1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Alianci zostawili po sobie w Niemczech 200 tys. dzieci

Nie miały ojców i były wytykane palcami. Po wojnie w Niemczech przyszło na świat co najmniej 200 tys. dzieci, których biologicznymi ojcami byli żołnierze alianckich wojsk.

Symbolbild - Kinder nach dem zweiten Weltkrieg

Nie wszystkie dzieci znały swoich ojców

Nie miały ojców i były wytykane palcami. Po wojnie w Niemczech przyszło na świat co najmniej 200 tys. dzieci, których biologicznymi ojcami byli żołnierze alianckich wojsk. Winfried Behlau z Delmenhorst jest jednym z nich. Dopiero dziś otwarcie mówi o tym, że jego matka została zgwałcona.

Winfried Behlau miał 13 lat, kiedy mama mu lakonicznie zakomunikowała, że jest "ruskim dzieckiem". Potem już nigdy nie wspominała ani słowem o tym, co wydarzyło się latem 1945 r. w ziemiańskiej posiadłości jej rodziców w Ottendorfie w Prusach Wschodnich. Dopiero po kilkudziesięciu latach Behlau zapytał swoją ciotkę, czy wie coś o tym, czyim jest dzieckiem.

- Opowiedziała mi, że rosyjscy żołnierze kilkakrotnie gwałcili kobiety, które były na gospodarstwie. Jego matkę właściwie mieli oszczędzić, ponieważ miała dwie małe córeczki, ale raz jednak zgwałcił ją "jakiś mężczyzna o błękitnych oczach".

Hannover - Russenkinder Winfried Behlau und Birgrit Michler

Winfried Behlau i Birgrit Michler otwarcie mówią o swoim stygmacie "Russenkinder"

"Dzieci wrogów"

"Dziećmi wrogów" dopiero niedawno zajęli się naukowcy, jako obiektem badań.

Po tytułem "Vaterlos und ausgegrenzt" ("Bez ojca i wyalienowane") odbyła się w Hanowerze z inicjatywy Fundacji Volkswagena 2-dniowa międzynarodowa konferencja naukowa, na której dyskutowano na temat dzieci aliantów i żołnierzy Wehrmachtu. Byö on długo tematem tabu w społeczeństwie niemieckim.

Matka Winfrieda Behlaua uciekła z dziećmi i siostrami w 1945 r. na zachód; wylądowała w Westfalii. Jej jedyny syn Winfried, po szokującym wyznaniu matki, żył żcały czas żył w przekonaniu, że jego ojciec był oprawcą.

Jeszcze przed 8 laty Behlau, zaangażowany pedagog z Delmenhorst pod Bremą, bardzo dbał o to, by nikt nie dowiedział się o jego pochodzeniu. Teraz, w wieku 69 lat otwarcie mówi, kto był jego ojcem, a w styczniu br. wydał książkę zawierającą 13 biografii takich jak on "ruskich dzieci".

Hannover - Schloss Herrenhausen

Na zamku Herrenhausen odbyła się konferencja Fundacji Volkswagena na temat dzieci pozostawionych przez aliantów

Wojenne historie

W Niemczech po II wojnie światowej przyszło na świat ok 200 tys. dzieci niemieckich matek i żołnierzy alianckich wojsk. Częstokroć kobiety padały ofiarami gwałtu albo oddawały się żołnierzom za coś do jedzenia. Niektóre z nich miały także prawdziwe relacje miłosne z żołnierzami.

W odróżnieniu od innych "ruskich dzieci" Winfried Behlau nie był nigdy szykanowany ani wyśmiewany. W rodzinnym domu w szufladzie znalazł kiedyś urzędowy dokument, stwierdzający, że jest "szkodą wyrządzoną w czasie wojny".

Bardzo go to dotknęło, przyznaje. Także w jego akcie chrztu - jak się później dowiedział - tam, gdzie powinno widnieć imię ojca, napisano "matka została zgwałcona".

Szuka ojca

Matka Birgrit Michlers miała miłosny związek z rosyjskim żołnierzem, którego dziewczynka nigdy nie poznała. W jej metryce urodzenia jest napisane "ojciec nieznany".

Die Magdeburger Historikerin Silke Satjukow

Tematem "Russenkinder" zajmuje się m.in. historyczka z Magdeburga Silke Satjukow

- Bardzo chciałabym wiedzieć, co stało się z moim ojcem - przyznaje 68-letnia dziś Birgrit, mieszkanka Żytawy.

Według pracy badawczej uniwersytetu w Lipsku, dzieci alianckich żołnierzy do dziś noszą stygmat. Ponad połowa ze 146 ankietowanych osób mówi o stygmatyzacji i dyskryminacji. Przez całe swoje życie częściej cierpiały na schorzenia wywołane przez traumę czy na depresje, niż ich rówieśnicy bez tak dramatycznej przeszłości. Kiedy pytano ich o zadowolenie z życia, nie były widoczne żadne różnice.

Po kilkudziesięciu latach milczenia wiele z tych "dzieci wroga" chciałoby odnaleźć swoich nieznanych ojców albo chociaż ich rodziny. Największe szanse mają dzieci żołnierzy amerykańskich, bo otrzymują one wsparcie od organizacji GI Trace. W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych ani Francuzi, ani Brytyjczycy, ani Rosjanie nie chcieli otworzyć swoich archiwów wojskowych, wyjaśnia kierująca badaniami na uniwersytecie lipskim Heide Glaesmer.

Na konferencji w Hanowerze obecni byli także naukowcy, którzy zajmują się dziećmi, poczętyni podczas wojen w Afryce czy na Bałkanach.

- Wyraźnie widać, że wojenne dzieci wszędzie borykają się z podobnymi problemami, obojętnie, w jakim kraju czy w jakim czasie zostały poczęte - podkreśla badaczka.

dpa / Małgorzata Matzke