1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

„Die Welt”: Andrzej Stasiuk o alternatywnej Unii dla Polski

„Na Wschodzie jesteśmy również Europejczykami. Tylko innymi”, pisze na łamach „Die Welt” Andrzej Stasiuk.

Andrzej Stasiuk

Andrzej Stasiuk: Co ma teraz począć naród przyzwyczajony do przelewu krwi?

„Wiele i coraz więcej świadczy o tym, że miały istnieć dwie Unie Europejskie. Zachodnia i wschodnia. Jak Rzym i Bizancjum. Jak NRD i RFN”, tak Andrzej Stasiuk zaczyna swój felieton zamieszczony na łamach dziennika „Die Welt”. „Tak miało być, bo naprawdę jesteśmy inni”, tłumaczy. I wyjaśnia, że Polacy „wznieśli się z otchłani innych czasów”, gdzie „historia, polityka i życie posiadały wymiar sił elementarnych”. Musieliśmy przetrwać zrządzenia losu: „Siedzieliśmy przy ognisku i wmawialiśmy sobie, że jesteśmy tak zwanymi Europejczykami. Wymyślaliśmy do tego tematu mity, legendy i bajki”, ciągnie Stasiuk. Inność Polaków miała jednak – jego zdaniem – znaleźć odbicie w „innej Unii” lub „we „własnym Schengen” czy „własnych Bałkanach”. Wyjściem miało być utworzenie własnego „Intermarium”, „Międzymorza, tak jak teraz próbujemy to uczynić między Morzem Bałtyckim a Czarnym”, wyjaśnia pisarz. Nadmienia, że po upadku Związku Radzieckiego należało Polakom zaoszczędzić ciepłego powitania w Europie, ówczesnego „witamy w domu” i „długo na was czekaliśmy”, w które „musieliśmy wierzyć”, bo „podczas długich nocy przy ognisku opowiadaliśmy sobie bajki i legendy”.

Stąd obecna sytuacja w Polsce, na Węgrzech, Słowacji i w Czechach – wnioskuje autor felietonu. Jedna z pierwszych wizyt prezydenta Dudy prowadziła do Rumunii, rządowi intelektualiści formułują tezy reaktywacji idei Międzymorza, czyli alternatywnej Unii, „modne” stały się marsze z pochodniami w rocznicę odzyskania niepodległości, historie męczeńskie i heroiczna przeszłość. Katastrofa smoleńska z motywem rosyjskiego zamachu stała się jednym z najważniejszych wydarzeń najnowszej historii Polski. Stasiuka to jednak nie dziwi, bo – jak zaznacza – jedną z głównych polskich postaci narodowych jest postać „niewinnej ofiary”. Co ma teraz począć naród przyzwyczajony do przelewu krwi? „Kto potrzebuje jeszcze bohaterów w małostkowych czasach?”, pyta retorycznie Stasiuk.

Pisarz nawiązuje do rządów poprzedniej ekipy, których mottem była stabilizacja, dobrobyt, zbliżony do zachodnioeuropejskiego standard życia. Skuteczne przez jakiś czas: „Bo co to za pomysł z byciem bogatszym?”, pyta autor i od razu serwuje odpowiedź: „zawsze będą bogatsi od nas i zawsze będziemy biedniejsi od innych”. Kreśli obraz w Polsce: miliony szukających pracy za granicą, miliony emerytów żyjących na granicy ubóstwa. Stasiuk nie zaprzecza jednak, że Polska się rozwinęła, wyładniała, a wieżowce, centra handlowe i infrastruktura przypominają Zachód. Mimo to wielu ma wrażenie, że „skradziono im ich własny kraj”. Symbolicznym jest – według autora felietonu – widok starszych ludzi w centrach handlowych: nic nie kupują, bo brakuje im pieniędzy, przychodzą tylko po to, by pobyć w ciepłym i jasnym, między ludźmi. Podobnie jest z młodym pokoleniem: spędzają czas w „handlowych świątyniach”, ich „mentalność już dawno kształtowana jest podażą”, a nowoczesna tożsamość – kupnem i posiadaniem. Jednak i oni nie mogą brać udziału w tym świecie, bo są za biedni. Pozostaje im jedynie „dotknąć, przymierzyć, pooglądać na wystawie”.

Stasiuk diagnozuje, że w przypadku wielu z tych, którzy w październikowych wyborach wybrali PiS, mamy do czynienia z nową formą „europejskiej kolonizacji”. „Nie mogliśmy się nacieszyć naszą wolnością”, znowu „ktoś dyktuje nam, co mamy robić”, pisze Stasiuk. Nie powiodły się w pełni plany oswobodzenia z przeszłości i historii będącej „ostoją demonów prowadzących naród do heroizmu, ale i histerii“. Stąd konieczność posiadania własnej Unii – „Unii opiekuńczej“, „Unii-kwarantanny“, by „we własnym społeczeństwie wypróbować to, co nas oczekuje w przyszłości“, by zatroszczyć się o starszych, biednych i młodzież. I po to by „mieć czas na popełnienie własnych błędów“ oraz znaleźć możliwość „zabrania naszych zmarłych“ bez „wprawiania kogokolwiek w panikę“, kończy autor.

opr. Katarzyna Domagała