Chińską rewolucję kulturalną popierali też młodzi Tybetańczycy | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 17.05.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Chińską rewolucję kulturalną popierali też młodzi Tybetańczycy

Pięćdziesiąt lat temu czerwona gwardia Mao Zedonga kontynuowała proces wyniszczania Tybetu. Rząd w Pekinie dystansuje się dziś od ekscesów rewolucji kulturalnej, ale nie od panowania w tym regionie.

„Jaki był cel rewolucji kulturalnej? Stworzenie nowej klasy ludzi w nowym społeczeństwie . A duchową jej stronę definiowała zasada: zwalczaj „cztery relikty”, tj. dawną kulturę, dawne zwyczaje, dawne tradycje i sposób myślenia. - Szczególnie radykalnie rewolucja kulturalna obeszła się z Tybetem – regionem z tysiącletnią kulturą, z kulturą religijną mnichów dwójnasób niezrozumiałą dla przeciętnego Chińczyka” – objaśnia sinolog Oskar Weggel w rozmowie z Deutsche Welle zetknięcie się wielkiej proletariackiej rewolucji kulturalnej z Tybetem.

Jednak jeszcze zanim doszło do wybuchu rewolucji kulturalnej latem 1966 r., zanim rekrutująca się spośród uczniów i studentów czerwona gwardia oraz rebelianci z zakładów przemysłowych przejęli administrację w różnych częściach Chin, „zmusili do ustępstw” przełożonych, „potworzyli komuny” i polikwidowali „mieszczańskie czy pogańskie ozdoby”, kultura Tybetu została w ogromnym stopniu zniszczona przez chińskich okupantów.

1959 Lhasa the 14th Dalai Lama escapes to India

Dalai Lama (l.) podczas ucieczki do Indii w 1959 r.

„W okresie po 1959 (po tybetańskim powstaniu i ucieczce z kraju Dalai Lamy, przyp. red.) przemocą zlikwidowano tradycyjne struktury Tybetu” – pisze sinlog Thomas Heberer. „Tybetańska elita i klasztory - filary tamtejszej kultury - zostały bezpowrotnie zrujnowane. Wraz ze zniszczeniem 2650 z 2700 najbardziej znaczących klasztorów zniknęły w Tybecie praktycznie wszystkie ośrodki edukacji, kultury i religii”.

Ograniczona odbudowa

Dzisiaj chiński rząd zniszczenia przypisuje rewolucji kulturalnej, która w opinii sinologa Thomasa Weggela „jest potępiana za perwersyjne wyniszczenie wszystkiego i nie ma prawa się więcej powtórzyć”. Jednak takie opinie przywództwa partii komunistycznej Chin są zwykłym mydleniem oczu, jak przekonuje w rozmowie z DW Tsewang Norbu, uchodźca z Tybetu i założyciel stowarzyszenia Tibet Initiative Deutschland: „Na konferencji prasowej w Lhasie po wizycie kancerza Helmuta Kohla w 1987 r. zastępca szefa rządu Tybetańskiego Regionu Autonomicznego po raz pierwszy oficjalnie wyznał, że w 90 procentach do zniszczeń w Tybecie doszło na długo jeszcze przed rewolucją kulturalną. A sama rewolucja zadała temu regionowi tylko śmiertelny cios. Znalazło to swoje potwierdzenie w polityce odbudowy, której podjął się nowy rząd Chin po zakończeniu rewolucji kulturalnej i którą objęto wyłącznie klasztory zniszczone nie podczas, lecz po rewolucji kulturalnej. Oznaczało to, że tylko nieliczne z nich skorzystały z państwowych dotacji finansowych.

Kloster Samye Tibet 2004

Odbudowany klasztor Samye

Napięcia społeczne

Jak wynika z wywodów Tsewang Norbu, systematyczne wyniszczanie Tybetu było tylko jednym obliczem rewolucji kulturalnej. Innym były dla młodych Tybetańczyków swego rodzaju działania wolnościowe.

„W latach 90-tych spotkałem w Dharamsali (schronienie Dalai Lamy w północnych Indiach oraz siedziba tybetańskiego rządu na uchodźstwie, przyp.red.) kilku Tybetańczyków, którzy byli czerwonogwardzistami. Na jednego z nich zwróciłem szczególną uwagę, bo wyróżniał się elokwencją, podobnie jak wielu przywódców studenckich w 68-ym roku w Niemczech” – opowiada Tsewang Norbu. Od niego aktywista dowiedział się, że tybetańscy czerwonogwardziści mieli podczas rewolucji kulturalnej po raz pierwszy uczucie, że traktowani są przez Chińczyków serio i na równych prawach. Wielu z nich otrzymało przy tym możliwość doskonalenia sztuki przemawiania. Z kolei dla innych wewnątrzpartyjne walki stawały się świetną okazją do celowych ataków na Chińczyków z przeciwnych obozów politycznych. „ Dla Tybetańczyków był to sposób na pozbycie się frustracji z tytułu dyskryminacji i poniżania” – wyjaśnia Tsewang Norbu.

