1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Afera z dokumentem o Putinie w ZDF. "Nie chcemy wojny propagandowej"

„Nie chcemy wolny propagandowej“ - zarzeka się Robert Bachem z ZDF. Wygląda jednak na to, że II program telewizji publicznej został wciągnięty w wojnę propagandową – przez Rosję.

Od kilku tygodni Robert Bachem, kierownik redakcji społecznej ZDFinfo w Moguncji (Mainz), zajmuje się odpieraniem ciężkich zarzutów z Moskwy. 15 grudnia 2015 roku II program telewizji publicznej emitował film dokumentalny pt. „Człowiek władzy Putin”. Był to krytyczny materiał, który właściwie nie zawierał żadnych nowości. Pięć dni później państwowy kanał Rossija-1 zarzucił niemieckiemu nadawcy fałszowanie faktów. Rosjanin z Kaliningradu, który występuje w filmie jako ochotnik po stronie separatystów na wschodzie Ukrainy, odwołał swoje wypowiedzi. Twierdzi, że niemiecka telewizja zapłaciła mu, aby opowiadał nieprawdziwe historie. Podczas gdy w ZDF 27-latek został w filmie przedstawiony został anonimowo pod fikcyjnym imieniem „Igor”, znany jest w Rosji jako Jurij Labyskin.

Juri Labyskin aus Kaliningrad

Jurij Labyskin wycofał się z tego, co powiedział o walkach ochotników rosyjskich na Ukrainie

Telewizja ZDF odrzuciła zarzut fałszowania faktów. jednak ciągle nie było wiadomo, czy Labyskin walczył na wschodniej Ukrainie czy nie? ZDF do dzisiaj wierzy, że tak było. Tak twierdzi Dietmar Schumann, dawny moskiewski korespondent ZDF w wywiadzie dla DW. To on prowadził latem 2015 roku rozmowę z Labyskinem.

Pytania do producenta

Jest kilka otwartych kwestii. Nadawca telewizyjny w Moguncji chciałby na przykład dowiedzieć się, jaką rolę odegrał producent Walerij Bobkow, który odnalazł Labyskina i kręcił z nim materiał na wschodzie Ukrainy.

ZDF dziwił się, że na kanale Rossija-1 emitowano częściowo nakręcony z Labyskim materiał, którym nie dysponowała niemiecka telewizja. Bobkow poinformował ZDF, że przekazał go Labyskiemu na pamiątkę. – Nie wolno mu było tego robić – mówi Bachem.

59-letni Bobkow działa w branży od kikudziesięciu lat i ma w Moskwie swoje studio filmowe. Na swoim portalu internetowym wymienia takich zleceniodawców jak CNN, BBC, ARTE i ZDF. Bobkow pisze, że specjalizuje się w „robieniu zdjęć w trudnodostępnych i niebezpiecznych regionach”. Niektórzy niemieccy dziennikarze akredytowani w Moskwie mówią, że jest on postacią co najmniej kontrowersyjną.

Nie było jednak jak dotąd skandali z udziałem Bobkowa. – Nie mieliśmy dotychczas złych doświadczeń – mówi Schumann.

Tymczasem rosyjski producent jest nieuchwytny i nie odpowiada na zapytania o wypowiedź.

Czy to była akcja służby wywiadowczej?

Schumann mówi, że tempo, w jakim został zmontowany materiał polemizujący z filmem wyemitowanym w niemieckiej telewizji wskazuje na „ukartowaną akcję przeciwko ZDF, a to nie obywa się bez służb wywiadowczych”. Jego stacja grała w otwarte karty i informowała o wszystkim rosyjskie władze. Autor filmu jest przekonany, że to FSB skłoniło Labyskina do odwrotu.

Labyskin zresztą przyznał w rozmowie z bońskim pismem branżowym „Journalist”, że we wrześniu 2015 roku był przetrzymywany przez FSB. Wtedy grożono mu pozbawieniem wolności za zdradę stanu. Reporterzy Moritz Gathmann i Maxim Kireev przedstawili w lutowej edycji czasopisma zebrane przez nich informacje. Labyskin powiedział im, że nie walczył na wschodzie Ukrainy. Byli skłonni mu uwierzyć – i przypuszczają, że ZDF został nabrany przez swojego producenta. Ale nie ma na to żadnych mocnych dowodów.

