Abp Nossol: „Nawet wypędzenie z raju nie było właściwe” | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 09.09.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Abp Nossol: „Nawet wypędzenie z raju nie było właściwe”

Dopiero dziś jesteśmy w stanie całościowo objąć i w pewnym sensie zrozumieć tragedię ludzi wypędzonych i z kresów wschodnich i ze Śląska - mówi abp Alfons Nossol*.

DW: Ekscelencjo, Polaków i Niemców łączy wspólny los wypędzeń. Polacy musieli opuścić swoją ojczyznę na kresach wschodnich i byli osiedlani m. in. na terenach Dolnego i Górnego Śląska, które z kolei musieli opuszczać zamieszkali tam Niemcy. W polsko-niemieckich dyskursach dotychczas rzadko łączy się te dwa wypędzenia.

Alfons Nossol*: Nie da rady wypędzenia usprawiedliwić w taki czy inny sposób, czy politycznie czy ideologicznie. Obojętnie, kto dokonał wypędzeń, to jest zbrodnicze podejście, a ofiarami są ludzie, którzy zazwyczaj nie zawinili w żaden sposób. Wypędzenie jest wypędzeniem. To politycy urządzili tę tragiczną jatkę światową. A ci ludzie Bogu ducha winni musieli ponieść konsekwencje. Odebrać komuś strony rodzinne, obojętnie, kto by to nie był, obojętnie, kto wypędza i kogo się wypędza - to jest przestępstwem. I dzisiaj, jeżeli się mówi o wypędzeniu, trzeba całościowo do tego podejść, a nie tylko jednostronnie. Trzeba mieć na uwadze cierpienie obu stron. I jak się ci ludzie mają czuć zwłaszcza, że zostali wypędzeni w nieznane.

Jedni i drudzy...

Jedni i drudzy. Nikt na nich specjalnie czekał. Oczywiście zrozumiałe, że przyczyny tych wypędzeń - kresowiaków i Ślązaków - miały nieco inny charakter. Kraj na zachodzie był okrutnie wyniszczony. Ludzie tam też cierpieli głód. I teraz jeszcze im dopędzano ludzi, którzy byli w dużej mierze prawie że umierający. Troszeczkę inni los mieli kresowiacy. Bo jednak dla kresowiaków Dolny Śląsk miał być naprawdę nową ojczyzną, nowymi stronami rodzinnymi. I bardzo wielu ludzi, którzy na kresach mieli gospodarstwo, otrzymali gospodarstwo na Dolnym Śląsku. Zabudowania na Dolnym Śląsku były w dużym stopniu lepsze niż na wschodzie.

Posłuchaj audio 05:24
Teraz
05:24 min

abp Nossol: Europa zjednoczona jako wspólnota wartości jest czymś bardzo wielkim - MP3-Stereo

Ale bali się, że im wszystko kiedyś odbiorą...

Bali się, że stracą wszystko, że to będzie chwilowe. Ludzie siedzieli na walizkach. Pamiętam, ci kresowiacy przez pół roku też byli na naszej Opolszczyźnie. Bo Dolny Śląsk był prawie całkowicie wypędzony. I zanim to się stało, no to u nas musieli przeczekać. Nie wypakowywali się. Te potężne skrzynie, walizki to wszystko stało.

Tak samo było z wypędzonymi ze Śląska. W strefie angielskiej, było najwięcej głodu. Strefa francuska nie chciała przyjmować tych wypędzonych. Amerykanie przyjmowali, ale ci ludzie nie bardzo chcieli u nich być. Czekali poza tym na powrót swoich najbliższych uwięzionych na wschodzie. Byli bezdomni i w wielu przypadkach tak wycieńczeni, że umierali.

Inność nie jest równoznaczna z obcością

I do tego wyzywano od "Polacken"...

Jeszcze to, bo nie chciano wierzyć w ich niemieckie obywatelstwo. Jako że to byli Ślązacy… Ślązak jest zawsze swoisty. W jego piersiach bije jakby podwójne serce. I on nie może się zaprzeć tej swojej inności, która jest niezwykłym ubogaceniem. I to jest właśnie charakterystyczne dla Ślązaków, zresztą jak i kresowiaków. Śląsk to byli kresowiacy. Tak nas też traktowano. I Śląsk był też nazywany „krainą pod krzyżem”. Bo wszyscy mieli do nas pretensję. Dla jednych byliśmy za mało albo za dużo Polakami, dla drugich za mało albo za dużo Niemcami. I dlatego nie mieliśmy powszechnego uznania ze względu na naszą inność. Ale to jest specyfika Śląska i kresowiaków. A inność nie jest równoznaczna z obcością. Innością można się wzajemnie ubogacić. Dzięki inności można się wzajemnie obdarzać darami. Przy obcości nie da rady. I dlatego ta inność wniosła na zachód ze strony kresowiaków i ze strony tych wypędzonych z Prus i ze Śląska wiele pozytywnego. To było ubogaceniem. Dopiero dziś jesteśmy w stanie integralnie objąć i w pewnym sensie zrozumieć tragedię tych ludzi wypędzonych i z kresów wschodnich i ze Śląska.

Dzisiaj możemy nazywać wszystko po imieniu

Alfons Nossol

Prezentacja publikacji prof. Marka Hałuba z Uniwersytetu Wrocławskiego w "Haus Schlesien" w Königswinter. Na zdjęciu z abp Nossolem i prof. M. Pietschem

Ksiądz arcybiskup całe swoje życie zajmował się polsko-niemieckim dialogiem, również dialogiem o wypędzeniach. Na jakim poziomie zaawansowania jest dzisiaj ten dialog?

Dzisiaj, kiedy wolno mówić o wypędzeniach z kresów – dawniej nie wolno było, bo to była oficjalnie repatriacja – można też dyskutować integralnie o wypędzeniach i nazywać wszystko po imieniu. Co do dialogu, wie Pani, dobrze o tym wiedzieć, że dialog – ujmując to teologicznie i filozoficznie – to jest język macierzysty ludzkości. Tylko dialog pomaga z wrogów uczynić przeciwników, a przeciwników przerobić w przyjaciół. Ten dialog wcześniej czy później musiał zaistnieć, choć tych wypędzonych stąd i z owąd nie przyjmowano z radością, co jest zrozumiałe w powojennych okolicznościach. W każdym razie dzisiaj, kiedy możemy nazywać wszystko po imieniu, poznajemy podobieństwa tych wypędzeń. A z drugiej strony strony patrząc w przyszłość wiemy, że : "war never again!" Nie może się powtórzyć ten gest tak okrutnie nieludzki. Obojętnie, kto tego dokonał. Ja czasem, chcąc uzasadniać przestępczy charakter wypędzenia mówię: każde wypędzenie, nawet wypędzenie z raju, też nie było właściwe (śmieje się). Ale to było wypędzenie.

czytaj pełną wersję

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat