Bundeswehra. Mała armia, wielkie zadania | Niemcy – najnowsze wiadomości z Niemiec, Europy i świata | DW | 03.10.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

START

Bundeswehra. Mała armia, wielkie zadania

W 1990 roku mocarstwa zachodnie obawiały się zjednoczonych Niemiec jako nowej, odrodzonej potęgi militarnej. 25 lat później nikt już się nie boi Bundeswehry, ale wielu jest zaniepokojonych jej słabością.

W 1990 roku najmocniej przed zjednoczeniem Niemiec ostrzegała ówczesna premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Na jej obraz Niemiec złożyły się doświadczenia Brytyjczyków z obu wojen światowych, czemu dała wyraz w tyypowym dla siebie stylu. "Wy, Niemcy, nie chcecie zakotwiczyć Niemiec w Europie, tylko zakotwiczyć resztę Europy w Niemczech", powiedziała w 1993 roku w wywiadzie dla tygodnika "Der Spiegel". "Jeśli Niemcy staną się większe i silniejsze gospodarczo niż Wielka Brytania i Francja razem, to Europa utraci równowagę, podkreśliła z naciskiem "żelazna dama".

Koniec Narodowej Armii Ludowej

Obawy te, podzielane także przez rząd francuski, były oparte na potencjale militarnym obu państw niemieckich. W dniu zjednoczenia Niemiec siły zbrojne RFN liczyły 585 tys. żołnierzy, a Narodowa Armia Ludowa b. NRD miała pod bronią 90 tys. ludzi. Ale jej dni były policzone. Rząd w Bonn nie dowierzał "armii Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec" i nie zamierzał włączyć jej kadr do Bundeswehry. 3 października 1990 roku Narodowa Armia Ludowa została oficjalnie rozwiązana. Tylko mała garstka jej oficerów, podoficerów i żołnierzy mogła pełnić dalej służbę w Bundeswehrze. Dla wschodnioniemieckich generałów, admirałów i starszych stopniem oficerów kariera wojskowa dobiegła końca.

Nowe oblicze Bundeswehry

Zjednoczenie Niemiec zapoczątkowało długotrwały i najeżony licznymi trudnościami proces redukcji Bundeswehry, która dziś liczy tylko 180 tys. żonierzy. W minionych latach Bundeswehra zezłomowała bądź przekazała nowym sojusznikom z państw b. Układu Warszawskiego, w tym Polsce, tysiące czołgów, które w latach zimnej wojny miały stawić opór armii b. ZSRR.

Deutschland US-Verteidigungsminister Ashton Carter in Münster

Bundeswehra pozbyła się wielu czołgów Leopard 2 starszych wersji

Uważano, że nie są potrzebne, bo zjednoczone Niemcy mają teraz wokół siebie tylko przyjaciół. Ograniczone liczebnie siły zbrojne nowej RFN musiały przestawić się na stawienie czoła nowym zadaniom i wyzwaniom. Konfrontacja pomiędzy Wschodem i Zachodem trafiła do lamusa historii. Pojawiły się za to konflikty regionalne, takie jak wojna w Zatoce Perskiej i na Bałkanach.

Nato-Flugplatz in Hohn

Wysłużone samoloty transportowey Transall czekąją na następcę

W tej sytuacji można było jedynie spekulować, kiedy przed Niemcami pojawi się żądanie wzięcia przez nie udziału w operacjach militarnych "out of area", czyli poza granicami państw członkowskich NATO. Zgodnie z konstytucją zadaniem Bundeswehry jest obrona Niemiec przed agresją. Jej udział w misjach zagranicznych wymagał zatem zmian w prawodawstwie i wywołał ożywioną i naładowaną emocjami dyskusję polityczną, którą zakończył wyrok Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z 1994 roku. Sąd orzekł, że żołnierze Bundeswehry mogą uczestniczyć w operacjach za granicą pod warunkiem, że doszło do nich w ramach takich organizacji międzynarodowych jak ONZ czy NATO, a zgodę na to wyraził Bundestag. W ten oto sposób Bundeswehra mogła w ciągu minionych 25 lat uczestniczyć w misjach na Bałkanach, Afryce i Afganistanie.

