1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Czeski kierowca procesuje się z Deutsche Post

Przed sądem pracy w Bonn czeski kierowca zaskarżył niemiecką pocztę. Chce, żeby mu zapłaciła różnicę między niemiecką płacą minimalną a tym, co otrzymywał od swojej firmy spedycyjnej.

Jeśli Czech odniesie sukces przed bońskim sądem pracy, może to być sygnałem dla całej branży transportowej – pisze opiniotwórcza „Süddeutsche Zeitung”(SZ) w sobotnim wydaniu (11.11.17). Gazeta przygląda się dokładnie zagranicznym spedycjom z krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Wykonują one jako podwykonawcy usługi m.in. dla Deutsche Post, płacąc swoim kierowcom głodowe, jak na warunki niemieckie, wynagrodzenia. Dla niemieckich związków zawodowych jest to dumping płacowy.

Czeski kierowca przypadkowo w 2015 r. dowiedział się od niemieckich związkowców, że przysługuje mu w okresie pracy w Niemczech obowiązująca tam godzinowa stawka minimalna. W rozmowie z SZ Czech opowiada, że wniesione przez niego powództwo przeciwko Deutsche Post zmieniło jego życie. Czeski pracodawca wysłał go na przymusowy urlop. Nie wolno mu już siadać za kierownicą. „Siedzi w domu, żyje z pensji podstawowej, bez dodatków i diet. To też pewien sygnał” – podkreśla monachijska gazeta.

Za czas pracy na niemieckich drogach Czech spodziewa się otrzymać od Deutsche Post dokładnie 8302,50 euro. Jest to różnica między jego wynagrodzeniem, jakie dostałby zgodnie z niemieckimi regulacjami za okres pracy od października 2015 do sierpnia 2016, a wynagrodzeniem za ten sam okres u czeskiego spedytora.  

Na zapytanie redakcji SZ Deutsche Post nie ustosunkowała się do wszczętej sprawy.

Poczta odrzuca odpowiedzialność za niskie płace

„Süddeutsche Zeitung” pisze też o Polaku, który mieszka niedaleko niemieckiej granicy i trzy tygodnie w miesiącu jako pracownik polskiej spedycji spędza w Niemczech. Jego pensja miesięczna za rozwożenie listów i paczek dla Deutsche Post wynosi 850 euro. Nie stanowi to nawet połowy zarobków niemieckich kierowców wykonujących te same czynności. Nie uwzględnia się też przy tym wynagrodzeniu niemieckich regulacji.

Wg informacji związku zawodowego Verdi połowa wszystkich kierowców, którzy rozwożą w Niemczech listy i paczki dla Deutsche Post nie jest też bezpośrednio zatrudniona w koncernie. Trzy tysiące z nich pracuje dla podwykonawców, których Deutsche Post nazywa „partnerami serwisowymi”. Jak informuje SZ są to różni spedytorzy z siedzibą w Niemczech oraz Europie Wschodniej.

Poczta dotychczas odsuwała od siebie odpowiedzialność za niskie płace zagranicznych kierowców. Monachijski dziennik pisze, że przerzuca odpowiedzialność za prawidłowe opłacanie swoich pracowników najprawdopodobniej na zagranicznych podwykonawców”. Rzeczniczka Niemieckiej Poczty odpowiedziała redakcji gazety, że podwykonawcy zobowiązują się do przestrzegania wszystkich przepisów, także prawa pracy, przystępując do przetargu.

Szansą na poprawę sytuacji mogłoby być pozytywne orzeczenie ws. pozwu czeskiego kierowcy. Ale najwidoczniej nie wszyscy gotowi są do wejścia na drogę sądową. Polak, z którym rozmawiała SZ, jest zadowolony ze swoich 850 euro i twierdzi, że zarabia więcej niż w Polsce.

 

Opr. Barbara Cöllen (SZ)