1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Badacz Turcji: Informacje o Turcji nie zawsze są obiektywne

Stosunki niemiecko-tureckie są w opłakanym stanie. Wiedzę o Turcji, Erdoganie, PKK, czerpie się w Niemczech głównie z mediów - krytykuje Caner Aver w rozmowie z Deutsche Welle.

 

DW: Turcja jest krajem problematycznym, Erdogan to autokrata, a Kurdowie są zagłuszani. Czy tak właśnie wygląda obraz Turcji w niemieckich mediach?

Caner Aver: Duża część niemieckich mediów koncentruje się na deficytach. Jest to wprawdzie z grubsza uzasadnione, ale powoduje, że często się nie różnicuje. Dlaczego? Bo rzadko kiedy zagląda się za kulisy. Przede wszystkim brakuje pogłębionego spojrzenia na politykę wewnętrzną. 

DW: A jakie polityczne i społeczne tematy są w niemieckich mediach opracowywane kompetentnie i w zróżnicowany sposób?

CA: Tylko nieliczne niemieckie media informują o rzeczywistej roli partii PKK, którą zarówno w Niemczech, jak i w Europie zakwalifikowano do grona organizacji terrorystycznych. Nie tylko więc mieszkający w Niemczech Turcy czy popierający oficjalny kurs tureckiej polityki nazywają PKK organizacją terrorystyczną. Są natomiast media, szczególnie prasa, które nie omijają tego aspektu i relacjonują obiektywnie.

Innym przykładem jest fakt, że nie wszyscy żyjący w Niemczech Turcy są zwolennikami AKP. W Turcji nie brakuje działań opozycyjnych, tak samo jak wśród Turków mieszkających za granicą. W Niemczech nie zawsze jest to w mediach obiektywnie przedstawiane. O wiele bardziej rzeczowo przedstawia się Turcję na Bliskim Wschodzie w kontekście Syrii czy Iraku.

Caner Aver vom Zentrum für Türkeistudien in Essen (Privat)

Caner Aver: Stosunki niemiecko-tureckie "poniosły szkodę"

W tym przypadku można mówić o obiektywnym informowaniu, takim, które sięga dalej niż czubek własnego nosa. Ale w zasadzie, relacje bardzo silnie podlegają mainstreamowi, który kieruje się problemami i hasłami. Mam na myśli to, że Turcja od dawna jest już autokracją, jeśli nie dyktaturą i że dryfuje itd.

DW: Rzadko kiedy niemieckie media tak obszernie i tak krytycznie informowały wcześniej o Turcji. Czy to szkodzi niemiecko-tureckim relacjom?

CA: Już zaszkodziło. Na niemiecko-tureckich relacjach ciąży decyzja z 2005 roku. Myślę o odrzuceniu wniosku o przystąpienie do UE przez Sarkozy'ego we Francji i Merkel w Niemczech.

Stosunki te powoli ulegały pogorszeniu. Ze względu na wydarzenia w samej Turcji jak np. działania wobec demonstrujących, a teraz setki tysięcy zwolnień w Turcji, znalazły się one w punkcie krytycznym. Relacje gospodarcze nadal są dobre, ale sporo w nich braku zaufania. To negatywnie wpływa na część społeczności tureckiej mieszkającej w Niemczech.

DW: Kiedy w Niemczech pojawiają się politycy AFP, na ekranach telewizorów widzimy kobiety w chustach na głowie i mężczyzn trzymających w rękach flagi z półksiężycem. Jak można, z socjologicznego punktu widzenia, scharakteryzować żyjących w Niemczech Turków? „Prości ludzie”, co często brzmi wyniośle?

CA: Nie, na podstawie poziomu wykształcenia zwolenników Erdogana, nie można tego tak powiedzieć, tym bardziej, że są wśród nich często wykształcone osoby drugiego i trzeciego pokolenia w Niemczech, którym Erdogan albo AKP są bliskie. To na nich oddają głos. Są to raczej ludzie, u których można zauważyć braki, jeśli chodzi o poczucie tożsamości czy w poziomie integracji z niemieckim społeczeństwem. Z różnych powodów nie zadomowili się w Niemczech.

Szczególnie w środowiskach konserwatywno-religijnych coraz częściej ludzie muszą tłumaczyć się ze swojej religijności. Dyskusja dotycząca roli islamu, jego strukturalnej roli w Niemczech, wyzwala u części osób tendencje zbliżające ich w stronę Turcji. Pomimo dobrych rezultatów, jeśli chodzi o integrację, nie czują się w Niemczech, jak w domu. Jeżeli spojrzymy na fakty, widać, że tylko 10 procent mieszkających w Niemczech Turków głosuje na AKP. Mniej więcej połowa z nich ma niemieckie obywatelstwo i nie może głosować w Turcji. Ale również wśród obywateli Turcji, którzy byli w Niemczech wśród 1, 4 milionów uprawnionych do głosowania, w ostatnim głosowaniu wzięło udział tylko 40 procent osób, z czego 60 procent wybrało Erdogana.

Oznacza to, że po pierwsze nie jest to większość, a mniejszość, a po drugie są to ci ludzie, dla których Niemcy nie stały się ojczyzną w sensie uczuciowym. Ludzie, na których polityka Erdogana miała silny wpływ ze względu na kształtowanie ich tożsamości tak, aby zaoferować im ojczyznę w sensie uczuciowym.

DW: Czy problem tożsamości żyjących w Niemczech Turków jest przez niemieckie media dobrze relacjonowany?

Nie, nie wystarczająco. Trzeba poruszać nowe aspekty kwestii związanych z narodowościami, które można określić „myślnikowymi”. Trzeba uznać to za normalność. Ludzie, którzy żyją w kontekście migracyjnym mają w sercu dwie ojczyzny. Kierowane do imigrantów żądanie, by zdecydowali się na jeden kraj jest i zawsze będzie problemem. W czasach globalizacji i wśród społeczeństw naznaczonych migracją takie jednowymiarowe ukierunkowanie i tożsamość nie są już możliwe – o wiele za mało mówi się o tym w mediach czy podczas publicznych debat.

DW: Czy można zatem zaryzykować stwierdzenie, że niemieckie media są tylko do pewnego stopnia kompetentne, jeśli chodzi o analizę tych problemów?

CA: Można tak powiedzieć.  Pozostaje jeszcze wiele do zrobienia.

Rozmawiał Volker Wagener/ tłum. Magdalena Gwóźdź

 

*Caner Aver jest pracownikiem naukowym Centrum Studiów Tureckich w Essen