1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Historia Najnowsza

Efraim Zuroff, ostatni łowca nazistów: "W każdym kraju europejskim znalazła się grupa ludzi gotowych pomóc nazistom"

Efraim Zuroff od 35 lat ściga nazistowskich zbrodniarzy wojennych. Liczy przy tym na pomoc opinii publicznej, Służy temu m.in. zainicjowana w Niemczech i innych krajach akcja pod nazwą "Operacja ostatnia szansa".

Efraim Zuroff Plakatkampagne Nazis Suche 23.07.2013 Berlin

Efraim Zuroff na tle i jeden z plakatów akcji "Operacja ostatnia szansa" rozwieszony w 2013 roku w Berlinie

Deutsche Welle: Wielu ludzi nazywa Pana "ostatnim łowcą nazistów". Czy Pan sam też by tak siebie określił?

Efraim Zuroff: Posługiwanie się tym określeniem ułatwia mi pracę. Kiedy mówi się, że ktoś jest łowcą nazistów, to od razu wiadomo, że jego zadaniem jest pociągnięcie ich do odpowiedzialności. Jestem w jednej trzeciej detektywem, w jednej trzeciej historykiem i w jednej trzeciej lobbystą politycznym. Te trzy zajęcia chyba najlepiej opisują kogoś, kto w XXI wieku zajmuje się tropieniem zbrodniarzy hitlerowskich.

Od zakończenia II wojny światowej minęło 70 lat. Czy w tej sytuacji można jeszcze liczyć na odnalezienie takich zbrodniarzy? Przecież większość z nich już nie żyje, a ci, którzy żyją są wiekowymi starcami.

Jest ich mniej, to prawda, ale zdziwiłaby się Pani, jak wielu ich jeszcze jest. Większość ludzi nie zdaje sobie z tego sprawy. Ma to związek z wydłużeniem okresu życia. Gdyby Holocaust i II wojna światowa zakończyły się w 1920 roku, to wtedy z pewnością nie prowadzilibyśmy tej rozmowy.

Plakatkampagne Simon-Wiesenthal-Zentrum Kriegsverbrechen Nationalsozialismus

Plakat operacji Centrum Simona Wiesenthala "Operacja ostatnia szansa"

Jak ściga Pan zbrodniarzy nazistowskich?

Na pewno nie jest to łatwe. Policja, na przykład, wszczyna śledztwo wtedy, kiedy dostaje zawiadomienie o popełnionym przestępstwie. My tak postępować nie możemy. Zaczęliśmy ich ścigać w kilkadziesiąt lat po zakończeniu wojny, kiedy większość sprawców zbrodni związanych z Holocaustem już nie żyła.

Ich ściganiem zajmuję się od 35 lat. Nasz sposób działania stale się zmieniał i rozwijał i obecnie opiera się w dużym stopniu na sprawdzaniu napływających do nas informacji o potencjalnych zbrodniarzach, którzy wciąż jeszcze żyją.

Większość dobrze znanych nazistów już nie żyje. Jak trudno jest dziś dotrzeć do tych, którzy jeszcze żyją. Czy się ukrywają, albo zmienili na wszelki wypadek nazwisko?

Ci, do których dotarliśmy, nie zmienili nazwiska. Po prostu nie liczyli się z tym, że ktoś może ich poszukiwać. Kto bowiem poszukuje, dajmy na to, litewskich policjantów, którzy mordowali Żydów jeszcze przed wkroczeniem Wehrmachtu na Litwę? Albo członków Waffen-SS walczących na froncie wschodnim? Kto się nimi dziś jeszcze interesuje? Ale właśnie oni znaleźli się nagle na naszym celowniku. Można powiedzieć, że to jest nie fair. Przecież ich przełożonych, którzy mieli o wiele więcej na sumieniu, albo w ogóle nigdy nie postawiono przed sądem, a nawet jeśli postawiono, to albo uniewinniono, albo dostali łagodne wyroki. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że zasada odpowiedzialności indywidualnej dotyczy każdego, kto kiedyś popełnił jakieś przestępstwo. W niektórych pojedynczych przypadkach można mówić o pechu, że w tak podeszłym wieku któryś z dawnych zbrodniarzy wojennych został przez nas ujawniony.

W roku 2005 zainicjował Pan w Niemczech i innych krajach akcję pod nazwą "Operacja ostatnia szansa". W roku 2013 w kilku dużych niemieckich miastach rozlepiono plakaty z napisem, że za informacje prowadzące do ujęcia nazistowskich przestępców można otrzymać nagrodę w wysokości do 25 tysięcy euro. To ostatnie wywołało także krytykę. Co udało się Panu i innym pracownikom izraelskiego biura Centrum Wiesenthala osiągnąć w ramach tej akcji?

Simon Wiesenthal gestorben

Simon Wiesenthal założyciel instytucji ścigającej zbrodniarzy wojennych

Wielu ludzi wie, że Centrum Szymona Wiesenthala tropi nazistowskich zbrodniarzy wojennych i poszukuje informacji o nich. Ci ludzie nie muszą, rzecz jasna, przypomnieć sobie o tym po obejrzeniu plakatu na przystanku autobusowym w Berlinie. Skontaktują się z nami z własnej inicjatywy telefonicznie lub wyślą do nas maila. Inna rzecz, że wiele informacji, które otrzymujemy, jest bezwartościowych. Oto przykład: ktoś do mnie zadzwonił z informacją, że w latach 70-tych widział gdzieś w Peru starszego Niemca, który żył samotnie w pasterskiej chacie. Co mam z tym zrobić? Wynająć samolot i wyruszyć na poszukiwanie tego Niemca?

Czy tacy informatorzy dzwonią do Was dopiero teraz?

Tak, teraz. Nie dzieje się to bez powodu. Ważny okazał się, na przykład, tegoroczny proces "księgowego z Auschwitz" Oskara Gröninga przed sądem w Lüneburgu. Plakat wywieszony w Hamburgu, Kolonii czy Monachium przypomina o czymś, o czym nasi informatorzy zapewne woleliby zapomnieć. Budzi w nich poczucie winy, porusza sumienie i skłania do poinformowania nas o tym, co wydarzyło się 40 lat temu. (Zuroff śmieje się)

Jakie warunki musi spełniać informacja, która skłoni Centrum Szymona Wiesenthala do działania?

Są trzy takie warunki. Po pierwsze: musi być wiarygodna. Po drugie: odpowiedzieć na pytanie, czy osoba podejrzana o zbrodnie wojenne jeszcze żyje, a stan jej zdrowia umożliwia postawienie jej przed sądem. I, po trzecie: Czy przeciwko tej osobie toczył się już wcześniej proces, a jeśli tak, to o co była ona w nim oskarżona?

(czytaj na następnej stronie)

Redakcja poleca