1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

NRS-Import

Dyplomata USA: "Trump jest jaki jest i się nie zmieni"

W rozmowie z korespondentem ARD w Brukseli Ted Malloch, desygnowany ambasador Stanów Zjednoczonych przy UE, broni Trumpa i studzi nadzieje na zmiany w jego polityce.

USA Ted Malloch Designierter EU-Botschafter der USA (picture alliance/AP Photo/F. Augstein)

Ted Malloch: Donald Trump pozostanie Donaldem Trumpem

ARD: Relacje między USA i Europą są obecnie w złym stanie. Czy zmieni się to po wizycie prezydenta Donalda Trumpa w Brukseli?

Ted Malloch*: Nie jestem pewien, czy są one złe. Może mogłyby być lepsze, ale wierzę, że po tym czwartku nastąpi znów zbliżenie. Relacje Stanów Zjednoczonych z Europą są czymś trwałym. Nie można ich tak po prostu przekreślać.

"UE nie potrafi komunikować"

ARD:Lecz prezydent Trump twierdzi, że Unia Europejska jest tylko narzędziem niemieckiej dominacji w Europie. Czy amerykański prezydent zrozumiał, czym jest Unia Europejska?

TM: Sądzę, że w Stanach Zjednoczonych faktycznie nikt nie wie tak dokładnie, czym jest Unia Europejska. Lecz po części jest to problem samej Unii, która nie potrafi tego właściwie wyjaśnić. Tego, co robi, jak funkcjonuje, jak pracuje. Musi to lepiej komunikować. Dotyczy to zresztą nie tylko Stanów Zjednoczonych, lecz wszystkich partnerów na świecie i przypuszczalnie także państw członkowskich UE.

ARD: Jednym z ważniejszych tematów ostatnich lat była umowa o wolnym handlu TTIP, która utknęła w martwym punkcie. Czy ma ona w ogóle przyszłość?

TM: Prezydent i jego doradcy w sprawach handlu preferują dwustronne stosunki handlowe. TTIP jest natomiast z definicji multilateralną umową, dlatego rozmowy na ten temat nie mają już takiego impetu, jak za czasów poprzedniego rządu. Pierwszym działaniem Donalda Trumpa jako prezydenta było wstrzymanie umowy TPP z regionem Pacyfiku. Taki los nie spotkał TTIP, ale na razie odłożono ją na bok. 

 ARD: Z europejskiego punktu widzenia TTIP jest umową bilateralną: z jednej strony są USA, drugiej UE, która prowadzi wspólną politykę handlową . Dlaczego więc nie jest to układ bilateralny?

TM: Pan tak twierdzi, ale zobaczymy, czy będzie Pan mógł o tym przekonać nową administrację Trumpa. W Europie wciąż jeszcze są kraje nienależące do UE. Inne są częściowo w Unii, a częściowo poza nią. W niektórych z nich jeszcze czeka się na referenda. Trzeba zobaczyć, jak to się wszystko ułoży.

ARD: Jeśli chodzio NATO, to jedną z kluczowych kwestii jest przeznaczanie 2 proc. PKB na obronność. Czy prezydent Trump będzie naciskał na to, żeby wszyscy realizowali ten cel? Czy też wystarczy podążać w tym kierunku, co zostało ustalone w Walii i w Warszawie?

TM: Ustalone zostało osiągnięcie poziomu 2 proc. A w jakim ma być to okresie? Sądzę, że wkrótce. Amerykanie byli zawsze bardzo cierpliwi w tej kwestii.

"Wydatki na obronność to wydatki na obronność"

ARD: Czy akceptuje Pan europejski argument, że np. pomoc rozwojowa jest także elementem polityki bezpieczeństwa? Czy obowiązuje zasada, że wydatki na obronność muszą być wydatkami na obronność.

TM: Wydatki na obronność są wydatkami na obronność – taki jest punkt widzenia Amerykanów. My nie traktujemy naszej pomocy rozwojowej jako części naszego wkładu w NATO. Jest ona ważnym elementem polityki zagranicznej, ale nie są to wydatki na obronność.

ARD: Wielu Europejczyków zastanawia się, czy USA stoją jeszcze u boku Europy. Czy są gotowe walczyć za Europę? Czy w dalszym ciągu obowiązuje artykuł 5 Traktatu NATO?

TM: Do moich uszu nie doszło nic innego. Jestem nie tylko przekonany, że on wciąż obowiązuje, ale od dawna jest on też ważnym elementem amerykańskiej tradycji i naszej całej struktury obrony. Nikt go nie kwestionuje, w żaden sposób.

„On tych polityków w ogóle nie zna”

ARD: Jak wyglądają osobiste relacje prezydenta Trumpa z europejskimi politykami?

TM: W niektórych przypadkach prezydent w ogóle nie zna tych polityków. Od dłuższego czasu ma on już kontakty z niektórymi politykami z Wielkiej Brytanii. Pierwsze spotkanie z premier Theresą May było bardzo wyjątkowe. Jesteśmy obecnie w okresie, w którym nawzajem się poznajemy i wymieniamy poglądy. Ale sądzę, że w przyszłości potrzeba będzie jeszcze więcej takich kontaktów.

ARD: W czasie amerykańskiej kampanii wyborczej i po wyborze Donalda Trumpa, po obu stronach padały bardzo drastyczne wypowiedzi. Jak należy to traktować?

TM: W kampanii wyborczej politycy mówią rzeczy, które chętnie puściliby w niepamięć po wyborach. Te wypowiedzi pomagają im w tym, by zostali wybrani. Ale nie powtarzają ich, kiedy piastują już urząd. Sądzę, że powinniśmy te incydenty puścić w niepamięć i otworzyć nowe rozdziały.

„Bardzo silna osobowość”

ARD: Dla wielu Europejczyków styl polityki Donalda Trumpa jest dość osobliwy. Czy on się jeszcze zmieni?

TM: Nie, Donald Trump pozostanie Donaldem Trumpem. Sądzę, że urząd prezydenta generalnie zmienia każdą osobę, która go piastuje. Musi ona w pewnym stopniu się do niego dopasować. Ale Trump to wyjątkowa osobowość, bardzo silny charakter, charyzmatyczny przywódca, biznesmen, osoba z ogromną energię. Nie sądzę, żeby on się jakoś zmienił. Jest taki, jaki jest.

ARD: Być może, że jest pełen energii, ale zdaje się, że jest to też ktoś, kto niechętnie czyta dokumenty i nie lubi długich dyskusji. Czy nie jest to jednak konieczne dla polityka, szczególnie na tym szczeblu?

TM: Sądzę że jest on bardzo inteligentną osobą i poważnie podchodzi do briefingów, jakie ma. On nie lubi grubych ksiąg ani  stosów dokumentów, które musiałby przewertować. Woli prowadzić krótsze rozmowy z odpowiedzialnymi osobami. W ten sposób można się najlepiej nauczyć niektórych rzeczy. Ja pracowałem w biznesie i wielu czołowych menedżerów jest także tego zdania.

rozmawiał Marcus Preis, ARD, Bruksela / tł. Małgorzata Matzke

 

Ted Malloch*, desygnowany ambasador USA przy UE. Studiował ekonomię polityczną na uniwersytecie w Toronto. Pracował m.in. przy Światowym Forum Gospodarczym w Davos. Obecnie wykłada na Henley Business School.