1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Berlin. "Smoleńsk" po raz drugi

Podczas gdy w berlińskich kinach światowa kinematografia walczy o „Niedźwiedzie”, w kinie „Babylon” goście Ambasady RP w Niemczech mogli obejrzeć w piątek (10.02.2017) „Smoleńsk” Antoniego Krauzego.

Ambasador RP w Niemczech prof. Andrzej Przyłębski jest usatysfakcjonowany. – Tym, że doszło do tego pokazu, spokojem i dyskusją – powiedział Deutsche Welle.

Wbrew pierwotnym założeniom prezentacja filmu zorganizowana przez Ambasadę RP nie była premierą. O tę postarał się w styczniu br. satyryczno-dadaistyczny Klub Polskich Nieudaczników. Był to, jak stwierdził prof. Przyłębski „dość osobliwy pokaz”, który służył raczej ośmieszeniu filmu, dlatego postanowił odczekać i ponowić swoje starania. Tym razem z powodzeniem. Studyjne kino „Babylon”, które wynajęli też "Nieudacznicy", nie widziało problemu w ponownym pokazie filmu. „Smoleńsk” zmieścił się między pokazem sekcji filmów niezależnych Berlinale, a cyklem filmów dokumentalnych reżyserów z b. NRD.

Inną postawę przyjęły „Delphi” i „Cubix”, które w grudniu 2016, już po zawarciu umowy na pokaz „Smoleńska”, nagle się z niej wycofały. „Ze względów bezpieczeństwa” – argumentowały. Podobnie wyjaśniały odmowę dwa inne, mniejsze kina. – Ktoś na nie wpłynął – uważa prof. Przyłębski.

Tłumu nie było

Na zaproszenie odpowiedziało około 240 osób, sala mieści 500, nie była więc przepełniona. Mniej więcej połowę widowni stanowili Polacy, połowę Niemcy. Było też kilku przedstawicieli placówek dyplomatycznych, także spoza Europy. Nie było kpin, gwizdów. Jeżeli film wzbudził emocje, nikt ich nie okazywał. Może poza jednym wyjątkiem:

Głos z sali: Dlaczego Rosja miałaby być zainteresowana zamachem?

Głos z sali: Z tego samego powodu jak w Katyniu.

– Trochę się obawiałem, że może dojść do jakiejś awantury, ale najwyraźniej zwolennicy KOD-u i PiS wolą się nie spotykać pod jednym dachem – podsumował jeden z widzów, Robert.

Russland Flugzeugabsturz von Smolensk - Lech Kaczynski getötet (picture-alliance/dpa/S. Chirikov)

10 kwietnia 2010 w katastrofie tupolewa lecącego do Smoleńska zginęła polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim i członkowie załogi

Film miał pokazać m.in. właśnie tę głęboką przepaść, jaka dzieli dziś Polaków, także ze względu na różne interpretacje katastrofy smoleńskiej. W pełni mu się to nie powiodło. Tak jak zresztą wiele innych wątków. Wątpliwości nie pozostawia tylko przesłanie filmu. – Zrozumiałem je, oczywiście. Ale nie sądzę, żebym miał się jeszcze doczekać, że ta sprawa zostanie wyjaśniona. Nie za mojego życia – stwierdził berlińczyk Andreas. Zaraz jednak dodał, że na pewno odbiera tragedię smoleńską inaczej niż Polacy: – Jestem Niemcem, nikogo nie utraciłem w tej katastrofie, nie mam też w sobie tej dumy narodowej Polaków.

– Przesłanie filmu było jasno sformułowane – porównanie ofiar tej katastrofy z polskimi oficerami i kwiatem polskiej inteligencji zamordowanymi w Katyniu. A jaka jest prawda? Może nasze dzieci się dowiedzą. Królowa angielska także dalej nie otwiera archiwów i ciągle nie wiemy, co zdarzyło się naprawdę z Sikorskim. To jest duża polityka, my mali ludzie – skonstatowała partnerka Andreasa Małgorzata.

Polonia mogłaby dużo zrobić

Żadnych wątpliwości co do tego, czym była katastrofa smoleńska, nie ma publicysta Bronisław Wildstein zaproszony do Berlina na dyskusję z widzami. Zapraszając go ambasador Przyłębski, jak przyznał, myślał właściwie, że będzie mowa o filmie jako o medium. Tyle, że akurat ten aspekt się nie pojawił. Zgromadzona na sali, stopniowo topniejąca widownia wysłuchała półtoragodzinnej rozmowy z Wildsteinem na temat tzw. konferencji smoleńskich obalających hipotezę MAK/Millera („nie jest zgodna z podstawowymi prawami fizyki”), na temat niuansów technicznych wspierających teorię zamachu. W gruncie rzeczy była to druga dawka tez, na których oparł swój film Krauze. Wildstein mówił także na temat stosunków polsko-niemieckich po zmianie rządu w Polsce: „Nowe władza PiS nie cieszyła się szczególną sympatią ze strony rządów państw zachodnich, w przeciwieństwie do rządu Donalda Tuska, który ciągle jeszcze jest pieszczochem pani kanclerz”. Polski publicysta, były prezes TVP, przyznał wprawdzie, że stosunki między Warszawą a Berlinem powoli się normują, ale „czy to się przełoży na pomoc ze strony Niemców?” – pytał retorycznie.

W wyjaśnieniu prawdziwych przyczyn katastrofy smoleńskiej mogłaby natomiast pomóc Polonia. – W Niemczech jest tylu Polaków, że gdyby chcieli, mogliby się domagać, żeby nie podawano fałszywych informacji na temat Smoleńska. Tego typu działania Polonii w Niemczech mogłyby przynieść jakieś rezultaty – uważa Wildstein.

– Obejrzeliśmy film, wystarczy. Film jest dobrze zrobiony, ale powinno się zapomnieć o tych wszystkich teoriach. Ludzie, którzy mają wątpliwości, będą je mieli nadal, bo każdy chce przekonać do swojej wersji prawdy. Z politycznego punktu widzenia ta sprawa jest trudna – powiedzieli w rozmowie z Deutsche Welle Aleksandra i Gregor. Oboje opuścili salę w trakcie rozmowy z Wildsteinem.

Elżbieta Stasik