Analityk ds. islamu: „Niebezpieczni i wymykający się spod kontroli” [WYWIAD] | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 17.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Analityk ds. islamu: „Niebezpieczni i wymykający się spod kontroli” [WYWIAD]

Dżihadyści z Europy zaprawiają się w walce u boku PI. Marwan Abou-Taam, analityk ds. islamu w policji, tłumaczy, dlaczego powracający z Syrii bojownicy są dla służb bezpieczeństwa nierozwiązywalnym problemem.

Deutsche Welle: Na ile groźni są dżihadyści powracający do Niemiec i innych krajów europejskich z walk w Syrii czy Iraku?

Marwan Abou-Taam: Problem z osobami powracającymi jest w pierwszej kolejności taki, że do ich zradykalizowania doszło już zanim wyruszyli na wojnę. Jestem przekonany, że część osób, które tam były, jest rozczarowana lub wręcz odwraca się od idei dżihadu. Inną grupę uważam za groźną, bo mamy do czynienia z osobami, które znienawidziły zachodni styl życia, zanim wyjechały z kraju i otarły się o śmierć – to znaczy, widziały jak inni zabijają i same zabijały. Ludzie ci są nie tylko zradykalizowani z przyczyn, które wymieniłem, ale na dodatek mają traumatyczne doświadczenia i są obeznani z użyciem broni. Nawet, jeśli nie mają polecenia, by w Europie przeprowadzać zamachy, są niebezpieczni, ponieważ nie da się ich kontrolować. I jeszcze jest trzeci krąg osób przyjeżdżających prawdopodobnie do Europy z konkretnymi zadaniami i z zamiarem rozpowszechniania w zachodnich społeczeństwach idei dżihadu. Osoby te są szczególnie groźne, ponieważ to one planują akty przemocy.

Anti-Terror-Einsatz in Belgien

Obława antyterrorystyczna w Belgii

Czy służby bezpieczeństwa są w stanie sobie z tym poradzić?

Mamy dość nieprzewidywalną sytuację, ponieważ jest spora grupa osób, o której służby bezpieczeństwa absolutnie nie wiedzą, że wyjechały i walczą na Bliskim Wschodzie. Ta czwarta, niewidoczna grupa, może prowadzić niezauważenie działalność. To jest ewidentne ryzyko dla tutejszego społeczeństwa.

Niemiecki kontrwywiad naliczył 450 dżihadystów, którzy wyjechali z Niemiec do Syrii. Jak duża może być grupa dżihadystów, którzy są niewidoczni?

Ta grupa, o której nic nie wiemy, jest prawdopodobnie większa niż znana nam grupa osób wyjeżdżających.

Problem wyjazdu do Syrii – chociażby w porównaniu z Afganistanem – jest taki, że wyjechać do Syrii jest względnie łatwo. Do Turcji z Niemiec można polecieć niezauważonym, bo jeździ tam bardzo wiele osób. Nie można skontrolować, kto spędza tam urlop, a kto udaje się na pogranicze.

Czy rzeczywiście zdarzyło się, że dżihadyści wracali z konkretnymi zadaniami?

Wiemy o zamachowcach na Muzeum Żydowskie w Brukseli. Francuski zamachowiec był w Syrii nie jakimś tam zwykłym bojownikiem, lecz zgodnie z zeznaniami świadków, uczestniczył w uprowadzeniach francuskich obywateli. A to znaczy, że celowo działał na szkodą interesów Francji. Można założyć, że bojownicy wrócą do Europy z zamiarem dokonania zamachu. W Niemczech mieliśmy tzw. grupę sauerlandzką, której członkowie udali się do Afganistanu, gdzie brali udział w dżihadzie i tam zlecono im, aby powrócili do swego kraju i jeśli to możliwe, dokonali zamachu. Jest bardzo dużo przykładów zleceń, jakie bojownicy powracający do domu otrzymują od Państwa Islamskiego (PI).

Czy to może przybrać na sile, jeśli ugrupowanie terrorystyczne Państwo Islamskie znajdzie się w Syrii i Iraku pod presją?

Powiedziałbym wręcz, że możliwa jest strategia PI wysyłania tutaj bojowników w celu dokonywania zamachów. Należy sobie uświadomić jakościową różnicę między Al-Kaidą a PI: Bojownicy Al-Kaidy byli w pierwszej kolejności Arabami z rejonu Zatoki Perskiej i w większości nie mieli europejskiego obywatelstwa. Z zamachowców z 11 września 2001 prawie nikt nie miał paszportu europejskiego kraju. W przeciwieństwie do nich, w przypadku osób wyjeżdżających do Syrii mamy do czynienia albo z autochtonicznymi mieszkańcami Europy, albo Europejczykami o cudzoziemskich korzeniach z europejskim obywatelstwem, czyli Francuzami lub Niemcami. Ich powrót do zachodniego społeczeństwa nie stanowi żadnego problemu – tym bardziej, że fakt wyjazdu tych osób nie jest odnotowywany – i mogą one wykonać zadania terrorystyczne w społeczeństwach zachodnich.

Infografik Ausländische IS-Kämpfer

Z tych krajów arabskich rekrutują sią bojownicy oddziałów PI: Najwięcej z Tunezji i Arabii Saudyjskiej

Czy udział państw zachodnich w walce przeciwko Państwu Islamskiemu zwiększa ryzyko zamachów w Europie?

Sądzę, że krótkofalowo może tak być, że zaangażowanie Europy i świata zachodniego w Iraku i Syrii może zwiększyć zagrożenie terroryzmem. Z drugiej strony należy powiedzieć, że przecież logika Al-Kaidy i jej odłamów PI i Frontu Al-Nusra tak czy owak przewidywała dokonywanie zamachów wszędzie, gdzie to możliwe. Zagrożenie przybrało na sile, ale przecież już zawsze było.

Czy może dojść do fali powrotów, jeśli zmieniłaby się sytuacja PI?

Na przykładzie Afganistanu obserwowaliśmy takie powroty, ale tam mieliśmy najczęściej do czynienia z najemnikami, którzy jeżdżą walczyć w różne regiony konfliktów na świecie. Trudno jest przewidzieć, czy działania Zachodu kompletnie zdławią PI, ale jest to mało prawdopodobne. Amerykanie mówią, że potrzebne są trzy lata na osłabienie PI. Nie sądzę, żeby ruszyła taka fala powrotów.

Rozmawiała Dennis Stute / tł. Barbara Cöllen

*Marwan Abou-Taam jest analitykiem w Krajowej Policji Śledczej (LKA) Nadrenii- Palatynatu w sekcji „Politycznie umotywowana przestępczość. Doktoryzował się jako politolog i znawca islamu z tematu islamskiego terroryzmu.