Autor wystawy „Historie dialogu”: Te zarzuty to bolesny absurd | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 04.07.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Autor wystawy „Historie dialogu”: Te zarzuty to bolesny absurd

Krytyka wystawy "Historie dialogu", prezentowanej z okazji 25-lecia podpisania polsko-niemieckiego Traktatu dobrosąsiedzkiego w Bundestagu, jest niesprawiedliwa - mówi jej współautor Kazimierz Wóycicki*.

Polen und Deutsche – Geschichten eines Dialogs

Fragment wystawy "Polacy i Niemcy. Historie dialogu" w Bundestagu

DW: Według „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, wiceminister odpowiedzialny za mniejszości narodowe w Niemczech, Hartmut Koschyk, wytyka, że sposób prezentacji przełomu politycznego w ramach wystawy „Polacy i Niemcy. Historie dialogu", której jest Pan współautorem, jest "nie do pogodzenia z naukowymi kryteriami, ponieważ w tło została zepchnięta rola związku zawodowego Solidarność. A dokładnie przemilczany został jej ówczesny odważny przywódca Lech Wałęsa". Dla Koschyka jest to „całkowicie niepojęte, tym bardziej, że późniejszy laureat nagrody Nobla w 1992 roku odwiedził Niemcy i odegrał wybitną rolę w dialogu zjednoczonych Niemiec z Polską”. Jak podchodzi Pan do tej krytyki?

Kazimierz Wóycicki*: Myślę, że pan Hartmut Koschyk, którego znam i cenię, wystawę widział z opóźnieniem i sugerował się pospiesznymi komentarzami pewnego polskiego niemcoznawcy, który wystawy nie widział. Wystawa jest poświęcona drodze do pojednania i zasadniczy okres, o który tu chodzi, to są lata do 1989 roku. Wystawa zajmuje się i akcentuje rolę postaci, które panu Koschykowi są też na pewno dobrze znane i które szanuje. Są to Tadeusz Mazowiecki, Bronisław Geremek czy też działacze Akcji Pokuty. A reszta wystawy, niewielka jej część, związana jest z obchodami obecnej rocznicy traktatu. I tam jest pani Merkel i pani Szydło, a także pani Kopacz.

Tematem wystawy jest droga do pojednania, czyli to, co działo w latach 80. i co umożliwiło mszę pojednania w Krzyżowej. Wałęsa, przy wszystkich jego ogromnych, historycznych i niepodważalnych zasługach, nie był osobą, która w tych latach – z natury rzeczy, ponieważ był związkowcem i zajmował się polityką wewnętrzną – brała udział w polsko-niemieckim pojednaniu. Przeżywam to jako bolesny absurd, że mnie, który był sekretarzem Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie, można postawić taki zarzut.

Ale jest jeszcze inny zarzut, który pojawia się w tym artykule. Zdaniem jego autora, kolejnym mankamentem tej wystawy jest jakoby niewskazanie na fakt, że Solidarność już w momencie powstania jasno opowiedziała się za polepszeniem sytuacji mniejszości narodowych w Polsce, oczywiście z wyraźnym wskazaniem na mniejszość niemiecką, której istnieniu zaprzeczał ówczesny komunistyczny rząd. Co by Pan odpowiedział na ten zarzut?

Myślę, że on jest całkowicie wyssany z palca skoro mówimy o polsko-niemieckim pojednaniu. Zmieniono stosunek do niemieckiej mniejszości w Polsce i jej uznanie było skutkiem tego pojednania. Jak działacz opozycji uczestniczyłem w tych wysiłkach. Ta wystawa nie jest o wszystkim, tylko jest o ludziach, którzy mieli odwagę po obu stronach przełamywać schematy. Schematy wrogości, niechęci, koncentrowania się wyłącznie na przeszłości. To są ludzie, którzy doprowadzili do tego, że to pojednanie było możliwe. Ta wystawa jest właściwie prezentacją dużej wystawy, która jest pokazywana w Krzyżowej, miejscu symbolicznym dla polsko – niemieckiego pojednania, gdzie w szerszej prezentacji występuje Wałęsa i wszystkie te zagadnienia oczywiście są też pokazane. Wystawa w Bundestagu jest pewnym skrótem. Była ona też pokazywana w polskim Sejmie i otwierana była przez marszałka Sejmu panią Elżbietę Radziszewską z PO, osobę, którą nie sposób podejrzewać o jakąkolwiek niechęć do Lecha Wałęsy.

Woycicki Kazimierz

Kazimierz Wóycicki broni się przed zarzutami wysuwanymi przez niemiecką prasę

Inny z kolei autor artykułu, który ukazał się w "Die Welt", cytuje przedstawicieli niemieckiej mniejszości w Polsce, którzy zdziwili się tym, co widnieje na jednej małej tabliczce. Jest tam napis: „Mimo wypełnienia części zobowiązań to uzgodnienie Traktatu nie jest jeszcze w pełni wdrożone przez niemiecki rząd. Uzgodnienia te zostały w pełni wdrożone przez Polskę”. Co pan odpowie na ten punkt krytyki?

Treść tej wystawy została uzgodnione ze stroną niemiecką, zresztą trudno sobie wyobrazić, aby było inaczej. Jeśli to zdanie budzi zastrzeżenie, to jest to asumpt do dyskusji. Myślę, że autor „Die Welt” ma mało zrozumienia dla procesu pojednania, skoro kończy ten artykuł tym, że nie ma tam nic o wojnie i o ofiarach polskich podczas wojny i ofiarach wypędzeń. Myślę, że to jego wyobrażenie polega na tym, że on żyje jeszcze w dawnej epoce, kiedy musieliśmy mówić nieustannie o przeszłości, natomiast nie zauważa wagi procesów pojednania. To pojednanie skierowane jest ku przyszłości i zostało przygotowane w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, dzięki odwadze tych, którzy umieli przełamać schemat wrogości.

Obaj ci publicyści – w „Die Welt” i w "FAZ"zgodni są co do tego, że mankamentem tej wystawy jest to, że nie przygotowano jej w duchu dialogu, ale jednostronnie. Jak pan podchodzi do tego zarzutu?

Ten zarzut obala się sam, skoro wystawa jest pokazywana w Bundestagu. Nikt nie ma wstępu do budynku Bundestagu bez rozmów i – że tak powiem – dwustronności. Myślę, że bardzo niedobrze się stało, że te ważna uroczystość w Bundestagu, związaną z rocznicą podpisania Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy, tak potraktowano, zamiast podkreślić jej wagę, w czasie wielu trudności w stosunkach polsko – niemieckich w ostatnim okresie.

Wystawa mówi o tym co w stosunkach polsko niemieckich najlepsze – o wysiłku wzajemnego zrozumienia i to trzeba doceniać i podkreślać.

Rozmawiał Bartosz Dudek

*dr Kazimierz Wóycicki (ur. 1949) – publicysta, dziennikarz, dyplomata i historyk. W PRL działacz opozycji demokratycznej. Obecnie wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i dyrektor Akademii Europejskiej w Krzyżowej.