W poszukiwaniu poszlak

Robert Bachem

Robert Bachem odrzuca zarzut fałszowania faktów w filmie o Putinie

Kto chce wykryć prawdę, może polegać tylko na świadkach wydarzeń. Trudno sobie wyobrazić, że ludzie w Rosji czy na ukraińskich terenach okupowanych przez separatystów zdemaskują doniesienia rosyjskich mediów nie ryzykując własnym życiem. Komendant z Doniecka w odpowiedzi na zapytanie ZDF zaprzeczył, że Labyskin tam walczył. Ale czy można temu dać wiarę? Potrzebne są dowody.

W odpowiedzi na zarzuty z Rosji, ZDF zamieścił na swoim portalu internetowym pełną wersję rozmowy z Labyskinem. Jego wypowiedzi sprawiają wrażenie autentycznych. – Jeśli kłamie, to jest znakomitym aktorem – mówi Bachem.

Jednak w kilku miejscach to, co mówi, budzi wątpliwości. Labyskin opowiada na przykład, że najpierw między majem a czerwcem 2014 roku był na wschodzie Ukrainy w batalionie „Sparta” w Doniecku. Ale ten batalion dał o sobie znać dopiero latem i ma reputację jednostki szczególnie bezwzględnych separatystów. Dziwi więc, że Labyskin został przyjęty do tego batalionu, gdyż opowiada w rozmowie z ZDF, że nie służył w rosyjskiej armii. Z drugiej strony na początku lata 2014 separatyści uporczywie poszukiwali ochotników do walki.

Zdjęcie z prawdziwym komendantem

Dowody na to, że Labyskin walczył na wschodzie Ukrainy można znaleźć na jego profilu na VKontakte, rosyjskim odpowiedniku Facebooka. Jedno z zamieszczonych tam zdjęć pokazuje go z brodatym mężczyzną w mundurze.

Zdjęcie wypostowano 27 czerwca 2015 roku. Kiedy zostało zrobione, nie wiadomo. Możliwe, że zostało później poddane obróbce cyfrowej. Mężczyzna z brodą jest łudząco podobny do niejakiego Romana, bojownika o ksywie „Gruzin”, realnego komendanta w brygadzie separatystów „Wostok w Doniecku. Ów „Gruzin” miał być, wg informacji ZDF, przełożonym Labyskina. Poza tym to zdjęcie i inne zostały polubione przez niejakiego Jewgienija T. Jest on też znanym bojownikiem separatystów.

W końcu nie jest jasne, dlaczego producent Bobkow miałby oszukiwać ZDF i ryzykować intratny interes, jakim jest współpraca z zachodnimi nadawcami. W jakim celu miałby wymyślać separatystę i ćwiczyć z nim sfingowaną rozmowę, jeśli w Rosji istnieją już oficjalnie związki ochotników walczących na wschodniej Ukrainie?

Lepsza ochrona dla informatorów

Nawet jeśli „sprawa Labyskina“ nie jest jeszcze zamknięta, można już teraz wyciągnąć z niej wnioski. ZDF dopuścił się błędów w rzemiośle i to pozwoliło na wykorzystanie go dla celów rosyjskiej propagandy, twierdzą niektórzy niemieccy dziennikarze, wytrawni znawcy Rosji.

Robert Bachem chce dalej „rozsądnie informować“ i nie pozwoli się prowokować stawianym przez Rosję zarzutom. „Nie jesteśmy zwaśnieni z Putinem” – mówi. Kierownik redakcji ZDFinfo zaznacza jednak, że w przyszłości będzie postępował inaczej: będzie lepiej chronił swoich informatorów i będzie „ostrożniejszy w nawiązywaniu kontaktów”. Bachem zapewnia, że nie liczył się z tym, że w przypadku Labyskina sprawy przybiorą taki obrót.

Roman Gonczarenko / Barbara Cöllen