1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Co po fiasku rozmów w Brukseli - nowe porozumienie czy Grexit?

Na brukselskim spotkaniu 19 ministrów finansów strefy euro nie znaleziono rozwiązania greckiego problemu. Lecz, jak zaznaczył niemiecki minister finansów, nikt nie dąży do wykluczenia Grecji ze strefy euro.

Eurogruppe Schuldengespräche mit Griechenland gescheitert

Szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem w rozmowie z niemieckim ministrem finansów Wolfgangiem Schäuble w Brukseli 16.02.2015

To spotkanie od początku stało pod złym znakiem. Przed wyjazdem do Brukseli niemiecki minister finansów Wolfgang Schäuble w wywiadzie dla radia Deutschlandfunk wyraził się bardzo sceptycznie o możliwości wypracowania kompromisu w sprawie greckiego zadłużenia i zarzucił nowemu rządowi w Atenach "mało odpowiedzialną" postawę w stosunku do unijnych partnerów.

Winny jest nowy rząd w Atenach

Eurogruppe Schuldengespräche mit Griechenland gescheitert

Wolfgang Schäuble

"Stojąca na progu bankructwa Grecja znajdowała się na dobrej drodze do odbudowy gospodarki, zdolnej sprostać wymogom konkurencji, dopóki nie pojawił się nowy rząd", powiedział Schäuble. Aby otrzymać dalszą pomoc od państw strefy euro, Grecja powinna przedstawić plan zadowalający jej wierzycieli z jednej, i własne ambicje z drugiej strony. Nic jednak nie wskazuje na to, że rząd premiera Ciprasa jest gotów złożyć taką propozycję, dodał.

Niemiecki minister finansów podkreślił, że nikt nie dąży do wykluczenia Grecji ze strefy euro. "My tego nie chcemy", oświadczył dosłownie. Potrzebą chwili jest jednak wypracowanie rozwiązania, które wykluczy ewentualny Grexit, ponieważ 28 lutego kończy się obecny program pomocowy dla Grecji. Zgoda na jego przedłużenie powinna jednak zapaść wcześniej, ponieważ w kilku państwach strefy euro, w tym m.in. w Niemczech, konieczne jest zaakceptowanie jej przez parlament. Z tego powodu brukselskie spotkanie szefów resortów finansów strefy euro uchodziło za ostatnią szansę takiego rozwiązania. Jeśli nie uda się znaleźć kompromisu nt dalszej metody postępowania, Grecji grozi bankructwo.

Co dalej po brukselskim fiasku?

Yanis Varoufakis

Yanis Varoufakis

Jak wiadomo, rozmowy w Brukseli zakończyły się fiaskiem. Grecki minister finansów Giannis Varoufakis przybył na nie mocno spóźniony po wcześniejszej rozmowie z szefem eurogrupy Jeroenem Dijsselbloemem. Zdaniem obecnych na miejscu obserwatorów, ich rozmowa przebiegła w nadzwyczaj napiętej atmosferze. "Między Atenami i resztą eurogrupy w dalszym ciągu utrzymują się ogromne różnice stanowisk", oświadczył pewien wysoki rangą dyplomata unijny. "W ogóle nie wiemy, jaką właściwie taktykę przyjęła Grecja", dodał.

Równie pesymistycznie wypowiedział się tuż przed rozpoczęciem rozmów Wolfgang Schäuble. "Wygląda na to, że rząd grecki w ogóle nie zmienił swego wcześniejszego stanowiska", stwierdził.

Do ostatniej chwili przed spotkaniem w Brukseli miano nadzieję, że Grecję zadowolą ustępstwa wobec UE, mające w istocie rzeczy charakter semantyczny. I tak znienawidzoną w Grecji "trojkę", czyli Komisję Europejską, Europejski Bank Centralny i Międzynarodowy Fundusz Walutowy, zastąpiła "instytucja" w tym samym składzie. Innymi słowy, chodziło tylko o zmianę nazwy i o to, aby nie mówić już więcej o "przedłużeniu" programu pomocowego, choć w rzeczywistości zostałby on przedłużony.

Kompromis byłby możliwy, ale...

Premier Cypris chciał, tak przynajmniej wcześniej uważano, wynegocjować nowy program pomocowy, nazywany jednak dla odmiany "porozumieniem pomostowym". Jak donosiła monachijska "Süddeutsche Zeitung", miało być ono oparte na nowych, korzystniejszych dla Grecji warunkach. Jedna z greckich propozycji zakładała utrzymanie ok. 70 procent uzgodnionych wcześniej reform i zastąpienie pozostałych 30 procent nowymi działaniami, które Grecja chciała omówić z Organizacją Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

Karneval 2015 Rosenmontag

A tak widzą grecki problem budowniczowie wozów karnawałowych...

Wierzyciele byli skłonni pójść na pewne ustępstwa. Wiceprzewodniczący KE i komisarz ds. euro i dialogu społecznego Valdis Dombrovskis oświadczył, że w grę wchodziłoby, na przykład, przedłużenie o pół roku programu pomocowego w jego obecnej formie, co zapobiegłoby ogłoszeniu przez Grecję bankructwa w razie fiaska negocjacji. Za takim rozwiązaniem opowiadał się także francuski minister finansów Michel Sapin.

...rozmowy szybko się załamały

W rezultacie nic z tego nie wyszło. Już około godziny 18:00 w niedzielę 16 lutego grecka telewizja poinformowała, że rząd w Atenach zdecydowanie odrzucił propozycje eurogrupy. Dyskusję nad nimi Ateny uznały za "stratę czasu". W rezultacie spotkanie w Brukseli uznano za zamknięte.

Przedłożona przez szefa eurogrupy propozycja zakładała wprowadzenie, jako rozwiązania tymczasowego, półrocznego, "technicznego" przedłużenia programu pomocowego, tak, jak widział to Valdis Dombrovskis. W ten sposób zyskano by czas, w którym Ateny mogłyby "zrealizować od dawna już konieczne reformy, nastawione na zwalczanie korupcji i oszustw podatkowych". Grecja miała ponadto zadeklarować wolę wywiazania się ze swych zobowiązań wobec wierzycieli. Zadłużenie Grecji wynosi obecnie ponad 320 mld euro, co odpowiada ok. 175 procentom greckiego PKB.

Czym to się teraz skończy?

Co to wszystko oznacza dla Niemiec? Ogłoszenie przez Grecję bankructwa kosztowało Niemcy, a w praktyce niemieckich podatników, 80 mld euro, podczas gdy Grexit ani centa, przeciwnie: byłby dla nich wręcz korzystny - twierdzi prezes monachijskiego Instytutu Badań nad Gospodarką Ifo Hans-Werner Sinn. Nie wszyscy eksperci podzielają tę opinię. Skutki ewentualnego opuszczenia przez Grecję strefy euro mogłyby okazać się dużo poważniejsze, gdyby "grecka choroba" rozszerzyła się na inne państwa eurogrupy mające podobne, co Grecja, problemy.

Nie wiadomo w tej chwili, czy po fiasku rozmów w Brukseli Grecy wykorzystają szansę powrotu do stołu rozmów do piątku (20.02). Unijni dyplomaci są zdania, że rokowania nie mają sensu w sytuacji, w której Grecja zajmuje stale nieustępliwą postawę i ogranicza się do wysuwania żądań, nie dając ich adresatom nic w zamian.

(dpa, afp, tagesschau.de) / Andrzej Pawlak