Dieter Kosslick: „Nastąpi lawina zmian“ | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 13.02.2018
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Dieter Kosslick: „Nastąpi lawina zmian“

15 lutego rusza 68 edycja Berlinale. O programie i magii festiwalu, o #MeToo i swoim następcy mówi w rozmowie z DW jego dyrektor Dieter Kosslick.

Dyrektor Berlinale Dieter Kosslick: w 2019 będzie jego szefem po raz ostatni (picture-alliance/dpa/M. Kappeler)

Dyrektor Berlinale Dieter Kosslick: w 2019 będzie jego szefem po raz ostatni

Deutsche Welle: Po raz pierwszy w swojej historii festiwal otworzy film animowany. Czym przekonał Pana film Wesa Andersona „Wyspa psów" („Isle of Dogs”)?

Dieter Kosslick: Wszystkie filmy Wesa Andersona, które dotąd pokazywaliśmy – o ile pamiętam, cztery – były bardzo różne i każdy znakomity. „Wyspa psów” jest znowu innym filmem animacyjnym. Czegoś takiego jeszcze nie widzieliśmy. Ciekawe, że główne role grają w nim nie aktorzy, tylko psy. Te psy prowadzą nas do Japonii, albo już są w Japonii i opowiadają spektakularną historię. Nawiasem mówiąc: przy całej rozrywce, jaką oferuje ten film, jest to też poważna historia. Czyli całkowicie nowy Wes Anderson.

Po raz pierwszy Berlinale otworzy w tym roku film animowany: „Wyspa psów“ Wesa Andersona (2017 Twentieth Century Fox)

Po raz pierwszy Berlinale otworzy w tym roku film animowany: „Wyspa psów“ Wesa Andersona

DW: Niemieckie filmy zawsze były na Berlinale bardzo obecne. W tym roku o Złotego Niedźwiedzia walczą cztery obrazy. Czym tym razem interesują się najbardziej niemieccy filmowcy?

DK: Tematyka filmów jest bardzo różna. Z jednej strony są to portrety artystów, z drugiej chodzi o ucieczkę, jest też wspaniały epos, w którym pokazywany jest związek dwojga młodych ludzi i wreszcie bardzo piękny film, rodzaj magicznego realizmu. Jego akcja toczy się w hali targowej, pełnej normalnie wózków widłowych. W filmie chodzi o miłość w pracy, ale też o pracę i miłość.

DW: Filmowym światem wstrząsnęło wiele doniesień o nadużywaniu władzy, o przemocy seksualnej i dyskryminacji. Jak z tym i z powstałą w efekcie kampanią #MeToo obchodzi się Berlinale?

DK: Jesteśmy częścią tego świata. Krótko przed Berlinale był festiwal filmowy Sundance i rozdanie Złotych Globów. Po nas zostaną przyznane brytyjskie nagrody filmowe BAFTA i Oscary. Wszędzie obecna jest dyskusja #MeToo, także na Berlinale. Mamy cały szereg inicjatyw: jest na przykład francuska koleżanka, która chce propagować inicjatywę #SpeakUp. Można się do niej zgłaszać, jeżeli ktoś nie czuje się dobrze traktowany albo dyskryminowany. Będzie dyskusja z pełnomocnikiem rządu federalnego ds. praw człowieka. My sami zapraszamy do dyskusji na temat różnorodności na naszym rynku filmowym. Tematyka ta będzie się ciągnęła przez całe Berlinale.

Berlin ogarnęła już festiwalowa gorączka. O Złotego Niedźwiedzia powalczy m.in. film Małgorzaty Szumowskiej „Twarz” (picture-alliance/dpa/J. Kalaene)

Berlin ogarnęła już festiwalowa gorączka. O Złotego Niedźwiedzia powalczy m.in. film Małgorzaty Szumowskiej „Twarz”

DW: Potrzeba jeszcze czasu, zanim zobaczymy w filmach więcej różnorodności, czy już to się stało?

DK: Pańska uwaga jest słuszna. Kiedy dzisiaj oglądamy filmy, jesteśmy inaczej wyczuleni. Myślę, że widzimy w nich więcej, niż kiedyś. Ale to dopiero początek. Myślę, że nastąpi jeszcze ogromna lawina zmian – ale nie tylko w świecie filmowym, także w innych dziedzinach kultury i sztuki. Dlaczego w biznesie miałoby być inaczej?

DW: W przyszłym roku stanie Pan po raz ostatni na czele Berlinale. Dyskusja o odnowieniu festiwalu już się rozpoczęła. Czy Berlinale potrzebuje w ogóle odnowienia?

DK: Dla mnie, który razem z zespołem odnowił festiwal, jest to oczywiście trudne pytanie. Każdego roku wnieśliśmy do Berlinale nowe inicjatywy. Może lepiej zapytać o to tych, którzy po mnie będą musieli odnowić festiwal.

DW: Na czele festiwalowego jury stoi w tym roku Tom Tykwer, jeden z najbardziej innowacyjnych i kreatywnych niemieckich filmowców. Dlaczego Tom Tykwer jest dobrym przewodniczącym jury?

DK: Po pierwsze jest on dobrym reżyserem i filmowcem. Znamy się już długo, od jego pierwszego filmu. Jego film „Niebo" („Heaven")  z Cate Blanchett otworzył zresztą w 2002 r. moje pierwsze Berlinale, które prowadziłem jako dyrektor. Uważam go za idealnego przewodniczącego jury. Ale nigdy nie miał czasu, bo zawsze robił tyle rzeczy. Teraz ma czas – no i ochotę. A całe jury, to bardzo dostojny i kompetentny zespół, dlatego myślę, że podejmie na Berlinale słuszne decyzje.

DW: Z czego cieszy się Pan w tym roku najbardziej?

DK: Cóż, to jest ten moment – można powiedzieć, że magiczny – poza salą kinową, gdy festiwal się zaczyna: kiedy wysiadam z samochodu na czerwony dywan i widzę wszystkich tych fotografów, czuję tę znakomitą atmosferę panującą w mieście. Kiedy wszyscy się cieszą na wiele najróżniejszych filmów. Wówczas czuję się dobrze, bo wiem, że zrobiliśmy z moim zespołem porządną robotę. A resztę pozostawiamy teraz publiczności i krytykom.

Rozmawiał Hans Christoph von Bock

Tł. Elżbieta Stasik

 

Redakcja poleca