Potwierdza to również sinolog Thomas Weggel. „W skład głównych grup walczących w Tybecie nie wchodziły wyłączenie osoby wywodzące się z centralnych Chin, z Pekinu, Szanghaju lub Chengdu, lecz przede wszystkim rdzenni mieszkańcy tego regionu” – mówi ekspert. Socjalistyczny system wychowania stworzył podstawy dla wspólnej walki studentów z Tybetu i ze środkowych Chin przeciwko kulturze religijnej mnichów.

Według Thomasa Weggela, między społeczeństwem a mnichami dochodziło do napięć i rozdźwięków. Rewolucja Mao usiłowała te przyczyny napięć rozpracować i uwydatnić. „Maoiści twierdzili, że głównymi gnębicielami byli nie cudzoziemcy, lecz rodzime klasztory. Swoje twierdzenia podpierali wystawami, na których przedstawiane były drastyczne metody, jakich używali mnisi. Maoiści liczyli przy tym, że dojdzie do wybuchu wściekłości Tybetańczyków, który ogarnął w rzeczywistości wyłącznie szeregi młodych czerwonogwardzistów” – konstatuje sinolog.

Zachwyt dla Mao na Zachodzie

Deutschland Tsewang Norbu

Tsewang Norbu

Tsewang Norbu wybuch rewolucji kulturowej przeżył jako uczeń na wygnaniu w północnych Indiach i wtedy poznał niewiele szczegółów. Zmieniło się to dopiero w 1969 r., kiedy zaczął studia na uniwersytecie w Delhi. Jak w innych ośrodkach akademickich na świecie panował tam wielki kult Mao.

Podobną sytuację Tsewang Norbu przeżył w 1973 r. w Niemczech. „Wielki zachwyt dla Mao utrzymywał się wciąż na uniwersytecie we Frankfurcie nad Menem. Życie na uniwersytecie dlaTybetańczyka, który miał inny pogląd na Chiny i rewolucję kulturalną nie było wtedy łatwe. Do tego doszła jeszcze fala popularności wietnamskiego komunisty Ho-Chi-Minha, tak, że można było odnieść wrażenie, że niemieccy studenci stracili zupełnie umiejętność krytycznego osądu ślepo gloryfikując zarówno Mao oraz Ho” – wspomina Tybetańczyk.

Szansa na zmianę polityki

Gdy na początku lat 80-tych Tybet otworzył się dla zagranicznych turystów, wielu wcześniejszych zwolenników Mao Zedonga na Zachodzie, po tym jak odwiedzili ten kraj i zapoznali się z sytuacją, zmieniło swoje poglądy. Pod koniec lat 80-tych zainicjowali oni też na świecie ruch solidarności z Tybetem. Jednak w ostatnich latach, gdy Chiny stały się światową potęgą gospodarczą, ruch ten znajduje coraz mniejszy oddźwięk w zachodnich kręgach politycznych. Tsewang Norbu zdaje sobie sprawę, że ostatecznie wszystko zależy od Chin. „Dla pojednania narodów tybetańskiego z chińskim nie wystarczy, że Pekin zdystansuje się do błędnej polityki wobec Tybetu i przypisze ją ekscesom rewolucji kulturalnej. 50 rocznica zapoczątkowania rewolucji kulturalnej nogłaby być świetnym powodem dla Chin, by przemyśleć gruntownie inwazję i okupację Tybetu i zastąpić ją polityką pojednania” – uważa Tsewang Norbu.

Jednak w opinii znawcy Chin Thomasa Weggela tak szybko do tego nie dojdzie. „Tylko wtedy, gdy w Chinach przebije się proces demokratyzacji kraju, mogłoby dojść do poważniejszego potraktowania konstytucji i uwzględnienia prawa Tybetu do autonomii. Wtedy kraj ten zostałby uratowany, jeśli przedtem nie dojdzie do całkowitej sinologizacji i nie zaleje go fala imigrantów” – przekonuje ekspert.

Hans Spross / Alexandra Jarecka

Redakcja poleca