Berlin oczami bezdomnego | Społeczeństwo | DW | 21.08.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Berlin oczami bezdomnego

Klaus Seilwinder był przez osiem lat bezdomny. Dziś pokazuje turystom Berlin. Dla niego to emocjonalna podróż w przeszłość.

Berlin Obdachlosen-Stadtführung Klaus Seilwinder

Klas Seilwinder

Centrum Berlina, Niederwallstrasse – to nietypowe miejsce turystyczne, po którym nie błądzi się z planem miasta w ręku w poszukiwaniu Bramy Brandenburskiej czy wieży telewizyjnej. To mały park z placem zabaw i fontanną. – Od 2002 do 2010 roku mieszkałem w tym parku – opowiada 59-letni Klaus Seilwinder.

Dziś znowu tam jest. Sześć razy w miesiącu pokazuje turystom „swój Berlin”, miejsca które przypominają mu najważniejsze chwile z jego życia. Miejsca, które dla osób „z zewnątrz” na pierwszy rzut oka są niewidoczne. Jak chociażby ten park, celowo przez niego wybrany. – Mam tu dosyć znanego sąsiada po drugej stronie – mówi, wskazując na budynek Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Berlin Obdachlosen-Stadtführung Klaus Seilwinder

Klaus Seilwinder z grupą turystów, którym pokazuje swój Berlin

Poważne twarze

- Park jest kontrolowany dniem i nocą przez policję – mówi Seilwinder. Właściwie to policjanci i bezdomni nie darzą się sympatią, ale pomyślałem sobie, że jeśli ktoś na mnie napadnie, to przynajmniej policja mi pomoże – dodaje.

W czasie, kiedy Seilwinder był bezdomny, między nim i policją nie dochodziło do większych zgrzytów. – W zimne noce przynosili mi kawę, żebym mógł się rozgrzać – mówi uśmiechając się. Turystom, których oprowadza dziś po Berlinie, opowiada o swoim życiu. Do 2002 pracował przy zbiorach tytoniu w Brandenburgii. – Mogłem to robić, aż się zestarzeję, ale jestem alkoholikiem. A ci mają w zwyczaju, że zamiast rozwiązywać życiowe problemy, wolą pić na umór – zwierza się.

Podobnie było w jego przypadku. Klaus, po kłótni ze swym rolnikiem i pracodawcą, topił smutki w alkoholu. – Upiłem się, spakowałem wszystkie rzeczy i wrzuciłem klucz do skrzynki na listy – wspomina. Pojechał do Berlina na Dworzec Zoo, gdzie spotkał grupę ulicznych pijaków. Zaczął żyć na ulicy.

Zadbać o posiłek

Seilwinder zatrzymuje się w małej uliczce obok śmietnika i zagląda do niego. Bez skutku. – To moje najważniejsze narzędzie pracy – mówi, wskazując na latarkę. Może w kuble na śmieci uda się znaleźć coś przydatnego? – To była moja podstawa finansowa – wyjaśnia. Za kaucję z pierwszych ośmiu znalezionych butelek kupował sobie parę bułek, a potem alkohol i papierosy. – Żyłem zgodnie z zasadą: najpierw żołądek, potem wątroba, a na koniec płuca – mówi. Uśmiech powoli znika z jego twarzy, a głos cichnie. – Gdybym się skupił na wątrobie, dotarłbym pewnie do punktu, w którym jesteś na dnie i przestajesz zważać na siebie. Po prostu żyjesz z dnia na dzień. Na szczęście przetrwałem, bo nie wytrzymałbym długo na ulicy – kończy.

Oprowadzenie po mieście to dla niego rodzaj terapii, podczas której pracuje nad sobą. – Przypominam sobie jak wtedy było i nie chcę, żeby to się powtórzyło – życie na ulicy i codzienne picie – stwierdza. Teraz stąpa twardo po ziemi. Cztery lata temu przeszedł kurację odwykową. Od tego czasu nie pije.

Berlin Obdachlosen-Stadtführung Klaus Seilwinder

W koszu na śmieci można czasem znaleźć coś ciekawego

Łaskawsze spojrzenie na bezdomnych

Dalej idziemy na Plac Żandarmerii. Publiczny szalet w tym miejscu służył mu kiedyś za łazienkę. Klaus Seilwinder wyróżnia się na tle uzbrojonych w aparaty fotograficzne turystów i biznesmenów: przydługie włosy, głębokie zmarszczki, zmęczony wyraz twarzy. Jego wspomnienia związane z tym miejscem są pozytywne. Kiedyś podczas szukania butelek znalazł telefon komórkowy. Właścicielka dała mu w nagrodę 450 euro. – Może miała w nim jakieś tajne numery? – żartuje.

Po dwóch i pół godzinach Klaus Seilwinder dociera z grupą turystów do Checkpoint Charlie. To koniec wspólnego zwiedzania miasta z byłym bezdomnym. – Zachowam je w pamięci – mówi jedna z uczestniczek wycieczki Julia Schnoor. – Bezdomność przybrała teraz dla mnie konkretne oblicze i historię – dodaje.

Seilwinder ma nadzieję, że ci, których oprowadził po Berlinie, zaczną patrzeć na bezdomnych innymi oczami i będą ich przynajmniej dostrzegać na ulicy. – Ostrzegam młodzież przed alkoholem – mówi ten nietypowy przewodnik. A potem szybkimi krokami podąża w kierunku przystanku autobusu. Jedzie do domu.

Daniel Pelz / Rebecca Brasse