomimo, że jak wykazują testy, mają mniejsze kompetencje. W międzynarodowych porównaniach zasady przyznawania tych uprawnień są bardzo dowolne. Kraje z wysokim odsetkiem młodzieży uprawnionej do podjęcia studiów mają większe problemy ekonomiczne, wyższą stopę bezrobocia, szczególnie wysokie bezrobocie wśród młodzieży i niższe PKB. Nasuwa się więc podejrzenie, że matura przestała w ogóle być tematem polityki oświatowej, a stała się elementem polityki socjalnej, na zasadzie „Matura dla wszystkich!”.

Gymnasium in Bayern Schülerin im Unterricht (picture-alliance/dpa/D. Karmann)

W szkołach przekazuje się zbyt mało wiedzy praktycznej, twierdzą krytycy

Obecnie odgrywa rolę w obydwu obszarach polityki. Z żądaniem zwiększenia liczby maturzystów wiązało się wyobrażenie, że można tworzyć społeczną sprawiedliwość dając możliwie wielu osobom, o ile wręcz nie wszystkim, przywilej zdania matury, ponieważ to miałoby gwarantować awans społeczny, zwiększyć szansę na zatrudnienie itd. Ale międzynarodowe porównanie wykazuje, że to błędne myślenie. W innych krajach dzieje się zupełnie odwrotnie. Matura wcale nie gwarantuje ekonomicznego czy zawodowego sukcesu, lecz odgrywa ambiwalentną rolę.

Deficyt życiowej wiedzy

DW: Jak wyglądała niemiecka matura w połowie lat 60-tych?

Wtedy nie było jeszcze żadnych możliwości wyboru. Chodziło się po prostu do określonej szkoły. Ja byłem np. w klasycznym gimnazjum starego typu, gdzie uczono jeszcze łaciny i greki. Kiedy mama zapisała mnie do tej szkoły, wiadomo było, z jakich przedmiotów będę zdawać maturę, tzn. egzamin pisemny z niemieckiego, matematyki, greki i łaciny i do tego obowiązkowy egzamin sportowy. Kiedy przy dopuszczeniu do matury i na egzaminach pisemnych oceny były niesatysfakcjonujące, następowały egzaminy ustne.

DW: Jak wyglądać powinny proporcje między wiedząkonkretną, sprawdzaną w czasie matury i wiedzą ogólną?

Jest to odwieczne pytanie, kiedy w ogóle dyskutuje się o oświacie. Jedna maturzystka z Nadrenii Płn.-Westfalii napisała przed dwoma laty na Twitterze, że potrafi w czterech obcych językach przeanalizować wiersz, ale nie ma pojęcia o systemie podatkowym czy ubezpieczeniach.

Była to bardzo polemiczna kwestia, co to znaczy: odniesienie do praktyki i codziennego życia. Sądzę że nie stoi to w żadnej sprzeczności z ogólnym wykształcenie, lecz jest to raczej kwestia ogólnego wykształcenia oraz specjalizacji.

Do ogólnego wykształcenia należy to, że ma się podstawowe wiadomości w różnych zakresach oraz umiejętność samodzielnego dotarcia do informacji. W moim pojęciu wiedza o systemie podatkowym czy ubezpieczeniach wcale się do tego nie zalicza, a na pewno nie jako przedmiot nauczania w szkole. Co to da, kiedy na maturze uczniowie będą zgłębiać ten temat? Do momentu, gdy tę wiedzę  będą mogli zastosować w życiu zawodowym, będzie ona i tak już przestarzała, ponieważ będą obowiązywały inne reguły. Zgadza się jednak, że podstawowa wiedza o funkcjonowaniu gospodarki w wyższych klasach jest traktowana po macoszemu. Powiedziałbym, że jest to wręcz deficyt. Ale jeżeli ta uczennica faktycznie jest w stanie analizować wiersz w czterech językach obcych, to już się sporo nauczyła.

Rainer Boelling (72 lata) był nauczycielem historii w Erkrath koło Duesseldorfu. Jest autorem książki „Mała historia matury”.

rozmawiał Volker Wagener / tł. Małgorzata Matzke