Oczekiwania i życzenia sojuszników

Sojusznicy mają trudności ze zrozumieniem dlaczego silne gospodarczo Niemcy pod względem militarnym często wolą stanąć skromnie w drugim szeregu. "Mniej obawiam się dziś potęgi Niemiec niż ich bezczynności", powiedział w 2011 roku b. polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. Miał na myśli bierną postawę Niemiec w obliczu nowych zagrożeń, których wyrazem stał się wkrótce kryzys ukraiński. Państwa wschodnioeuropejskie są głęboko zaniepokojone agresywną polityką Rosji i życzą sobie silnej armii niemieckiej, która nie boi się wzięcia na siebie odpowiedzialniości za obronę sojuszników z NATO.

Francja z kolei życzy sobie większego zaangażowania Bundeswehry w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Francja, twierdzi Hans Stark, politolog z Sorbony, nie boi się Niemiec, bo jej armia jest dziś silniejsza niż niemiecka, ale uważa, że Niemcy powinny brać udział także w operacjach lądowych, a nie ograniczać się do ich logistycznego i medycznego zabezpieczania. Niemcy są potęgą gospodarczą, podkreśla Stark, ale w polityce bezpieczeństwa i polityce obronnej grają stale drugie skrzypce, co "budzi rozczarowanie" w Paryżu. "Z francuskiego punktu widzenia Niemcy nie robią wystarczająco dużo ani w NATO, ani w UE, czego należałoby się po nich spodziewać", podkreśla Stark.

Nieśmiałość czy wyrachowanie?

A jak niemiecką politykę bezpieczeństwa w 25 lat po zjednoczeniu kraju postrzega największy i najważniejszy sojusznik RFN - USA? W Waszyngtonie często chwali się dokonania Bundeswehry, która w ciągu minionego ćwierćwiecza przeszła długą drogę od armii obronnej do armii operacyjnej. Z drugiej strony USA stawiają na niemieckie przywództwo - "leadership" - w Europie.

Deutschland US-Verteidigungsminister Ashton Carter in Münster

Sekretarz obrony USA Ashton Carter w Monastyrze (Münster)

To jednak kosztuje. Państwo silne i cieszące się poważaniem w świecie, to państwo silne także militarnie. Podczas wizyty w Berlinie w czerwcu tego roku nowy sekretarz obrony USA Ashton Carter zwrócił uwagę, że Niemcy wciąż dużo jeszcze dzieli od uznanego za właściwy wskaźnika wydatków na obronę. Zamiast postulowanych w NATO 2 procent PKB Niemcy wydają na armię tylko 1,2 procent PKB. To dziwi, zwłaszcza, że Bundeswehra ma spore zaniedbania: przestarzałe samoloty transportowe, wymagające częstych napraw śmigłowce i niecelne karabiny. Skąd zatem ta opieszałość w zwiększeniu wydatków na wojsko? A może to nie opieszałość tylko wyrachowanie? Tak czy siak, USA są zdania, że nie tak powinien wyglądać "burden sharing", czyli "podział obciążeń".

Nie wolno stać na uboczu

Rosnąca liczba kryzysów międzynarodowych i rosnące oczekiwania sojuszników zmusiły Niemców do przemyślenia na nowo ich roli na świecie. Trzymanie się na uboczu wydarzeń przestało być zadowalającą opcją na później po ostrej i gniewnej reakcji partnerów Niemiec po ich wstrzymaniu się od głosu w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w 2011 roku na posiedzeniu, na którym zadecydowano o interwencji militarnej w Libii.

Od tego czasu rząd w Berlinie nie raz dowiódł, że nie zamierza się izolować ani pozostawać biernym tam, gdzie dzieje się coś ważnego. Świadczy o tym wymownie postawa Niemiec wobec kryzysu na Ukrainie. W 25 lat po zjednoczeniu kraju Niemcy wiedzą, jak powinna wyglądać ich polityka zagraniczna, ale wciąż mają kłopoty z określeniem w niej miejsca dla Bundeswehry.

Nina Werkhäuser / Andrzej Pawlak